wtorek, 25 września 2012

Speleolog w literackiej jaskini

W.A.B. premiera - październik 2012
Już wkrótce ukaże się nowa książka autora "Gnoju" i "Senności". Na spotkaniu z czytelnikami Wojciech Kuczok prezentował slajdy ze swoich speleologicznych wypraw i czytał fragmenty pochodzące z "Poza światłem" - świadczące o ogromnej wrażliwości i uważnej obserwacji świata miniatury, refleksje, zapiski podróżnika, odkrywcy.(Trzeba bowiem wiedzieć, iż laureat Nagrody Nike nie tylko sprawnie włada piórem, ale i z powodzeniem eksploruje podziemne korytarze - ma na swoim koncie kilka odkrytych jaskiń).
Był czas na pytania publiczności i odpowiedzi pisarza, a na koniec - światowa premiera - odczytanie roboczej wersji opowiadania, które wejdzie w skład kolejnej publikacji. To będzie coś innego, niż znamy do tej pory w wykonaniu Kuczoka. Jak wypadnie całość - to się okaże, ale sądzę, że może być ciekawie, przynajmniej tak mi się zdaje po wysłuchaniu próbki tekstu.
Cieszę się, że mogłam uczestniczyć w tym spotkaniu autorskim. Pozostaję pod wielkim wrażeniem osoby pana Wojciecha- człowieka wielce skromnego, mądrego, mającego wiele pasji (góry, jaskinie, sport, film, literatura...), trochę niedzisiejszego, ale w pozytywnym znaczeniu - nie lansującego się za wszelką cenę.
Kropla drąży skałę, pisarz rzeźbi w języku. Narastają stalaktyty słów i stalagmity znaczeń, gdzieniegdzie pokrywa je warstwa ironii. Jaskinia literatury współczesnej bywa mroczna, trudna do przejścia,  Kuczok wyznacza w niej szlak, którego warto się trzymać.

poniedziałek, 24 września 2012

Kto czyta, nie błądzi.. Kto słucha....też nie!

 Zobaczcie, jaką informację znalazłam na fb (Opublikowana na profilu "Miłosz.biografia"):
Andrzej Franaszek zaprasza na jutro do Programu Drugiego Polskiego Radia. W poniedziałkowy wieczór, od 21.30 razem z Dorotą Gacek będą prowadzić nowy program:
"KTO CZYTA NIE BŁĄDZI?"
W pierwszym odcinku studio odwiedzą: Agata BIELIK, Dorota MASŁOWSKA oraz Zygmunt MIŁOSZEWSKI, którzy postarają się odpowiedzieć na pytanie - JAK ŻYĆ NA MIARĘ LITERATURY...
Nie wiem, jak Wy, ale ja dziś (poniedziałek) o 21.30 nastawiam radiową Dwójkę!
Zaś po południu wybieram się na spotkanie autorskie z jednym z moich ulubionych pisarzy.
Zapewne wspomnę o tym później ;-)

piątek, 21 września 2012

Nie sądź książki po tytule, że nie wspomnę po okładce

Prawdopodobnie nigdy nie sięgnęłabym po twórczość Maeve Binchy, gdyby nie kasia.eire i ten wpis. Przyznam, że nazwisko pisarki nie było mi tak do końca obce, kojarzyłam je z  grzbietów i okładek książek w bibliotece, jednak to nie był "mój" regał.  Tym razem jednak z premedytacją wypożyczyłam "Miłość i kłamstwa".  Tytuł i okładka z góry skazują książkę na miejsce  wśród romansideł i harlekinów. Wiele osób, które takowych lawstorów nie czytuje, ominie ją szerokim łukiem, a szkoda,  bo to bardzo bardzo ładna i mądra powieść obyczajowa.

Oryginalny tytuł brzmi "Quentins". To nazwa restauracji, miejsca wielce istotnego dla fabuły, splatającego wiele wątków. Poznajemy bowiem historie założycieli, pracowników i klientów lokalu. O Quentins ma powstać film dokumentujący przemiany  zachodzące w dublińskim społeczeństwie na przestrzeni lat, ale to właściwie tylko pretekst dla zaprezentowania galerii postaci i ich losów. Są one  równorzędnym  elementem do głównego wątku opowiadającego życiowe perypetie Elli Brady, która tak niefortunnie ulokowała swoje uczucia jak niektórzy swoje oszczędności. Dodam, że motyw oszustwa finansowego jest tu kluczowy, a czytałam tę powieść akurat jak media trąbiły o aferze z pewną parabankową instytucją.Bohaterów występuje sporo, do moich ulubieńców zaliczają się Deidre, oddana przyjaciółka Elli oraz Blouse - chłopak taki nieco w stylu Forresta Gumpa, najbystrzejszy nie był, ale wiedział to,co najważniejsze.
Troszeczkę  w tych opowieściach mieści się baśniowości  - odnaleźć można motywy typu: król w przebraniu chłopa sprawdza swych poddanych, dobra wróżka nagradza kogoś za dobroć i pracowitość, głupi Jaś odnosi sukces.... - ale to nie  stanowi żadnego mankamentu książki, wręcz przeciwnie. W życiu nieraz też dzieją się rzeczy na pozór nieprawdopodobne,  nie zdziwiłabym się, gdyby autorka czerpała z autentycznych zdarzeń i osób.

