Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biuro Literackie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biuro Literackie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 kwietnia 2017

"Zimowe królestwo" P. Larkin


Dotychczas nazwisko Philipa Larkina kojarzyłam wyłącznie z poezją. Z jego twórczością zetknęłam się w antologii Od Chaucera do Larkina. 400 nieśmiertelnych wierszy, 125 poetów anglojęzycznych z 8 stuleci – w przekładzie Stanisława Barańczaka oraz w zbiorze Fioletowa krowa. 333 najsławniejsze okazy angielskiej i amerykańskiej poezji niepoważnej – tegoż tłumacza. Tymczasem jeden z najwybitniejszych poetów brytyjskich XX wieku tworzył również prozą.
(...)

Oto moja recenzja:

środa, 26 kwietnia 2017

"Duszny kraj"- poezja Boba Dylana w przekłądzie Filipa Łobodzińskiego

Kiedy ogłoszono, że laureatem Nagrody Nobla w 2016 r. został Bob Dylan, oprócz zachwytów rozległ się także szmer niezadowolenia, wręcz oburzenia.  Przyznam, że i ja nie byłam tym werdyktem zachwycona. Mój sceptycyzm był jednak nieuzasadniony – pojęcie o twórczości tego poety-pieśniarza miałam bowiem mizerne i mgliste.  Zależało mi na tym, by ją bliżej poznać. Nadarzyła się ku temu sposobność.
Nakładem Biura Literackiego ukazał się wybór utworów Boba Dylana z lat 1962-2012 w przekładzie Filipa Łobodzińskiego – dziennikarza, iberysty, tłumacza z kilku języków, muzyka udzielającego się  głownie w Zespole Reprezentacyjnym. To nie jest zbiór przygotowany „na kolanie”, na fali noblowskiego splendoru, jaki spłynął na poetę.  Został złożony w wydawnictwie  wiele miesięcy przed tym wydarzeniem.
ciąg dalszy pod linkiem:
http://zycieipasje.net/2017/04/26/duszny-kraj-utwory-boba-dylana-w-przekladzie-filipa-lobodzinskiego-recenzja/

poniedziałek, 17 października 2016

"Epifanie" - James Joyce



BIURO LITERACKIE  2016

Na hasło "James Joyce" najczęściej pada odzew: "Ulisses". To w końcu najsłynniejsza, obwołana arcydziełem powieść irlandzkiego pisarza. Znane są także "Finneganów tren", "Dublińczycy", "Portret artysty w wieku młodzieńczym". Literaturoznawcy wspomną jeszcze o wydanym kilka lat temu zbiorze szkiców "Hotel Finna", o tomiku lirycznym "Muzyka kameralna", czy o opublikowanych listach pisarza. O "Epifaniach" niespecjalnie jest głośno.

Co to jest epifania? Dosłownie oznacza: objawienie, olśnienie. Jako gatunek literacki odnosi się do krótkiej, prostej sceny, obrazu, który pod powłoczką banalności, potoczności, skrywa coś głębszego, ma w sobie filozoficzną nutę, otwiera jakieś drzwi...

Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z taką formą, toteż z ciekawością i niepokojem sięgnęłam po zbiór "Epifanii" Jamesa Joyce'a, który pod koniec lata ukazał się nakładem Biura Literackiego, w tłumaczeniu Adama Poprawy. 

Tomik zawiera 40 króciutkich tekstów (datowanych 1901-1902 i 1904 r.) w postaci dialogów, zarysów scen, zapisków, zanotowanych ulotnych chwil, przyszpilonych jak motyle w kajecie pisarza. Są one oszczędne w formie, szczątkowe, przywodzą czasem na myśl styl Mirona Białoszewskiego. Czasem dość poetyckie, czasem pospolite,  - zaskakują czytelnika, który nieraz zastanawia się, w jakim celu akurat to  pisarz zanotował. "Epifanie" opublikowano dopiero po 20 latach po śmierci autora.

Przykłady można przeczytać na stronie wydawcy:
http://www.biuroliterackie.pl/biblioteka/ksiazki/epifanie/

James Joyce musiał być znakomitym obserwatorem, także słuchaczem, potrafił wyłowić z otoczenia, z ulicznego gwaru czyjąś wymianę zdań, jakiś obrazek zapadał mu w pamięć. Zapisywał to, co go poruszyło. Tak rodziły się inspiracje do wielkich dzieł i nieukończonych utworów.

Lektura tomiku "Epifanie" stanowi ciekawe doświadczenie. To raczej propozycja dla koneserów. 

czwartek, 25 sierpnia 2016

Trzepak z rzepaku, czyli jak "ugryźć" Bargielską...



