czwartek, 28 stycznia 2016
środa, 27 stycznia 2016
W ferie do szkoły? ("Klasa pani Czajki" )
Ostatni
weekend spędziłam w… gimnazjum! Nie jako uczestnik zjazdu absolwentów,
czy w roli nauczyciela, tylko jako… czytelnik. Za mną bowiem lektura
pełnej emocji i wyrazistych postaci powieści młodzieżowej osadzonej w
środowisku szkolnym.
Kiedy w czasach licealnych kupowałam dwutygodnik „Cogito”, moja młodsza siostra czytała „Victora”, a
ja też zaglądałam do tego czasopisma. Obie z niecierpliwością
czekałyśmy, aby poznać kolejny tekst M. K. Piekarskiej o perypetiach
grupy gimnazjalistów. Opowiadania z cyklu „Klasa pani Czajki”
publikowano w latach 2002-2004, potem wydano je w wersji książkowej. I
to był hit! Powieść doczekała się paru wznowień, ukazała się w formie
audiobooka, została przetłumaczona na język ukraiński, fragmenty
znalazły się w podręcznikach do języka polskiego. W 2004 roku jako
jedyna książka polskiego autora trafiła na listę bestsellerów tygodnika „Wprost” w kategorii "Dla dzieci i młodzieży”. Teraz dzięki wydawnictwu Nasza Księgarnia „Klasa pani Czajki” znów rusza na podbój serc młodych (i nieco starszych też) czytelników. Moje już zawojowała.
(...)
czwartek, 21 stycznia 2016
Wiktoria w Paryżu
O tym chyba jeszcze nie wspominałam:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/862-lucyna-olejniczak-kobiety-z-ulicy-grodzkiej-wiktoria-proszynski-i-s-ka
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/862-lucyna-olejniczak-kobiety-z-ulicy-grodzkiej-wiktoria-proszynski-i-s-ka
Czekam z utęsknieniem na trzeci tom.
środa, 20 stycznia 2016
Twardowski - dzieciom
Teoretycznie ten wpis powinien być w poniedziałek, ale każdy dzień jest dobry na wspominanie i obcowanie z poezją.
18
stycznia 2016 roku mija dokładnie dziesięć lat od śmierci księdza Jana
Twardowskiego, poety, którego twórczość stanowi odrębne zjawisko w
nurcie poezji religijnej. W 2015 roku natomiast minęła setna rocznica
jego urodzin. Najpiękniejszym upamiętnieniem wyjątkowego twórcy i tych
szczególnych dat jest jubileuszowe wydanie jego utworów. Tym razem
przygotowano kolejną perłę w kolekcji książek „Z Biblioteki Wydawnictwa
Nasza Księgarnia” – zbiór wierszy ks. Twardowskiego dla dzieci.
Tym razem przyznam, że jestem w kropce. W siódmej kropce biedronki. (...)
Dlaczego? Przeczytajcie ciąg dalszy:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/871-ksiadz-twardowski-dzieciom-wiersze-nasza-ksiegarnia
wtorek, 19 stycznia 2016
Garść książek dla dzieci wyd.Skrzat i Nasza Księgarnia
(c.d.: http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/867-jan-brzechwa-sto-bajek-wydawnictwo-skrzat
„Tadzik
się nudzi” to publikacja, z którą nudzić się nie można. Jest pomysłowa,
inspirująca, pobudzająca wyobraźnię, a przy tym starannie wydana – w
twardej oprawie, na kredowym papierze, z dużą dbałością o każdy
szczegół. Wyróżnia się spośród innych książeczek. To perełka wydawnicza
współczesnej literatury dla najmłodszych.
cała moja opinia:
cała moja opinia:
Zanim wasze dziecko zawoła „Hura! Mamy pieska!” zawołajcie „Hura! Mam nową książeczkę”.
moja opinia: http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/860-barbara-wicher-hura-mamy-pieska-skrzat
O
tym, że Nasza Księgarnia to wydawnictwo na szóstkę, chyba nie trzeba
nikogo przekonywać. Od niemal wieku bowiem dostarcza małym i większym
czytelnikom wspaniałych książek, które bawią, uczą, niosą wartościowy
przekaz, a od strony estetycznej zapewniają wrażenia artystyczne na
najwyższym poziomie. Nie wszyscy jednak może wiedzą, że już ukazała się
szósta część antologii „Poczytaj mi, mamo”. I tak jak poprzednie, jest
to absolutny „must have” w rodzinnej biblioteczce. Starszym – ku
wspomnieniom, młodszym – ku poznaniu ciekawych tekstów. Takich troszkę
czasem „przykurzonych”, ale nadal wartościowych.
niedziela, 17 stycznia 2016
"Czarownica" z Białowieży - opowieść o wyjątkowej Kossakównie
Anna Kamińska, Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak,
Wydawnictwo Literackie 2015.
