Nie, nie pomyliłam się. Nie trzynastego i nie w piątek, ale dwunastego w czwartek miałam wyjątkowo feralny dzień.
Elwira - chora, kaszle i smarka, na lekach, marudna i płaczliwa jak mało kiedy. Na domiar tego ugryzła ją w łapkę osa. To była dosłownie chwila. Bawimy się, małe wędruje po pokoju, kątem oka widzę coś na podłodze, "co tam masz?" pytam, Elwi coś rzuca, to coś czarne dziwnie ucieka, dziecko strasznie wrzeszczy. Łazienka, zimna woda, ból, ryk, płacz... Całe szczęście nie jest uczulona, skończyło się na spuchniętej lekko dłoni. Ale co się strachu najadłam.... Potem utłukłam gada, osę znaczy się, pełzającą niemrawo pod ścianą. Nie wiem kiedy toto wleciało i że też musiała akurat tam być... Teraz mam wręcz obsesję patrzenia na podłogę.
Wieczorem zabrałam się za prasowanie, szykując rzeczy zawadziłam o żelazko. Upadło tak niefortunnie, że stłukło mi szybkę w telefonie, to znaczy warstwę plastiku nad wyświetlaczem, Czy to da się wymienić? Miałam już dość wrażeń. Przypomniało mi się jeszcze, że muszę wyjąć pranie... Zatem poszłam i wyjmuję. Co ten ręcznik taki niebieskawy.... O, a co to jest? To nie jest nasze ubranko! Elwi nie ma (już ma) niebiesko-zielonego body.... Ups, to było to w biało-zółte paseczki...O, i to białe w zwierzątka jest już niebieskawym w zwierzątka. To mnie dobiło: zafarbowało! Nieopatrznie, a wręcz bezmyślnie wrzuciłam ciuchy jak leci, w tym takie jedne czarne letnie spodnie 3/4 z bylejakiego materiału rodem ze sklepu indyjskiego... Ech!
Wieczorem zabrałam się za prasowanie, szykując rzeczy zawadziłam o żelazko. Upadło tak niefortunnie, że stłukło mi szybkę w telefonie, to znaczy warstwę plastiku nad wyświetlaczem, Czy to da się wymienić? Miałam już dość wrażeń. Przypomniało mi się jeszcze, że muszę wyjąć pranie... Zatem poszłam i wyjmuję. Co ten ręcznik taki niebieskawy.... O, a co to jest? To nie jest nasze ubranko! Elwi nie ma (już ma) niebiesko-zielonego body.... Ups, to było to w biało-zółte paseczki...O, i to białe w zwierzątka jest już niebieskawym w zwierzątka. To mnie dobiło: zafarbowało! Nieopatrznie, a wręcz bezmyślnie wrzuciłam ciuchy jak leci, w tym takie jedne czarne letnie spodnie 3/4 z bylejakiego materiału rodem ze sklepu indyjskiego... Ech!
I jak się tu nie przejmować...
Pal sześć ciuchy i telefon, ale nie mogę znieść, gdy Elwi coś doskwiera. Takie gadanie "jak każde", "dziecko się musi wychorować", " zdarza się", "musi doświadczyć", "nie martw się" itp.wcale mnie nie pociesza, nie mogę się nie przejmować chorobą własnego dziecka, bo to by było nienormalne i wbrew naturze. Mojej przynajmniej. Grrrr.....
Czytelnia odłogiem.
Tymczasem!










