Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Amber. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 kwietnia 2017

"Dziewczyna w ciemności" Marion Pauw

wyd. AMBER 2016
Kiedyś na jakimś blogu napotkałam wpis, w którym blogerka zarzekała się, jakich to książek nie przeczyta w tym roku. Ot, coś w rodzaju takich przekornych "czytelniczych postanowień noworocznych". Jeden z punktów dotyczył książek z dziewczyną w tytule.
Rzeczywiście, zapanowała wręcz "plaga" takich tytułów, jak nie "z pociągu", to "w walizce", "w lodzie", "z daleka", "w lustrze", "z porcelany"... Przykładów aż nadto. Na pewno jest w tym jakaś strategia marketingowa, ale co za dużo to niezdrowo i nie ma się co dziwić, że niektórzy czytelnicy na widok takiego tytułu uciekają z krzykiem ;-)
Mnie póki co ten trend dość bawi, czekam na falę tytułów z "chłopcami" oraz na nowe hasło, które będzie bić rekordy występowania na okładkach.

A dlaczego o tym piszę? Otóż przeczytałam teraz "Dziewczynę w ciemności". Skąd ten wybór? Skąd ta książka w ogóle u mnie się wzięła?

W sumie rzadko sięgam po thrillery, bo mówiąc potocznie: "nie leżą" mi raczej, a bywa, że nudzą...
Dajmy na to ta słynna "Dziewczyna z pociągu" nie przypadła mi do gustu. To jednak nie powód, by całkiem odżegnać się od tego gatunku i od "dziewczyn" w tytułach.

Biorę udział w zabawie/wyzwaniu "Pod hasłem" na blogu Ejotkowe postrzeganie świata  i w tym miesiącu hasło dotyczy autora europejskiego, którego jeszcze nic się nie czytało... Postanowiłam zatem sprawdzić, czy na półkach nie poniewiera się jakiś nieznajomy Europejczyk... I zorientowałam się, że wśród stosu książek wygranych ongiś w konkursie znajduje się powieść holenderskiej pisarki, Marion Pauw.
 
Zabrałam się do czytania bez  żadnych oczekiwań. Książkę niemal połknęłam w półtora dnia (z przerwami na życie, że tak powiem). Bardzo mi się podobała, wciągnęła po uszy, a to według mnie jedna z cech dobrej lektury.

Marion Pauw jest autorką bestsellerowych thrillerów psychologicznych. Za "Dziewczynę w ciemności" (oryginalny tytuł: "Daglicht") otrzymała najwyższą holenderską nagrodę w dziedzinie literatury kryminalnej. Powieść w 2013 r. zekranizowano, film zdobył  nagrodę Gouden Strop dla najbardziej kasowego obrazu kinowego.  Prawa do publikacji nabyło 10 krajów, a amerykańska wytwórnia filmowa -  prawa do ekranizacji.
Szykuje się zatem światowy hit ;-)

Fabuła prowadzona jest z dwóch perspektyw, na przemian mamy rozdziały, w których narratorami są Ray i Iris, główne postaci.
Ray jest więźniem skazanym za brutalne zabójstwo sąsiadki i jej małej córeczki, przeniesiono go do zamkniętego zakładu psychiatrycznego. Mężczyzna twierdzi, że jest niewinny.  Wspomina swoją pracę w piekarni, swoje relacje z sąsiadkami, ukochane akwarium morskie, którym się opiekował z prawdziwą pasją.  Jest dość dziwny, momentami przypomina nieco Forresta Gumpa.
Wkrótce czytelnik dowiaduje się dlaczego.
Z kolei Iris to młoda prawniczka, samotnie wychowująca kilkuletniego synka, sprawiającego wiele trudności. Podczas nieobecności matki wpada na trop niejakiego R. Boelensa. I krok po kroku odkrywa rodzinne sekrety... Chce pomóc Rayowi w udowodnieniu niewinności.
 
Finał opowieści jest zaskakujący.
Nie wiem, czy przewidywalny, przynajmniej ja w trakcie wartkiej lektury nie miałam czasu się zastanawiać i zostałam zaskoczona.

Tym, co najbardziej przeraża, nie jest brutalna zbrodnia, ale to, do czego zdolny jest człowiek... w imię czego krzywdzi niewinnych...
Trudno powiedzieć, czy to bardzie thriller, czy tylko "thrillerowata" powieść obyczajowa/dramat, ale po co szufladkować...