"(...)Bo nie jest światło, by pod korcem stało, ani sól ziemi do przypraw kuchennych (...)"
("Promethidion", C. Norwid)
Dzięki wspaniałej książce pióra Anny Kamińskiej ocalona od zapomnienia została niezwykła postać: Simona Kossak - profesor nauk leśnych, biolog, ekolog, "buntowniczka" z Białowieży, autorka gawęd o fascynującym świecie przyrody, potomkini rodu słynnych malarzy. Była córką Jerzego Kossaka. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska i Magdalena Samozwaniec, a także Zofia Kossak-Szczucka to jej ciotki.
Przyznam, że gdyby nie ukazała się ta książka, gdyby nie mówiono o niej m.in. w radiowej Trójce, to nie miałabym pojęcia o istnieniu Simony Kossak. Choć z przypisów wiem, że pisano artykuły na jej temat, przeprowadzano wywiady i nawet był film: "Simona z rodu Kosaków" reż. Joanna Wierzbicka (2009), to raczej trudno powiedzieć, aby jej sylwetka była popularna i szeroko znana. Być może teraz to się wreszcie zmieni. Po lekturze - stwierdzam, że jestem pod ogromnym wrażeniem.
Z literackiego portretu wyłania się obraz kobiety silnej, niezależnej, zdeterminowanej, odważnej, prawdziwej pasjonatki, zaangażowanej maksymalnie w to, czym się zajmuje. A przy tym niezwykle trudnej z charakteru, oschłej, nie okazującej uczuć i słabości, upartej, bezpośredniej, nie przebierającej w słowach. Niepozornej i niepięknej, ale wspaniałej duchem. Miała w sobie coś z hipiski, outsiderki, dzisiaj powiedzielibyśmy o niej może, że jest takim "pozytywnym freakiem".
Simona, wbrew oczekiwaniom, nie tylko nie urodziła się chłopcem, ale też nie przejawiała talentów artystycznych. Z pędzlem i farbami o wiele lepiej radziła sobie starsza siostra - Gloria, późniejsza członkini automobilklubu i mistrzyni rajdowa (!). Tymczasem Gabriela ( bo tak naprawdę dano jej na pierwsze imię, a Simona na drugie - potem je oficjalnie zmieniła) długo szukała swojej ścieżki. Zdawała do szkoły aktorskiej, na historię sztuki, przez rok studiowała polonistykę (UJ), pracowała w Instytucie Zootechniki w Balicach - jako telefonistka, potem starszy technik przy maszynach zliczających statystyki. Dopiero biologia, a dokładnie zoologia i zoopsychologia okazały się tym, w czym się odnalazła i spełniła. Ciekawostką jest fakt, że to właśnie Simona była pierwszą kobietą w historii Uniwersytetu Jagiellońskiego wybraną na mistrza Bractwa Żakowskiego, działo się to podczas juwenaliów w 60. latach XX w. Pamiątką pozostały zdjęcia studentów w przebraniach żaków. Możemy je zobaczyć w książce.
Po studiach Kossakówna chciała pracować w Bieszczadach. Praktyki miała we wrocławskim zoo, u Gucwińskich. Tam dała się poznać jako urodzona opiekunka zwierząt. Miała być kustoszem Bieszczadzkiego Parku Narodowego, ale wylądowała w Białowieży i tam zapuściła korzenie. Swoje miejsce na ziemi, choć przesadą byłoby nazywać je "rajem", znalazła w Dziedzince, leśniczówce ze spartańskimi warunkami, którą dzieliła z artystą-fotografem, Lechem Wilczkiem. Łączył ich nietypowy układ, byli bliską sobie i cały czas niezależną "nie-parą". Wspólnie tworzyli specyfikę Dziedzinki, żyli w zgodzie z naturą. Dla Simony zwierzęta były bliższe niż ludzie, od nich zresztą dostała to, czego zabrakło jej w rodzinie: ciepło, miłość, serdeczność, opiekę.
Nie sposób streścić barwne i pracowite życie pani profesor, toteż skupię się na wrażeniach z lektury. Emocji nie brakowało. Trzęsłam się z oburzenia, czytając o tym, jak traktowano dzieci u Kossaków, jak postępowała oschła i apodyktyczna Elżbieta Dzięciołowska-Śmiałowska - druga żona Jerzego Kossaka.Swoją drogą też bardzo ciekawa postać. Z zainteresowaniem śledziłam perypetie Simony i jej rozwijającą się pasję przyrodniczą. Niczym jakąś "baśń złotą" czytałam o życiu w dziczy, w chacie bez bieżącej wody i prądu, z krukiem-opryszkiem, sową, owcą i dzikiem "na pokojach", stadem saren w zagrodzie. Doprawdy fascynująca okazała się opowieść o białowieskiej "czarownicy", która żyła za pan brat z dzikimi zwierzętami, miała niepokorną duszę, a poprzez zaobserwowane zachowania zwierząt wyjaśniała mechanizmy zachowań ludzkich. Było nad czym się zadumać...