Maeve Binchy nie szczędziła wrażeń i rozterek wykreowanym przez siebie bohaterom, zadbała o realność i różnorodność postaci, o emocje i nasuwające się refleksje. Nie pozwoliła, by czytelnik się nudził. Tchnęła w tekst wiele ciepła, optymizmu, pogody ducha. Oczywiście, że jest happy end, ale czyż nie tego oczekujemy?

Z przyjemnością wsiąknęłam w świat "Quentins" i niewykluczone, że jeszcze się spotkam z prozą zmarłej niedawno Irlandki.

czwartek, 20 września 2012

Bomb(k)a czy bubel? - "Agent" M.Gretkowskiej

Na początku pozwolę sobie na małą uwagę. Wolałam, gdy seria "nowa proza polska" ukazująca się w wydawnictwie Świat Książki miała charakterystyczną jasną kolorystykę i jednakową szatę graficzną okładki. Wówczas z daleka widać było, że to seria, teraz każda książka jest z innej parafii, nieraz aż trudno dostrzec logo, które na szczęście niezmiennie w prawym górnym rogu tkwi. Pomijając kwestie estetyczne, to pozostaję fanką tych publikacji, albowiem lubię współczesną prozę polską, choć nieraz trudna i dziwna bywa.
Ad rem. "Agenta" przeczytałam pod koniec lipca, wrażenia pamiętam, choć z upływem czasu staję się coraz bardziej krytyczna (dystans od emocji w trakcie lektury). Twórczość Gretkowskiej nie jest mi obca, plasuje się u mnie na wysokiej pozycji, coraz bardziej jednak przekonuję się, iż najlepsze książki już za mną. Po nowe sięgam  raczej z przyzwyczajenia, być może nastąpi czytelnicze rozstanie. "Agent" nie tyle mnie rozczarował, co nie wywarł wielkiego wrażenia, wręcz zdenerwował. Szumne hasła reklamowe okazały się na wyrost.
Czytało mi się "najpierw powoli jak żółw ociężale", potem "ruszyła maszyna..." (szybciutko) i zahamowała z piskiem przy zaskakującym, bądź co bądź, zakończeniu. Postaci mnie mocno irytowały, zwłaszcza Dorota, której naiwność jest aż nienaturalna, nie mówiąc o Szymonie, którego uważam za  schizofrenika i żadne tłumaczenie jego postępowania mnie nie przekonuje. Nie zdradzę tajemnicy, bo na okładce o tym głoszą, że chodzi o prowadzenie podwójnego życia. Życia między Tel Awiwem a  Warszawą, między Hanną a Dorotą, między cierpkim smakiem dojrzałego wieku naznaczonego bólem przeżyć, a słodką nutą świeżości i fanaberią ułudy.
 Gretkowska porusza problematykę relacji damsko - męskich, rodzinnych, polsko -żydowskich, kwestie tożsamości narodowej, religii, tolerancji ( i jej braku), historycznych korzeni. Wszystko brzmi ciekawie, ale jak dla mnie było zbyt rozmyte, tematy nie rozwinięte, wątki epizodyczne. W ogóle pewne fragmenty i szczegóły są jakby wklejone w oczekiwaniu na rozwinięcie. Np. wizyta Gugla u dyrektorki domu opieki, gdzie przebywa jego matka albo jego perwersje z Eweliną - owszem to w pewien sposób charakteryzuje postać, ale to nie on jest głównym bohaterem (chyba że ma na takiego wyrastać), nie wnoszą te wstawki nic dla głównego wątku, a ów dotyczy  Szymona. Miałam wrażenie, że ta historia to za mało na powieść, za dużo na opowiadanie i wyszło takie coś pośrednie, niekoniecznie udane, jak drzewo z połamanymi gałązkami. Plusem jest ogromny ładunek ironii, celne ujęcie społecznej hipokryzji, w ogóle całe tło kulturowo - społeczne,  żydowska  "otoczka" wydały mi się ciekawsze od głównego nurtu fabuły.
Nie mam zwyczaju oceniać książek liczbowo, ale tej dałabym trójkę. Nie najgorsza, ale do rewelacji daleko.

