poniedziałek, 30 stycznia 2017

"Noc ognia" Eric-Emmanuel Schmitt

ZNAK 2016
Kolejna książka jednego z moich ulubionych autorów.
Tym razem to opowieść autobiograficzna o wyprawie na pustynię, która przesądziła o wyborze ścieżki życiowej  Erica-Emmanuela Schmitta.
Opowieść o poszukiwaniu samego siebie, o przemianie, nawróceniu.
To taka jakby przypowieść z filozoficzną nutą.
Autor niczego nikomu nie narzuca, dzieli się po prostu swoimi przeżyciami i doświadczeniami.

Eric wraz z  reżyserem Gerardem wyruszyli do Algierii śladami słynnego mistyka Charlesa Foucauld, by zebrać materiały do filmu o nim.
Wzięli udział w  dziesięciodniowej, turystycznej wyprawie na pustynię, przewodnikiem był pochodzący z plemienia Tuaregów Abajdhur, muzułmanin. Ta postać zafascynowała Erica.
Uczestnicy podziwiali widoki, męczyli się trudami wędrówki, dyskutowali ze sobą na  poważne tematy dotyczące np. istnienia Boga, sensu powstania wszechświata itp.
Podczas wyprawy na pewien szczyt,  Eric odłączył się od  towarzyszy. Zgubił się w drodze do obozowiska. Przeżył ekstremalną noc. Doznał wówczas objawienia, które znacząco wpłynęło na jego dalsze życie.  Obudził się w nim drzemiący od dzieciństwa pisarz.


Książka przydała się do styczniowego "Pod hasłem".





piątek, 27 stycznia 2017

"Lektor z pociągu 6.27" Jean-Paul Didierlaurent

W.A.B. 2014
Tę książkę kupiłam kiedyś w Biedronce za 9,99 skuszona nie tylko niską ceną, ale przede wszystkim okładką, opisem, intuicją. To był dobry zakup. Potem zauważyłam, że znakomicie pasuje do styczniowego zadania w zabawie "Pod hasłem" (  imię/nazwisko autora ma zawierać znak<kropkę, kreskę, apostrof>)

Autor Jean-Paul Didierlaurent dwukrotnie zdobył Nagrodę Hemingwaya za swoje opowiadania, a kiedy zadebiutował krótką (niecałe 160 stron) powieścią - odniósł sukces, prawa wydawnicze sprzedano do 25 krajów.
"Lektor z pociągu 6.27" ukazał się w 2014 r. nakładem wydawnictwa W.A.B, w serii "Don Kichot i Sancho Pansa", w tłumaczeniu Beaty Geppert.
To książka z motywem  książek i czytania, a takie są bardzo lubiane przez wiele osób, w tym mnie ;-)
W dodatku ma w sobie coś z klimatu "Amelii" i choć zostawia niedosyt (autor zdecydowanie jest mistrzem krótkich form, niedopowiedzeń, nie rozwija wątków i nie buduje opisów tak jak tego oczekiwalibyśmy po powieści) to sprawia ogromną przyjemność. Kojarzy mi się jeszcze z "Opowieściami o zwyczajnym szaleństwie" w reż. P. Zelenki.

Główny bohater, Guylain Vignolles, od dziecka był wyśmiany z powodu tego, jak się nazywa. Jego imię i nazwisko prowokowało go gry słów: Vilain Guignol=wstrętny pajac.
"Po 36 latach życia opanował w końcu umiejętność stawania się niewidzialnym, aby nie wywoływać śmiechu i drwin"
"Nauczył się nie być ani ładny, ani brzydki, ani gruby ani chudy. zaledwie zarys sylwetki gdzieś na skraju pola widzenia. Postanowił zlać się z krajobrazem i wyprzeć samego siebie, stając się zapomnianym przez Boga i ludzi niebytem"
"(...) spędzał czas na najzwyklejszym nieistnieniu" 
(s. 8)
Czy taka szara, chowająca się w cieniu postać może być ciekawa? Zdziwilibyście się.

