Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K. Zyskowska-Ignaciak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą K. Zyskowska-Ignaciak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 7 maja 2015

"Ty jesteś moje imię" K. Zyskowska -Ignaciak

Już w najbliższą niedzielę gościem Magazynu Obsesje ( na profilu fb) będzie Katarzyna Zyskowska- Ignaciak, ta od "Upalnego lata..." ;-)
Czytałam jej "Nie lubię kotów" (świetne) i "Przebudzenie" (fajne), kto ciekaw, niech poszpera za nimi na blogu. Polubiłam tę autorkę.  Z przyjemnością zatem sięgnęłam po "Ty jesteś moje imię".
Okładka książki Ty jesteś moje imię
Na recenzję te powieści zapraszam  tutaj

niedziela, 4 stycznia 2015

"Przebudzenie" numer dwa!




Okładka książki Przebudzenie
Zainspirowana pomysłem Ejotka wyruszyłam na poszukiwanie "zdublowanych" tytułów, czy jak to określiłam książek - "bliźniaczek tytułowych". I tak odkryłam, że na półce mam drugie "Przebudzenie", tym razem pióra Katarzyny Zyskowskiej- Ignaciak, pisarki znanej mi  jak dotąd tylko ze znakomitej powieści "Nie lubię kotów". Już parę razy miałam tę książkę w ręku, zwłaszcza, że należy do lubianej przeze mnie serii "Babie lato", ale jakoś nigdy się nie zdecydowałam na przeczytanie. Teraz nadarzyła się idealna okazja!

Muszę przyznać, że ta powieść nie tyle mnie przebudziła, co nie dała zasnąć, bo jak już zaczęłam, to  tak czytałam pół nocy, a dziś po prostu musiałam dokończyć. Zatem pod względem  zaciekawienia i wciągania daję fabule wysoką notę. Niekiedy trafiają się książki, które rozkręcają się powoli, a my dajemy im szanse ( np. góra do setnej strony) albo odkładamy znużeni. W tym przypadku  od samego początku czytelnik zostaje wciągnięty w wir wydarzeń, a potem nie ma czasu na nudę. Już na wstępie mamy tajemniczy obraz - gdzieś nad jeziorem, pożar na wyspie, przypatrująca się tej pożodze kobieta.... Okazuje się, że to był sen bohaterki, ale skąd w jej głowie takie sceny? Oto jest pytanie!

"Młoda dziennikarka Zuzanna niespodziewanie otrzymuje spadek po nieznanym krewnym - malowniczą posiadłość na Mazurach. Zafascynowana przeszłością swoich przodków, powoli zaczyna zgłębiać tajemnice rodziny. Nie może jednak oprzeć się wrażeniu, że grozi jej niejasne niebezpieczeństwo. Kto z najbliższego otoczenia dziewczyny jest przyjacielem, a kto śmiertelnym wrogiem? " - notka na okładce, moim zdaniem za bardzo spłyca fabułę. Wydaje mi się, że wiele osób może się  zrazić takim opisem, bo  to już schemat: bohaterka dostaje spadek, wyjeżdża, w nowym miejscu rozpoczyna nowe życie,  poznaje rodzinną przeszłość, a następnie znajduje szczęście miłość i następuje happy end. Czyż nie mamy już dosyć takich historii?

Tymczasem Zyskowska- Ignaciak bierze trochę ze schematu lecz całość ubiera w inne, ciekawe barwy.  Nie unika wątku miłosnego, ale w końcu dlaczego miałoby go nie być, zwłaszcza w  tomiku pod znakiem "Babiego lata"!
Co dobrego zatem zaproponowała nam autorka:
 - Legendy o dawnych plemionach i rodach (Galindowie- plemię bałtyckie, pruski ród von Schenk) - historia klątwy sprzed wieków;
-   Losy rodziny Marii Wieluńskiej, babci Zuzy w trakcie wojny i w późniejszych czasach ( dramat utraty wszystkich bliskich);
- Mazury (okolice Giżycka, Jezioro Dobskie, wyspa Gilma - miejsce pogańskiego kultu) i  motyw żeglarski;
- Wróżby z kart i symbolika znaków np. wąż zjadający własny ogon jako symbol nieskończoności);
- Tajemniczy, magiczny, pełen napięcia nastrój;  bardzo dużo tajemnic, zagadek, niebezpieczeństw;
- Wątek kryminalny (zabójstwo w Anglii, "akcja z brzaną i obrzędy na wyspie");
-Niejednoznaczność bohaterów;
- Zaskoczenie ( niesamowite posplatanie wszystkich kawałków, niespodziewany finał);

