Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria nowa proza polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą seria nowa proza polska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 listopada 2012

Ale "Szopka"!

 Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie! 
(M. Gogol) 

Tu tak naprawdę nie ma się z czego śmiać. Gorzki i przerażająco prawdziwy jest obraz rodziny  przedstawiony w debiutanckiej książce Zośki Papużanki, krakowianki z teatrologicznym wykształceniem, doktorantki literaturoznawstwa, autorki tekstów kabaretowych.

Moją uwagę zwróciła ta powieść jeszcze na etapie zapowiedzi - w ulotce promującej serię 'nowa proza polska' Szara okładka z sugestywną kobiecą twarzą (jak widać plany graficzne uległy zmianie) oraz  rekomendacja Leszka Bugajskiego  wzbudziły moją ciekawość. Potem przypadkiem usłyszałam fragment tekstu czytany w radiowej Trójce.  Do tego przeczytałam recenzję sugerującą gombrowiczowskie tropy. Ciągnęło mnie do "Szopki". Nic więc dziwnego, że gdy wygrałam tę książkę w blogowym konkursie nieomal skakałam z radości.

Do "Szopki" hej, czytelnicy,  do "Szopki", bo tam cud... Tak żartobliwie tylko kolędę trawestuję, bo tematycznie to żadna rewelacja. Sceptycy wzruszą ramionami, mało to bowiem portretów kilkapokoleniowej rodziny w literaturze, mało opisów problemów w relacjach międzyludzkich, konfliktów, dramatów istnienia? Na pęczki. Tu jednak nie o treść  tylko, a o formę chodzi. O język. O narrację. O sposób budowania i prezentowania postaci. Nie bez powodu debiut Papużanki ukazał się w serii "nowa proza polska", bo odbiega od klasycznego, tradycyjnego dyskursu powieści.

Autorka operuje narracją przesuwając punkt ciężkości coraz to do innych bohaterów, oddaje im głos, a przy tym nie pozwala czytelnikowi przywyknąć do tymczasowej choćby chronologii. Nie wiadomo, czy na następnej stronie będzie relacja wnuczki, czy wspomnienia dziadka z okresu wojny, czy scena z czasów, gdy ów jegomość jeszcze tylko funkcję męża i ojca, albo nie-ojca pełnił, czy może z perspektywy innego członka rodziny zobaczymy kawałek powieściowej rzeczywistości. "I nigdy nie będzie jasne, kto jest narratorem, kto postacią, kto tłem, kto bohaterem, czyje są słowa, które się piszą." (s.5) "Szopka" jest nieprzewidywalna.

Brawa należą się Papużance za znakomity słuch językowy i ciekawe pomysły. Za oddanie słowem pisanym wrzasków, słowotoków, myślocieków, wielogłosowego jazgotu (np. na imieninach). Gromkie oklaski za nieprzypadkowe użycie pozornie przypadkowych wielkich liter wyrazów w monologu matki ścierającej ze ściany brzydki napis. Za wypowiedź karpi wigilijnych. Za szopkę metaforyczną i dosłowną (krakowska, konkursowa - z witrażami i złotą kopułą z chochelki oraz  sklecona z desek w ogródku przez dzieci na wakacjach). Z mojej strony zaś szczególne standing ovation za scenę telefonicznego zaproszenia na celebrację sznycli. 

W hucznych rekomendacjach "Szopki" pojawiają się w ramach kontekstu nazwiska Zapolskiej i Kuczoka. Owszem, jest tu pewna dulszczyzna, kołtuństwo, a  jeden z bohaterów, mąż- "stary", później stający się dziadkiem  (Czy właściwie padło w powieści jego imię- zastanawiam się) przypomina Felicjana Dulskiego, milczącego pantoflarza, umykającego cichaczem z hałaśliwego terytorium, gdzie panuje niepodzielnie żona, herod- baba. (Herod- do szopki pasuje jak znalazł ;-)) Powiązań z prozą Kuczoka nie znajduję, tyle że w "Gnoju" też antyrodzina była pokazana. Bliższych skojarzeń nie mam. Natomiast dostrzegłam podobieństwo do stylu  D.Masłowskiej i G. Bełzy, ale zaznaczam, iż to nie wtórność.

Bardzo mi się podobało. Zastanawiam się tylko, czy po generalnie świetnie przyjętym debiucie autorka skusi się na "popełnienie" (ech, jak ja nie znoszę tego wyrażenia) kolejnych książek. A jeśli tak, to czy w podobnej konwencji językowej i narracyjnej? Sama nie wiem, czy chciałabym czytać "Szopkę" bis.


Zośka Papużanka, Szopka, Świat Książki 2012



Moja lista blogów