Za uwagę zasługuje wątek autyzmu (wydaje mi się, że tu dość dobrze uchwycono cechy autystyka), ciekawe są  też motywy rybek oraz pieczywa na oryginalnym zakwasie.
Język powieści jest mocny, dosadny zwłaszcza we fragmentach dotyczących zachowania więźniów, przy czym to akurat uzasadnione, bo trudno, żeby ci osobnicy wyrażali się wytwornie.
Autorka zbudowała ciekawą, realistyczną, pełną napięcia intrygę. Zgrabnie połączył;a teraźniejszość z przeszłością.
Jedyne, czego mi brakowało, to więcej konkretnego tła. Akcja równie dobrze mogłaby się rozgrywać np. w USA, a nie w Holandii.

Zdaję sobie sprawę, że "Dziewczyna w ciemności" zbiera różne opinie. W moim odczuciu to o wiele lepszy thriller niż "Dziewczyna w pociągu", wywarł na mnie o wiele większe wrażenie, zaciekawił, poruszył...

Chętnie jeszcze przeczytam coś tej autorki. Teraz jednak może wezmę się za coś zupełnie innego....






poniedziałek, 25 listopada 2013

Pluszowy miś w wersji kryminalno-filozoficznej

Z okazji  Dnia Pluszowego Misia wyciągnęłam z czeluści archiwum tekst z 2008 roku napisany przeze mnie( jeszcze pod panieńskim nazwiskiem) na konkurs  IK dla uczestników DKK.
Clifford Chase, Oskarżony pluszowy M., Wydawnictwo Amber