Tytuł - na pozór nie kojarzy się z treścią. A jednak! Główna bohaterka w  wirze tych wszystkich niespodziewanych, tajemniczych, nagłych i podejrzanych wydarzeń powoli odrzuca ziarno od plew,  odchodzi od dotychczasowego jałowego życia ( nota bene podobny żywot wiodą postaci z "Nie lubię kotów"), dokonuje wyborów. "Budzikiem" staje się odkrycie rodzinnej historii sięgającej kilka wieków wstecz,  które zapoczątkowały list z Anglii, karteczka ze znakiem  podrzucona pod drzwi i prastary pierścień.

Niebanalna ( nie do końca zmyślona - jeśli chodzi o tematykę plemion na ziemiach mazurskich) historia oraz lekkie pióro Katarzyny Zyskowskiej - Ignaciak  sprawiły, że "Przebudzenie" wywarło na mnie spore wrażenie. To książka, którą się pochłania, z ciekawą i nietuzinkową fabułą, wyróżniająca się z tłumu opowieści obyczajowych o popularnych motywach spadku, wyjazdu, nowego domu/pensjonatu/kawiarni itp. Na pewno mi osobiście nie zatrze się w pamięci.
Przy tym jeszcze autorka potrafi snuć narrację i  wypunktować jednym krótkim  zdaniem  coś mądrego, istotnego, refleksyjnego.
Cieszę się, że w końcu zapoznałam się z tą powieścią i nie omieszkam sięgnąć po inne tytuły pióra Zyskowskiej.

Chaotycznie i notatkowo bardziej, ale na świeżo chciałam zapisać wrażenia.
Książkę przeczytałam z ogromną przyjemnością z własnych zasobów w ramach "Pod hasłem" - styczeń 2015- bonus .



poniedziałek, 20 października 2014

Nie lubię Zyskowskiej-Ignaciak

Najpierw przebudziła się ze snu o niebieskich migdałach, a potem w upalne lato uciekła znad rozlewiska, by opowiedzieć w fabularnej formie tragiczne dzieje Barbary i Krzysztofa Baczyńskich. Natomiast teraz "machnęła" taką powieść, że szczęka opada, nieładnie mówiąc. Nie lubię jej, bo teraz będę musiała przeczytać wszystko, co wyszło spod jej pióra ;-) I pomyśleć, że jakiś czas temu nie mogłam zapamiętać nazwiska Katarzyny Zyskowskiej- Ignaciak, usilnie je przekręcając (pamiętasz, Klaudia?)

Okładka książki Nie lubię kotów"Nie lubię kotów" to powieść, której absolutnie nie można wrzucać do jednego worka z  tzw. "babską literaturą", bo to nie jest ani komedia romantyczna, ani  ciepła i optymistyczna opowieść o spełnianiu marzeń, ani nawet słodko-gorzka malownicza "obyczajóweczka". To proza rasowa, syjam lub maine coon wśród dachowców, z ostrymi pazurami i iskrami sypiącymi się podczas głaskania pod włos. Z kotami nie ma ona jednak nic wspólnego, a ci, którzy z góry spisali ją na straty ze względu na tytuł - niech żałują i czym prędzej zmienią zdanie.