A, słowo wyjaśnienia skąd wziął mi się taki tytuł. To taka zabawa słowna.
 Praca agenta służb specjalnych (bo o takowym, a nie np. ubezpieczeniowym w powieści mowa) może łączyć się podkładaniem/rozbrajaniem/wybuchami bomb,Szymon ma fabrykę bombek (choinkowych), szukając dla niej nazwy odrzuca takie ze słowem "bouble", bo brzmi jak "buble" (jest o tym dialog). Ze słowem "bubel" rymuje się nazwisko (przezwisko) Gugel (a przypadkiem odkryłam, że jest podobne do  "glaskugel" - niem. bombka).
Czy powieść "Agent" uznać za bombę czy bubel - pozostawiam każdemu do subiektywnego odbioru.





wtorek, 18 września 2012

Nareszcie!

 Witajcie!
Dobra, zwińcie ten czerwony dywan, bo jeszcze naniosę poremontowego kurzu ...;-)
Dziś ( niestety nie dało rady do niedzieli uporać się z problemem) wróciliśmy do domu. Elwirka z ciekawością zwiedzała "stare kąty", musiała też na nowo oswoić się z dzieciarnią i gwarem na placu zabaw, bo poszłyśmy oczywiście na dwór, by skorzystać z pięknej pogody - mam nadzieję nie ostatnie w tym miesiącu takie ładne dni.
Przed nami jeszcze trochę prac porządkowo - organizacyjnych i zakupów, ale już spokojnie możemy mieszkać u siebie. Do nowego wyglądu kuchni i łazienki muszę przywyknąć. Generalnie jestem zadowolona z efektu, choć wiele nerwów mnie kosztowały te wszystkie przygody. Nie chcę już wnikać w szczegóły, najważniejsze, że już wreszcie PO. 
Notatki z przeczytanych książek ukażą się wkrótce - jak już ogarnę dom i parę spraw, to chętnie opiszę swoje wrażenia.
A co u Was słychać?
Co czytacie, co się działo?
Opowiadajcie, a ja zaparzę herbatkę.

poniedziałek, 10 września 2012

W telegraficznym skrócie

 Sprawy remontowe: jak nie urok to... wiecie co.  A to przestój, a to awaria...
Główne rzeczy gotowe, ale jeszcze to i tamto i siamto...  i sprzątania po uszy...
Jednak mimo wszystko koło niedzieli powinniśmy wrócić do siebie. Cieszę się dziko.
Sprawy czytelnicze: "Hrabina Cosel" w trakcie. JIK mnie zaskoczył pozytywnie. 
Wrześniową trójkę-e-pik być może też uda się przeczytać, choć z opisaniem będzie gorzej (nadrobię).

Poza tym nienajgorzej ;-)
 Elwi ma się znakomicie i rozrabia że hoho!

Wypadłam z blogowego obiegu, ale taka przerwa też ma swoje plusy, choć przyznam, że się stęskniłam za Wami. Mam nadzieję wrócić z pisaniem pod koniec września, może za tydzień nawet już....

Ściskam  i pozdrawiam wrzosowo!
A.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Wieści z frontu ;-)

Drodzy Odwiedzający oraz Wszyscy Krewni i Znajomi Królika!

Niestety wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, iż moja blogowa nieobecność przedłuży się nieco. Mieliśmy bowiem pewne perypetie z płytkami ( wisiało nad nami widmo reklamacji), prace remontowe były zawieszone. Na szczęście sytuacja się zmieniła (plamy od kleju wysychają, tylko potrzebują sporo czasu) i ruszamy z koksem. Mamy jednak tydzień w plecy i zżarte nerwy. Cóż....nie ma tego złego...

Czytelniczo - średnio.
Przeczytałam "Korzeniec" i jedną powieść Maeve Binchy (napiszę o tym kiedyś na pewno, bo warto), teraz na tapecie "Daleko i Nifilheimu", czy jak to tam brzmi...

Trójkę sierpniową u Sardegny zaliczam zaocznie ;-)

Dobra, kwiatki podlane, mejle sprawdzone,
czas zmykać na wieś ;-)
Do zobaczenia!
A.



Moja lista blogów