Wydawało mi się, że nie jestem z poezją na bakier, ale czasem jednak porywam się z motyką na słońce.
Gdy w skrzynce mailowej zawitał newsletter Biura Literackiego polecający "Selfie na tle rzepaku" Justyny Bargielskiej, ochoczo zgłosiłam się do zrecenzowania tomiku. Skusił mnie niebanalny tytuł, urzekł  po prostu.Przyznam się, że na pierwszy rzut oka przeczytałam "Selfie na trzepaku", ładnie prawda? Trzepak - symbol dzieciństwa niejednego z nas, selfie - znak naszych czasów, moda fotograficzna, pomyślałam - ciekawe zestawienie. Gdy okazało się, że tytuł jednak brzmi inaczej  - też mi się podobał. Technologia i natura, nowoczesność i tradycja.
Nazwisko poetki  nie było mi obce. Bargielska zasłynęła przejmującym prozatorskim debiutem "Obsoletki", zdobyła Nagrodę Literacką Gdynia, była nominowana do Paszportów Polityki, Silesiusa, oraz Nagrody Nike. Jej wiersze są tłumaczone na kilka języków.
"Selfie na tle rzepaku" ukazało się w serii  22.wiersze podróżne.  To taka cieniutka książeczka w sam raz do torebki, do kieszeni. Dokładnie 22 utwory w wyborze samej autorki. Pochodzą one z wcześniejszych tomików - Dwa fiaty, Nudelman, Dating Sessions, Bach for my Baby.
Wiersze Bargielskiej traktują o życiu i śmierci, miłości, są przepełnione smutkiem, opowiadają o odrealnionej  rzeczywistości. Da się zauważyć w nich melodyjność i dynamiczność. Są oniryczne, surrealistyczne, dziwaczne,  gęste od metafor. Każdy wers jest pełen tropów, którymi można podążać. Autorka "grzebie" w języku konstruując ze słów zaskakujące budowle. Szokuje, urzeka, daje do myślenia. Poetycka buntowniczka, która ma powód.
Niestety, osobiście poległam na całej linii, nie potrafiłam w znaleźć tych wierszach niczego dla siebie, nie udało mi się uchwycić wędki, którą zarzuciła autorka. Nie czuję się dobrze w jej stylistyce, nie nadążam za jej poetycką wyobraźnią.


Tomik polecam tym, którzy lubią poezję współczesną i nie boją się wyzwań. Może znajdziecie klucz, jak "ugryźć" Bargielską? Ja się poddaję.




Justyna Bargielska, Selfie na tle rzepaku. 22 wiersze podróżne, Biuro Literackie 2016

wtorek, 28 czerwca 2016

"Książka o Unie" F. Sehrić

Okladka__Ksiazka_o_Unie-713x1024
Biuro Literackie, 2016

(...)
Mimo niewielkiej objętości, nie jest to książka na jeden wieczór. Gęsta, nasączona melancholią, wciska czytelnikowi pod oczy sugestywne obrazy, maluje sceny zarówno piękne, jak i przerażająco smutne. Porusza ukryte struny, budzi wspomnienia. Każdy z nas ma bowiem własną, wyimaginowaną. aleksandryjską bibliotekę drobnych przedmiotów,  codziennych rytuałów, okruchów wspomnień, w której archiwizuje przeszłość i gromadzi chwile szczęśliwe.
(...)

Całość mojej recenzji: http://zycieipasje.net/2016/06/22/ksiazka-o-unie-spotkanie-z-literatura-balkanska/

środa, 27 kwietnia 2016

"Naraz" - w kieszonkowej serii

Okladka__Naraz__BL
BIURO LITERACKIE 2016
„22 wiersze podróżne” to nowa, kieszonkowa seria Biura Literackiego. Cienki tomik, wielkości zeszytu do słówek, idealnie mieści się do torebki, nawet kopertówki, do kieszeni płaszcza, wygodnie go ukryć pod ławką, czy pod okładką szkolnego podręcznika. Zawiera dokładnie 22 utwory wybrane przez samego autora. W serii ukazały się dotychczas: Seria w ciemność Jacka Dehnela, Rozmowa trwa dalej Romana Honeta i Naraz Julii Szychowiak.

Właśnie ten ostatni zbiorek zamieszkał niedawno w mojej przepastnej torebce obok parasolki, szczotki do włosów, rysunków dziecka, błyszczyka do ust i całej masy innych niezbędnych rzeczy. Wszak poezja też jest potrzebna do życia. Z utworami młodej poetki (ur. 1986 r.) zapoznawałam się powoli, przyglądałam się im uważnie. Gdy do mnie nie przemawiały, odchodziłam. Potem wracałam, próbując spojrzeć inaczej. Czy w końcu je zrozumiałam wszystkie? Nie do końca, ale przecież poezji nie trzeba rozumieć, wystarczy ją czuć. (....)