Sześć opowieści o szóstce  trzydziestoparolatków, których łączą różne relacje. Tak z grubsza rzecz biorąc, przedstawia się to następująco: Wojtek i Malina są małżeństwem. On kumpluje się z Konradem - wydawcą książki Dagmary. Ona - z Karoliną, siostrą Daniela, który miał niegdyś styczność z wspomnianą autorką. Z kolei Konrada i Karolinę też łączy pewna nić znajomości. W każdej z 6 części o odrębnych, istotnych tytułach (Archetyp, Dies irae, Lepszy, Prowincjonalna gwiazda chic-litu, Mistrz drugiego planu, Nie lubię kotów) na pierwszym planie jest jedno z nich. Zyskowska-Ignaciak nie opowiada jednak sześciu życiorysów ot tak, jako kolejne, gdzieś tam przecinające się wątki. Te 6 historii narysowanych ostrą, ciemną kreską (czasem też białą i sypką) posłużyło autorce do pokazania charakterystycznego rysu wspólnego pewnej części (bo nie można uogólniać) pokolenia dzisiejszych +/-30-latków. A może też jako przykład  tego, czego coraz częściej doświadcza współczesny człowiek.
Nakładanie masek. Gra pozorów, Udawanie kogoś innego niż się jest, także przed samym sobą. Kreowanie własnego wizerunku (również poprzez media, portale społecznościowe, blogi). Świat kariery i bogactwa. Moda na sukces. Droga po trupach, przez łóżko, kokainową ścieżką. Egoizm. Brak skrupułów. Perfekcja na pokaz. Samotność wśród czterech ścian i w  towarzystwa tłumie. Ucieczka w uzależnienia, ucieczka przed odpowiedzialnością za własne i cudze życie. szukanie remedium na problemy. Gonienie własnego ogona. Świat wiecznych Piotrusiów panów. I pań.

W 6 opowieściach autorka zawarła szeroki zasób  życiowych sytuacji, dramatycznych zdarzeń, dylematów, uwikłań.  Każdy z bohaterów dźwiga swój bagaż. Każdy nadawałby się na terapię u psychoterapeuty. Ze swoją zmorą zmaga się jednak sam, zagubiony  "między niewypowiedzianymi słowami, między płytkimi zdaniami" ( s. 372), bez prawa do strachu,niepowodzeń i słabości, bez odwagi, by się do nich przyznać, żeby żyć po swojemu, "jednolita, choć brudna masa" ( s. 373).
Trudno wśród tych postaci wybrać sobie "ulubieńca", nawet, gdy komuś współczujemy, to okazuje się, że i ów ma coś za uszami i nie jest do końca tym, za jakiego chce być uważany. To jednak nie jest ten typ powieści, gdzie kibicujemy bohaterowi śledząc jego perypetie i przeżycia. Tu mamy 6 obrazów, pozornie oddzielnych, z życia "warszawki" (ale podpiąć pod to można też inne środowiska), 6 odcinków reality-life.

Zyskowska -Ignaciak napisała powieść mocną, do bólu prawdziwą, śmiało obnażającą współczesną społeczność i ostro punktującą kondycję pokolenia trzydziestoparolatków, dla których życiowa gra zmierza do kwestii "pobite gary" (w nawiązaniu do książki "Znaki szczególne" P. Wilk), albowiem nie udźwignęli ciężaru, jaki wzięli na swe barki, rozczarowali się rzeczywistością, która skrzeczy, zgubili się w labiryncie pozorów i przyjmowanych masek.
 Język tej prozy jest również ostry, siecze bez owijania w bawełnę. Idealnie współgrający z treścią. Zakończenie - moim zdaniem znakomite. Teatralne zdemaskowanie bohaterów głosem pijanej postaci, która i o sobie szczerze mówi. Czy te "głosy prawdy" były wygłoszone realnie, czy tylko były alkoholową wizją w głowie bohaterki - do końca nie wiadomo. Ostatnie słowa fabuły - "wszystko będzie dobrze" niosą pozorną pociechę, to jakby kolejna złuda...

"Nie lubię kotów" należy do serii "Cztery pory roku". Nic mi o niej bliżej nie wiadomo, nie czytałam innych tytułów. Jeśli jednak są tak dobre jak 'Koty' to chciałabym je poznać. Współczesna proza polska ma wiele odmian, często zmierza w kierunku literatury lekkiej, łatwej i przyjemnej albo - wprost przeciwnie - w stronę ambitnej, trudnej, ciężkiej, wymagającej. Powieść Zyskowskiej jest pośrodku i jest cholernie, przepraszam za ekspresję, dobra.

Nie lubię Zyskowskiej - Ignaciak, noo....

Moja lista blogów