Obecnie Guylain, trzydziestoparolatek, pracuje w  Przedsiębiorstwie Przetwarzania i Recyklingu Naturalnego, przy maszynie dokonującej przemiału książek i wytwarzania masy papierowej. Do pracy dojeżdża podmiejskim pociągiem, w trakcie podróży czyta  na głos przypadkowe kartki ocalone z "zagłady" we wnętrznościach maszyny, zwanej "On" . Współpasażerowie słuchają z uwagą tych fragmentów, nieważne, co się akurat trafiło (czy kawałek kryminału,  przepis kulinarny, czy urywek poradnika itp)
"Treść nie miała dla Guylaina znaczenia. W jego oczach liczył się tylko sam akt czytania.Wszystkie teksty czytał z równą żarliwością. I za każdym razem magia działała" (s. 11).

Tytułowy lektor wiedzie samotne, skromne, monotonne życie. Ma złotą rybkę. Jest takim "freakiem". Ale nie on jeden...
Koleguje się w pracy z wartownikiem Yvonem, który nie tylko czyta Racine'a i uwielbia teatr klasyczny, ale przemawia wyłącznie aleksandrynem ( dwunastozgłoskowcem).
"Aleksandryn jest prosty jak miecz
Dobrze podany, zawsze sięga celu"

Piękna jest scena, w której ku osłupieniu kierowcy wierszem zwraca mu uwagę, że akurat teraz trwa przerwa w dostawie surowca i powinien grzecznie poczekać.
Drugi kolega to Giuseppe, który w wypadku przy maszynie stracił nogi i usiłuje w bardzo nietypowy sposób je odzyskać. W tym pomaga mu Guylain, jednocześnie podtrzymując w starszym koledze chęć życia.

Pewnego razu bohater znajduje w pociągu pendrajva. Okazuje się, że są na nim aż 72 pliki tekstowe, autorstwa pewnej kobiety, znakomitej obserwatorki ludzi pracującej w dość nietypowym, choć tak "przyziemnym" miejscu ... Vignolles czyta je z coraz większą fascynacją. Chce odnaleźć ich właścicielkę.

Zanim jednak wpadnie na trop autorki - swoją drogą znakomitych - tekstów, czyta je pensjonariuszom domu starców. Tam bowiem od pewnego czasu w soboty udziela się jako lektor, tak samo czytając przypadkowe kartki. Co ciekawe, te fragmenty wzbudzają duże zainteresowanie, słuchacze zadają pytania, zastanawiają się, snują przypuszczenia... To prawdziwa praca z tekstem!
Kim była tajemnicza autorka i jaką rolę odegrał kafelek nr 14718  - tego już nie zdradzę. I choć nie ma tu typowego happy-endu, to szansa na niego została zarysowana.

Powieść opowiada o wartości słowa, książek, czytania, pisania, o ich roli w życiu bohaterów.
Ma niepowtarzalny klimat, urok, jest w niej lekkość, humor, ale i pewna gorycz.
Zawiera świetny opis maszyny (pojmowanej jak "żywy" organizm i zwanej przez G. "Ono") i jej pracy.

Miłośnikom motywów książkowych i sympatycznych dziwaków - polecam.










środa, 25 stycznia 2017

Przedpremierowo - "portret młodej Wenecjanki" Jerzego Pilcha


Wydawnictwo Literackie, PREMIERA 2 lutego 2017 r. 
 
