Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść biograficzna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść biograficzna. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 15 czerwca 2023

"Romy i droga do Paryża" M. Marly


Dla tych, którzy gustują w literaturze biograficznej, interesują się filmem, lubią poznawać portrety nietuzinkowych osób, chłonąć klimat Paryża i Wiednia z dawnych lat, a przede wszystkim dla fanów gwiazdy kina lat. 50. i 60. XX w. Romy Schneider – to będzie wyśmienita lektura!

Sięgnęłam po tę książkę z nieoczywistych powodów, bo właściwie nie znam Romy Schneider, nie oglądałam filmów z jej udziałem. Ot, kojarzę tę aktorkę ze słyszenia, może czytałam jakiś artykuł o niej w kolorowej prasie i tyle. Kierowała mną intuicja i sympatia do literatury biograficznej jako gatunku.
Chciałam w sumie poznać tę ikonę kina, zajrzeć za kulisy sławy.

Autorką tej opartej na faktach powieści jest Michelle Marly, czyli właściwie Micaela Jary, pisarka, dziennikarka o polsko-niemieckich korzeniach. Znała ona osobiście rodzinę Romy Schneider, która naprawdę nazywała się Rosemarie Magdalena Albach-Retty. Udało się jej przedstawić aktorkę nie jako słynną postać z ekranu, ale jako człowieka z całym bagażem życiowych doświadczeń i problemów.
Dzięki niej w barwnej, emocjonalnej opowieści poznaliśmy tytułową “drogę do Paryża”:  walkę młodej kobiety o podążanie za marzeniami i głosem serca, wyrwanie się z klatki, jaką były dla niej nadmierna kuratela matki i ojczyma oraz zaszufladkowanie w wizerunku cesarzowej Sisi i rolach niewinnych dziewcząt.
Śledziliśmy  burzliwe miłosne perypetie z Alainem Delonem,  trudną pracę z reżyserem Viscontim, znajomość z ikoną stylu i mody Coco Chanel. Przekonaliśmy się jak wielką cenę przyszło zapłacić ulubienicy tłumów za pójście własną drogą.


Romy Schneider była pracowita, ambitna, chciała grać w teatrze, rozwijać się zawodowo, a nie tylko spełniać oczekiwania rodziny, publiczności i mediów. Udało jej się wyjść poza ramki, w które ją wciśnięto. Długo jednak była marionetką, którą sterowali rodzice. Jako nastolatka wciągnięta w wir pracy i zawodowych zobowiązań, nie miała szans i czasu na prywatne życie. Z czasem coraz trudniej było jej się podporządkowywać. Zbuntowana Romy przeżywała huśtawkę emocji. W końcu ‘zerwała się z łańcucha’, postawiła wszystko na jedną kartę. I nawet walizka z milionem marek nie przekonała jej do zmiany powziętych planów.
Przeszła wielką przemianę, nie tylko pod względem wyglądu (elegancki francuski styl), ale przede wszystkim sposobu myślenia, podejścia do życia, podejmowania własnych decyzji, odważnego patrzenia w przyszłość.

Swoją opowieść Michelle Marly kończy na 1962 roku, kiedy przebojem kasowym kin w USA został film “Forever my Love” (o cesarzowej Sisi), Romy kręci “Pojedynek na wyspie”, gra Ninę w spektaklu “Mewa”, dostaje propozycję zagrania w “Procesie” w reżyserii Orsona Wellesa i wraz z Delonem bryluje na festiwalu filmowym w Cannes. Jej kariera jest w rozkwicie, a psychika – coraz bardziej w rozsypce. W posłowiu autorka streszcza dalsze losy gwiazdy kina. Niestety, nie były one szczęśliwe, naznaczone rozstaniami, rozpaczą, nietrwałymi małżeństwami, śmiercią syna, długami.  To byłby materiał na kolejną część. Wydaje mi się jednak, że już wystarczy roztrząsania tak trudnych spraw, przy których łatwo o nieścisłości, przekłamania. Zachowajmy więc pamięć o Romy Schneider przez pryzmat jej aktorskich osiągnięć i życiowych zmian na owej dosłownej i metaforycznej drodze do Paryża.

Niestety, ta książka mimo swoich niezaprzeczalnych walorów i przystępnego stylu nie okazała się dla mnie “nieodkładalna” i czytałam ją “na raty”, z przerwami na inne lektury,  od jesieni.  Wydaje mi się, że mocno na to rzutował fakt, iż opisywane czasy, środowisko i postaci nie były na szczycie listy moich zainteresowań.
Nie żałuję jednak tego czytelniczego spotkania, albowiem była to ciekawa i przejmująca opowieść o silnej, odważnej,  nieszczęśliwej kobiecie, którą można zinterpretować także jako przestrogę dla młodych ludzi, aby nie dali sobą sterować, aby podążali własną drogą, spełniali swoje marzenia, a nie cudze oczekiwania.