Miś, czy nie-miś…? Oto jest pytanie…

Drogi Czytelniku, jeżeli podczas lektury „Oskarżonego pluszowego M.” zaczniesz nagle gorączkowo rozglądać się po całym domu (z piwnicą i strychem włącznie) w poszukiwaniu swoich starych pluszaków, a następnie będziesz je obsesyjnie przytulał – nie dziw się. Taka reakcja jest całkiem możliwa… Niemożliwy zaś jest brak emocji. Tej książki opatrzonej chwytliwym podtytułem - „filozoficzna powieść o miłości, samotności i wolności”- nie da się tak po prostu odłożyć na półkę. Już fragmenty wystarczą, by w głowie powstało „kłębowisko myśli”.
Miś – pluszowy przyjaciel, towarzysz dziecięcych zabaw, czasopismo dla najmłodszych, sympatyczny Uszatek z dobranocki, poczciwy Kubuś Puchatek „o bardzo małym rozumku”, słynna komedia Barei, maskotka, pamiątka, biały futrzak pozujący do zdjęć w Zakopanem, „Hej dziewczyno oo, spójrz na misia aa…on przypomni chłopca ci…” – zobacz, drogi Czytelniku, można mnożyć takie przykłady. Miś, niedźwiedź na stałe zagościł w naszym życiu, kulturze, świadomości. Zazwyczaj kojarzymy go z ciepłem, dobrem, wszelkimi pozytywnymi uczuciami i wartościami. Tymczasem powieściowy miś został posadzony na ławie oskarżonych, postawiono mu absurdalną liczbę 9678 zarzutów, obciążono go złem całego świata, ze zbrodniami popełnionymi w czasach starożytnych włącznie. Rozprawę poprzedziło brutalne pojmanie przy udziale brygad antyterrorystycznych, pobyt rannego pluszaka w szpitalu i w więziennej celi. Pluszowy miś w szponach wymiaru sprawiedliwości… Groteska, absurd…przychodzi tu na myśl „Proces” F. Kafki, nie tędy jednak chyba wiedzie droga, którą chciałby Cię, drogi Czytelniku, poprowadzić autor. Wątek sensacyjny, nawet wzbogacony przez dość niezwykłą postać – zabawkę, nie jest rewelacyjną stroną powieści. Zdaje się, że pisarzowi chodziło o zupełnie coś innego…
Drogi Czytelniku, czy zastanawiałeś się kiedykolwiek nad bytem misia? Wkroczmy w krąg zagadnień ontologicznych. Czy miś ma płeć? Czy posiada wolną wolę, świadomość? Jaka jest jego tożsamość? Miś to miś i tyle – tak pewnie powiesz Czytelniku, zanim ulegniesz sugestywnej prozie C. Chase’a. Później nieco inaczej spojrzysz na swego zakurzonego przyjaciela z oberwanym uchem, którego wyciągniesz z głębi szuflady i otchłani pamięci. W rzeczy samej, kimże jest tytułowy oskarżony? Powstał w fabryce zabawek, gdy trafił do rodziny Ruth „był dziewczynką o imieniu Marie”, później jako „chłopiec Winkie” przechodził z rąk do rąk, przekazywano go najmłodszemu z rodzeństwa. Nie był zwykłą maskotką, albowiem myślał, czuł, tęsknił, bał się…. Z czasem zrodziła się w nim pewna „moc”, która pozwoliła mu najpierw nauczyć się samoczynnie zamykać i otwierać oczy, a potem mówić, chodzić, jeść, wydalać, a nawet wydać na świat potomka! Dzieje tego wyzwolonego, zbuntowanego pluszaka stanowią niezwykle poruszającą i dającą do myślenia historię. To paraboliczna opowieść o poszukiwaniu samego siebie, własnej istoty, własnego miejsca na ziemi, własnego szczęścia.
Jeżeli nadal, drogi Czytelniku, wzruszasz ramionami na kwestię misiowej ontologii, zwróć uwagę na postać Małej Winkie. Jej status ontologiczny nastręcza wiele trudności. Wyskoczyła z brzucha Winkiego niczym Atena z głowy Zeusa. Była ideałem istoty żywej, kwintesencją miłości, radości i piękna. W niewoli okazała się dziwem o niezłomnej postawie i niezwykłej umiejętności – wchłonęła treść biblioteki profesora i przemawiała fragmentami ksiąg, zawsze adekwatnie do sytuacji. Przejawem jej cierpienia, tęsknoty i buntu wobec utraty swobody było powolne a konsekwentne znikanie. Stawała się coraz jaśniejsza, aż rozpłynęła w niebycie. Kim lub czym była? - oto zagadka.
Dlaczego w ogóle bohaterem został miś, a nie na przykład piesek czy pajacyk? Być może i tu ukryte jest drugie dno. Drogi Czytelniku, sięgnij po „Słownik symboli” W. Kopalińskiego. Dowiesz się, że niedźwiedź jest symbolem m. in. ciemności, pierwotnej siły, brutalności, ale także odwagi, szlachetności, zabawy, melancholii, podświadomości, opieki i macierzyństwa. Czy wiedziałeś, że w wierzeniach ludów Północy niedźwiedź uważany jest za protoplastę człowieka i przypisuje mu się posiadanie duszy? Czy masz pojęcie, że w alchemii niedźwiedź symbolizuje sekrety pramaterii i odpowiada wszelkim etapom początkowym i instynktom? Powieściowemu Winkiemu można przypisać bardzo dużo rozmaitych znaczeń, także tych, które wyodrębnił Kopaliński, a więc tych głęboko zakorzenionych w kulturze.
Problematyka filozoficzna, refleksyjna zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan. Sporo rozważań, uwag, czy też obserwacji dotyczy współczesnego świata i społeczeństwa. Pojawiają się kwestie terroryzmu, homoseksualizmu, równości społecznej, tolerancji. Gdy spojrzysz, drogi Czytelniku, na świat i ludzi oczami misia, zobaczysz, jak wiele zarzutów pod adresem człowieka mogłyby wysunąć pluszowe zabawki. Egoizm, bezduszność, fanatyzm, biurokracja, bezmyślność to tylko niektóre „łatki”, jakie pisarz przypina ludzkości, tym samym prowokując do zastanowienia się i zrewidowania naszych postaw wobec wszystkiego, co jest w jakikolwiek sposób „inne”.
Po przeczytaniu tej książki będziesz mieć, drogi Czytelniku, zupełnie inne spojrzenie na misie w ogóle, a w szczególe na swoje własne (o ile je masz, a to jest dość prawdopodobne). Przekonasz się, że Clifford Chase, którego nazwisko w świecie literatury na razie nie istniało, ma coś mądrego do przekazania, a dodatkowo potrafi nietuzinkową treść ująć w równie niebanalną formę. Nie jest to kolejna powieść „w stylu…”, ani zgrabne naśladownictwo któregoś z ostatnich bestsellerów. Po prostu – to książka, którą przeczytasz jednym tchem, będziesz ją przeżywać na swój sposób, a potem niewykluczone, drogi Czytelniku, że będziesz do niej powracać.


Moja lista blogów