Anna Kamińska, dziennikarka, którą możemy kojarzyć z publikacji w "Pani", "Zwierciadle", "Sukcesie", "Wysokich Obcasach", podjęła się trudnego zadania i zrealizowała je na medal. Korzystając z licznych materiałów, zebranych wypowiedzi wielu osób stworzyła rzetelny, barwny portret Simony Kossak. Kierowała się zasadą potrójnego potwierdzania informacji. Dołożyła wszelkich starań, aby przedstawić prawdę. Nie napisała laurki, nie zasiała żadnego skandalu. Z klasą, taktem i pasją ukazała wartościową, wyjątkową postać, jakich ze świecą szukać, tym bardziej więc trzeba je ocalać od zapomnienia. Odmalowała też poniekąd w tle - kawałek historii, począwszy od czasów okupacji, przez lata PRL, aż po współczesność. Dodatkowym walorem tej ślicznie wydanej, w twardej oprawie, publikacji są czarno-białe fotografie, w tym dzieła Lecha Wilczka.
Książek biograficznych w takim stylu powinno być więcej - ciekawych, rzetelnych, nienajeżonych datami i zbędnymi szczegółami, pasjonujących, wciągających jak dobra powieść, w których autor usuwa się w cień, podaje wiadomości, ale nie ocenia, nie osądza, nie narzuca własnych opinii, pozostawiając czytelnikowi swobodę w wyciąganiu wniosków i wyrabianiu sobie zdania.
"Simona. Opowieść o niezwyczajnym życiu Simony Kossak" to książka, która, moim zdaniem, powinna być doceniona, nagrodzona, ale przede wszystkim czytana - jako wzór przystępnej dla czytelników publikacji biograficznej, napisanej z pasją o osobie z pasją. To znakomity portret wyjątkowej postaci, przybliżający nam jej niezwyczajne - jak tytuł słusznie wskazuje - życie. Ze wszech miar godna uwagi lektura.
Za przeżycie przygody z Simoną dziękuję Księgarni Matras:
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Nie przeczytałam I C H... ;-)
Wzajemna inspiracja:
http://kacikzksiazkami.blogspot.com/2016/01/top-13-ksiazki-nieprzeczytane-ze-az.html
A oto obiecana "ekspiacja":
Obedrzecie mnie ze skóry,
ale nie czytałam "Czarodziejskiej góry".
Nie opowiem, gdy ktoś spyta,
o czym dokładnie jest "Lolita".
Nawet, kiedy pełna kiesa,
nie kupiłam "Ulissesa".
Moje myśli różnie płyną,
Minęłam się z "Anną Kareniną".
Szukam do piwnicy włazów,
nie poznałam "Braci Karamazow".
J.I. Kraszewski - niezły Waść,
ale czytać "Starą Baśń"?!!?!!
Oburzenia fala wzbiera:
Jak to, nie znasz Harry'ego Pottera?
(ale niech nie biją gromy,
przeczytałam ze dwa tomy)
Mimo książkowego głodu
Nie pochłonęłam Sagi Ludzi Lodu.
Przyznam się też, to nie ściema,
Nie czytałam nic Tolkiena.
Umoczyłam tylko usta
w jednym tomie prozy Prousta.
I choć czytam od Sasa do Lasa,
to nie sięgam po Dumasa.
Na końcu największy grzech wyznałam:
"Żywotów..." Plutarcha nie czytałam.
(AG)
http://kacikzksiazkami.blogspot.com/2016/01/top-13-ksiazki-nieprzeczytane-ze-az.html
A oto obiecana "ekspiacja":
Obedrzecie mnie ze skóry,
ale nie czytałam "Czarodziejskiej góry".
Nie opowiem, gdy ktoś spyta,
o czym dokładnie jest "Lolita".
Nawet, kiedy pełna kiesa,
nie kupiłam "Ulissesa".
Moje myśli różnie płyną,
Minęłam się z "Anną Kareniną".
Szukam do piwnicy włazów,
nie poznałam "Braci Karamazow".
J.I. Kraszewski - niezły Waść,
ale czytać "Starą Baśń"?!!?!!
Oburzenia fala wzbiera:
Jak to, nie znasz Harry'ego Pottera?
(ale niech nie biją gromy,
przeczytałam ze dwa tomy)
Mimo książkowego głodu
Nie pochłonęłam Sagi Ludzi Lodu.
Przyznam się też, to nie ściema,
Nie czytałam nic Tolkiena.
Umoczyłam tylko usta
w jednym tomie prozy Prousta.
I choć czytam od Sasa do Lasa,
to nie sięgam po Dumasa.
Na końcu największy grzech wyznałam:
"Żywotów..." Plutarcha nie czytałam.
(AG)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