Agnieszka Grabowska
materiał chroniony prawami autorskimi
współpraca recenzencka

 

Wydawnictwo: Marginesy
Autor: Michelle Marly
Tytuł” Romy i droga do Paryża
Tytuł oryginału: Romy Und Der Weg Nach Paris
Tłumaczenie: Urszula Pawlik
Data premiery: 19 października 2022

Liczba stron: 400
ISBN 978-83-67406-55

środa, 6 maja 2020

"Orwell" - komiks


Chciałam zacząć banalnym stwierdzeniem, że George’a Orwella nie trzeba nikomu przedstawiać. Doszłam jednak do wniosku, że tak naprawdę to chociaż nazwisko pisarza jest znane, to o nim samym przeciętny czytelnik wie niewiele, o ile oczywiście nie jest zafiksowanym na jego punkcie pasjonatem. Nota na okładce książki, w podręczniku czy encyklopedii to za mało, by dowiedzieć się dokładnie, co go ukształtowało, co wpłynęło na jego życie i twórczość.  Dzięki  komiksowi francuskich  autorów mamy szansę przyjrzeć bliżej się biografii Orwella, jednocześnie obcując z grafiką na wysokim poziomie artystycznym.
Przyznam, że niekoniecznie sięgnęłabym po typową biografię, a forma komiksu okazała się idealna, by zaspokoić ciekawość.

Cała moja recenzja pod linkiem:
http://zycieipasje.net/2020/05/06/orwell-p-christin-s-verdier-recenzja-komiksu/

piątek, 17 marca 2017

"Maria Skłodowska Curie" M. Niedźwiedzka

Na blogu dość pusto, ale nie próżnuję - czytam i recenzuję. Ostatnio powstało osiem tekstów, które czekają na swoją kolej publikacji na portalach, z którymi współpracuję.

Oto wreszcie ujrzał światło dzienne jeden z nich:
Moja opinia - pod linkiem:

http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/941-magdalena-niedzwiedzka-maria-sklodowska-curie-proszynski-i-s-ka
 Wkrótce  pojawią się recenzje  "Szeptanych opowieści", "Ułamków filozofii", "Życia motyli", a także nowych książek dla dzieci z Naszej Księgarni.

Zapraszam.

wtorek, 15 września 2015

Halo, Frida Kahlo

Marginesy,2015
Jestem łasa na wszelkie biografie oraz na wątki związane z historią sztuki, zwłaszcza z malarstwem  Toteż połakomiłam się również na "Fridę" Barbary Mujicy - amerykańskiej pisarki, krytyczki literackiej, wykładowczyni języka hiszpańskiego, autorki powieści biograficznych ("Women Writers of Early Modern Spain. Sophias Daughters", "Sister Teresa", "I am Venus"), laureatki nagród im. T. Hoepfnera i Pangolin Prize.

Niestety, z "Fridą" rozminęłam się w drzwiach. Powieść technicznie jest bez zarzutu, oparta na retrospekcji, barwna,  ale niekoniecznie się w jej stylu odnalazłam. Nie odpowiadała mi wulgarność, z jaką wypowiadają się postaci.. Nie potrafiłam też przywiązać się do fabuły,  nie zaczytałam się po uszy, momentami wręcz brnęłam. Sądzę jednak, że to moje subiektywne odczucie. Cóż, czyżby ta książka nie trafiła u mnie na swój czas?

Autorka, opierając się na biografii słynnej meksykańskiej malarki Fridy Kahlo, stworzyła literacką fikcję. Niektóre zdarzenia, postaci są zmyślone -  o czym informuje w posłowiu. Rozwija wątki, które nie zostały potwierdzone. Sugeruje fakty, które być może nie miały miejsca.  Jednak  jej zamiarem nie było napisanie dokumentu o życiu i twórczości artystki, ale uchwycenie jej osobowości oraz przedstawienie wszystkich psychologicznych niuansów relacji międzyludzkich. To się jej - jak mniemam - udało, ale jednak wolałabym typową biografię. Nawet w formie fabularyzowanej, ale całkowicie zgodnej z udowodnionymi faktami.