Jeszcze nie zdążyłam przeczytać  wszystkich opowiadań zebranych w tomie Indyk z Bestville, gdy pojawiła się na horyzoncie świeżutka porcja prozy jednego z moich ulubionych polskich pisarzy, a zarazem dramaturga i felietonisty, publikującego niegdyś w „Polityce”, „Przekroju”, „Dzienniku”, a obecnie „Tygodniku Powszechnym”. Zatem nie mogłam pozwolić jej czekać i tak, podczas literackiej uczty odsunęłam jeden talerz, by sięgnąć po inny półmisek. Czy to był dobry wybór?
 (...)
Moją recenzję można przeczytać na stronie magazynu Życie i Pasje:
http://zycieipasje.net/2017/01/25/portret-mlodej-wenecjanki-jerzy-pilch-recenzja-przedpremierowa/#more-3945

piątek, 20 stycznia 2017

"Co by było, gdyby" Kamy Wicoff

Bohaterka tej powieści marzy o tym, by móc być w dwóch miejscach jednocześnie. Niełatwo jest jej pogodzić absorbującą pracę zawodową z obowiązkami domowymi i zajmowaniem się dziećmi. W sukurs Jennifer przychodzi najnowsze odkrycie z dziedziny fizyki: dzięki zainstalowanemu w telefonie gadżetowi może korzystać z tunelu czasu i prowadzić alternatywne życie. Pod płaszczykiem „czytadełka” Kamy Wicoff porusza ważne problemy społeczne. Ciekawa jestem, czy Wam też przydałaby się taka magiczna aplikacja do przenoszenia się w czasoprzestrzeni?

Zapraszam do lektury mojej recenzji:
http://zycieipasje.net/2017/01/18/co-by-bylo-gdyby-kamy-vicoff-recenzja/

czwartek, 19 stycznia 2017

"Skrawki" Krystyna Sienkiewcz

(...)
Nieodłącznym atrybutem Krystyny Sienkiewicz jest uśmiech. Dzięki niemu łatwiej przeżyć kolejny dzień. Aktorka zyskała wielu fanów, przyjaciół, do każdego podchodzi z sercem na dłoni,  z empatią, życzliwie. Ta karma do niej wraca.


"Skrawki" nie są typową autobiografią. To opowieść w niepowtarzalnym, poetyckim stylu, uszyta z fragmentów, zapisków, listów, dzienników, wspomnień, fotosów, zdjęć, rysunków, utrzymana na wysokim poziomie graficznym.  To taki literacko-plastyczny kolaż. Nieco chaotyczny, ale w tym cały jego urok.  (...)
Całość mojej opinii znajdziecie pod linkiem: Skrawki.

środa, 18 stycznia 2017

"W kuchni Mamy i córki" K. Meller

Marginesy 2016
To nie jest typowa książka kucharska, już sam podtytuł – „opowieści i przepisy rodzinne” wskazuje, że to będzie coś więcej. Tym razem mamy do czynienia z sentymentalną podróżą rodziny Mellerów do krainy smaków  dzieciństwa. Znajdziemy tu szereg ciekawych i prostych przepisów oraz piękne, pobudzające apetyt, zdjęcia potraw.
(...)
Całą moją recenzję znajdziecie pod linkiem:
http://zycieipasje.net/2017/01/18/w-kuchni-mamy-i-corki-katarzyna-meller-recenzja/

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Najpiękniejsze utwory K. I. Gałczyńskiego

 
W ostatnich latach wydawnictwo Prószyński i S-ka opublikowało dzieła zebrane Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w kilku grubych tomach. Piękne i zacne to wydanie, ale jednak nieporęczne dla kogoś, kto lubi nosić tomik wierszy w kieszeni, torebce, plecaku, czy mieć go pod poduszką lub na stoliczku przy łóżku. Na szczęście i dla takich osób wydawnictwo przygotowało coś miłego. 

Otóż ukazały się "Najpiękniejsze wiersze i piosenki"  tego czarodzieja słów, w podobnej edycji jak wcześniej zbiór utworów Marka Grechuty, tym razem w szarej okładce. Razem będą tworzyć śliczną kolekcję.(....)

Ciąg dalszy: http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/935-konstanty-ildefons-galczynski-zachlysnac-sie-toba-najpiekniejsze-wiersze-i-piosenki-proszynski-i-s-ka

 

Moja lista blogów