Narratorką Barbara Mujica uczyniła młodszą siostrę Fridy, Cristinę - przyjaciółkę, niemal 'bliźniaczkę", powiernicę sekretów, ale i rywalkę.  Była  jej zupełnym przeciwieństwem  - cicha, ładna, pozostająca w cieniu. Cristina opowiada  lekarzowi - psychiatrze o swoich relacjach z siostrą - od dzieciństwa aż po śmierć Fridy. Ukazuje ją jako egocentryczną, odważną, dziką, wulgarną, ale też nadwrażliwą, nieszczęśliwą, ukrywającą się pod maską. W swoich wyznaniach Cristina buduje obraz Fridy, opierając się na własnych wyobrażeniach, opiniach,  interpretacjach sytuacji i zachowań. Wiele sytuacji i scen przekazuje tak, jak jej to opowiedziała Frida, a ona przecież często koloryzowała. Sama też ubarwia swą opowieść, do czego się przyznaje lekarzowi. Zacierają się granice między prawdą a zmyśleniem.

"Frida" to opowieść o siostrzanej miłości i zazdrości, o skomplikowanej osobowości, która mogłaby być polem badań dla niejednego psychologa, o osobliwej parze ( Kahlo i Diego Rivera), o życiu naznaczonym skandalem i cierpieniem.  Znajdziemy tu odniesienia do historii -  obraz rewolucyjnego Meksyku I poł. XX w. oraz atmosfera środowiska szkolnego, artystycznego, komunistycznego.

Choć mi ta książka niezbyt przypadła do gustu, to cieszę się, że mogłam dowiedzieć się troszkę więcej o słynnej Kahlo, nawet jeśli była to tylko jednostronna, potencjalna, nacechowana emocjonalnie wersja wydarzeń - oczami Cristiny. Postać Diego Riviery  bardzo mnie zdziwiła, nawet zszokowała. Ogólnie rzecz biorąc życie Fridy stanowiło pasmo rozmaitych ekscesów, sukcesów, nieszczęść, dramatów. Emocji nie brakowało.Ta postać może naprawdę zafascynować, ale i zirytować. Warto ją poznać, tak czy owak.

Jeśli ktoś lubi powieści biograficzne, interesuje się malarstwem, psychologią, kulturą i historią Meksyku, jeśli interesują go ekscentryczne postaci świata sztuki - polecam.  Przy okazji warto przypomnieć sobie film "Frida" z Salmą Hayek w roli tytułowej, obejrzeć obrazy (głównie autoportrety) pędzla Kahlo.

czwartek, 7 maja 2015

"Ty jesteś moje imię" K. Zyskowska -Ignaciak

Już w najbliższą niedzielę gościem Magazynu Obsesje ( na profilu fb) będzie Katarzyna Zyskowska- Ignaciak, ta od "Upalnego lata..." ;-)
Czytałam jej "Nie lubię kotów" (świetne) i "Przebudzenie" (fajne), kto ciekaw, niech poszpera za nimi na blogu. Polubiłam tę autorkę.  Z przyjemnością zatem sięgnęłam po "Ty jesteś moje imię".
Okładka książki Ty jesteś moje imię
Na recenzję te powieści zapraszam  tutaj

czwartek, 27 listopada 2014

"Ostatnia miłość Edith Piaf" Christie Laume

Wyd. Marginesy 2014

Zapewne każdy wie, kim  była Edith Piaf,  kojarzy jej  charakterystyczny, "wielki" głos oraz utwory, ze słynnym "Je ne regrette rien" na czele. Natomiast chyba mało kto słyszał o Theo Sarapo, o Christie Laume nie wspominając! Ewentualnie dziennikarze muzyczni, specjalizujący się w muzyce francuskiej, bądź pasjonaci tej dziedziny przygotowujący się teleturnieju "Wielka gra"... A tak poza nimi, no proszę, ręka w górę, kto kojarzy te nazwiska? Niestety, lasu rąk nie dostrzegłam, a i ja sama dopiero teraz o nich się dowiedziałam. Dlaczego w ogóle o nich  napomknęłam? Otóż są to postaci zajmujące bardzo ważne miejsce w życiu legendarnej Edith Piaf, czyli: jej ostatni mąż i jego siostra, którzy także próbowali swych sił na piosenkarskiej scenie.

 "Ostatnia miłość Edith Piaf" to przedstawione w fabularyzowanej formie wspomnienia(powieść biograficzna) o rodzinie Lamboukasów, greckich emigrantów osiadłych we Francji, w której cieple mogła się ogrzać boleśnie doświadczona przez los pieśniarka. Christie (póżniej występowała pod pseudonimem: Laume) było dane nie tylko poznać, ale zaprzyjaźnić się z Edith, która zwierzała się jej - siostrze swojego ukochanego, otoczyła ją opiekuńczymi skrzydłami, choć sama była niczym pisklę potrzebujące ogrzania i  troski. 

Po pięćdziesięciu latach pani Laume postanowiła opowiedzieć historię miłości swojego brata (znanego jako Theo Sarapo) i gwiazdy francuskiej piosenki. Historię niezwykłą, wręcz trudną do pojęcia, a jednak prawdziwą, taką, która "przypomina trochę sytuację, o której się marzy, myśląc, że nie zdarzy się nigdy". (s. 137). Opierając się na własnych obserwacjach i doświadczeniach, dała szczere, wiarygodne, emocjonalne świadectwo niespotykanego uczucia i przedstawiła obraz paryskich bulwarów i francuskich prowincji w połowie XX w.  przy tym pokazała nieco inne oblicze Edith - kobiety wiecznie młodej duchem, spełnionej,  cieszącej się życiem u szczytu swej sławy. Oprócz epizodu dotyczącego Sarapo i Piaf  mamy zarys dziejów rodziny autorki tej książki, ważną cegiełkę całej tej opowieści.

Można sobie zadawać wiele pytań, bo trudno przejść obojętnie wobec związku czterdziestoparoletniej kobiety po przejściach, na dobrą sprawę niezbyt urodziwej i schorowanej, z młodszym o dwie dekady przystojniakiem greckiego pochodzenia, przed którym dopiero całe życie. Słynna wokalistka i syn fryzjera. Mezalians? Kaprys damy? Chęć zrobienia kariery i wzbogacenia się?  Nie tędy droga, drodzy czytelnicy. To było zupełnie inaczej. To realny,  choć niepojęty,  ale z życia wzięty,  przykład romantycznego porozumienia dusz, związku opartego na głębokiej więzi, wzajemnym zrozumieniu,  przyjaźni, bezinteresowności. Byli ze sobą nie przez przypadek, kierowała tym jakaś wyższa siła.

Dziś, różnica wieku między partnerami, zwłaszcza, gdy ona jest starsza, już tak nie szokuje, ale nadal spotyka się z brakiem akceptacji społecznej i zrozumienia. W tamtych czasach to też nie było normą. To, co połączyło Theo i Edith było na tyle silne i szczere, że zyskało aprobatę rodziny, mimo ich początkowego dystansu, czy też sceptycznej postawy. Edith przyznała, że "musi kogoś kochać, żeby żyć", była sławna, nie przywiązywała wagi do bogactwa, wiele w życiu wycierpiała, czuła się samotna. Theo wypełnił jej tę pustkę, co więcej, był tym jedynym, wyjątkowym. Wiek i pochodzenie nie miały znaczenia. Liczyła się jego osobowość, charakter. Theo nie planował zostać wokalistą, to Edith go zmotywowała, popchnęła na tę ścieżkę, podobnie jak potem Christie, która im towarzyszyła, zapowiadała koncerty. Ale nie "kupiła" im kariery, wymagała od nich ciężkiej pracy nad głosem, repertuarem, oszlifowała ich zdolności. Może nie byli to szczególnie wybitni wykonawcy, ale słoń im na ucho nie nadepnął. Pomogła im zaistnieć, ale sami musieli włożyć w to wiele wysiłku i starań. Dzięki nim jednak przeżyła ostanie swe lata otoczona miłością, przyjaźnią, troskliwością, rodzinnym ciepłem. Razem tworzyli jedną "drużynę", wzajemnie się wspierając. Współtworzyli legendę... O tym, jak splotły się ich losy, opowiada z osobistej perspektywy uczestniczka tamtych czasów i zdarzeń.


Uważam, że a książka mogłaby być lepiej dopracowana, jeśli chodzi o wydanie. Moim zdaniem zasługuje na dokładniejszy szlif, którego troszkę zabrakło, twardą oprawę i papier pozwalający na wyeksponowanie zdjęć. Pomijając odbiegające od ideału kwestie techniczne, muszę przyznać, że "Ostatnia miłość Edith Piaf" wywarła na mnie duże wrażenie, ujęła i wzruszyła. Już samo spojrzenie na okładkę, na której widnieje fotografia pary pozornie "nie do pary", zaowocowało nurtującym pytaniem, co takiego niezwykłego ich połączyło... Zanim przeczytałam całość od deski do deski - podczytywałam fragmenty, przyglądałam się zdjęciom. I choć tak się dzieje w moim przypadku, to tym razem miałam oczy na mokrym miejscu....

... bo to taka piękna historia, taka piękna historia.... ech....




PS.
Dopiero w tym roku, tak się złożyło, że dopiero na urlopowym wyjeździe, wieczorem, w spokoju  obejrzałam film "Niczego nie żałuję" o Edith Piaf. Jej postać zafascynowała mnie na tyle, że chciałam poszerzyć swą wiedzę lekturą biografii. Traf chciał, że akurat  Marginesy wydały  opowieść o dramatycznym ale jakże pięknym kresie jej życia, uwieńczonym wyjątkową miłością. Znakomite uzupełnienie filmu, ale nadal chętnie bym poczytała więcej.


Moja lista blogów