Dalszy ciąg mojej recenzji znajdziecie pod linkiem:

http://zycieipasje.net/2016/04/26/naraz-julii-szychowiak-recenzja/




środa, 9 marca 2016

„Drugi pocałunek Gity Danon”

BIURO LITERACKIE 2016

Dlaczego tak rzadko sięgamy po prozę bałkańską, czy w ogóle literaturę krajów Europy Środkowej? Okazuje się, że kryje ona wiele prawdziwych pereł i diamentów, podczas gdy my często zachwycamy się dobrze wypromowanym tombakiem pochodzącym na przykład z krajów anglojęzycznych. Taką perełką rodem z byłej Jugosławii jest „Drugi pocałunek Gity Danon” Miljenki Jurgovicia w tłumaczeniu Miłosza Waligórskiego, wydany przez Biuro Literackie w serii „Proza środkowoeuropejska”.

Jeśli jesteście ciekawi, co sądzę na temat tej książki - zapraszam na łamy magazynu "Życie i pasje", oto link:
http://zycieipasje.net/2016/03/09/balkanski-koloryt-wysmienitej-prozy-czyli-drugi-pocalunek-gity-danon/


PS. Intrygują mnie i kuszą inne tytuły tej serii. To co, czytamy literaturę środkowoeuropejską? ;-)

piątek, 5 lutego 2016

100 wierszy polskich stosownej długości

100wierszy 
Są książki, które połyka się jednym haustem i są takie, które smakuje się po troszeczku. W niektóre trzeba się wgryzać stopniowo, inne wystarczają na jeden ząbek. Najważniejsze, żeby mieć apetyt na literaturę. O ile proza często gości w naszym czytelniczym menu, to poezja pojawia się w nim zdecydowanie rzadziej. Oczywiście, są i tacy, którzy karmią się głównie liryką. Większość jednak nieczęsto kosztuje poezji, zwłaszcza współczesnej, nieobjaśnionej w szkole.
Na antologię wydaną przez Biuro Literackie miałam ogromny apetyt. Nie dałam jednak rady skonsumować jej całej na raz, musiałam dawkować sobie małe porcje. „100 wierszy polskich stosownej długości” wystarczyło mi chyba na dłużej niż sto dni. Danie było wyśmienite, oryginalne i dobrze przyprawione. Smaków było co niemiara, aż dziw, że się nie pomieszały. Degustacja zakończyła się pełną satysfakcją.

 Aby przeczytać całość tekstu, zapraszam tutaj:
http://zycieipasje.net/2016/02/05/poetycka-studniowka-z-biurem-literackim/

niedziela, 4 października 2015

"Znikanie" T. Różewicz


Tomik w zielonych okładkach zawiera wiersze Tadeusza Różewicza, które Jacek Gutorow, (poeta, krytyk literacki, tłumacz) wybrał według pewnego klucza. Mianowicie za punkt wyjścia obrał dwie postawy poety, jakie zaobserwował, śledząc jego twórczość. Są to z jednej strony potrzeba ekspresji, z drugiej - pragnienie zamilknięcia. Wszak  milczenie stanowi ostatnią wolność poety... o niej  traktuje drugi  tom z wydawniczego "dwupaku". Teraz jednak zajmijmy się "Znikaniem".

Różewicz potrafił poruszać się "na obrzeżach poezji", na granicy milczenia, przy ascetyczności środków wyrazu i sile nadawania znaczeń. Zdawał sobie sprawę, że prawdziwa poezja jest milczeniem podszyta, nieosiągalna,  poza językiem, a to, co najczęściej powstaje, to tylko" wiersze". Skromny, umniejszający swą rolę, a kto wie, może tylko ironiczny poeta próbuje znaleźć odpowiedź na pytania - czy pisać? czy milczeć? czym jest poezja?
"Poetą jest ten który odchodzi
i ten który odejść nie może"
On sam odszedł, ale pozostawił po sobie "pomnik trwalszy niż ze spiżu", poezję, która ocala.
Wybór obejmuje wiersze w dużej mierze autotematyczne, mniej lub bardziej znane, opowiadające o tworzeniu, sensie i właściwościach poezji, niemocy, roli poety, także o życiu i śmierci w kontekście poezji.

Podmiot liryczny zastanawia się nad tym, dlaczego pisze. Próbuje odpowiedzieć na pytanie "czy pisać?" Wyznaje, ze niegdyś poezja mogła go "napaść w każdej chwili", a dziś on pozwala  uciekać wierszom. Poetą się bywa czy jest? "Poeta w czasie pisania to człowiek odwrócony tyłem do świata" - tworzenie jest stanem wymagającym wyobcowania, samotności, odcięcia się od wszystkiego.
Z wiekiem autor nabywa doświadczenia i mądrości, stąd "na stare lata woli rozmawiać z ludźmi którzy milczą" ("Poeta emeritus" - czy poeta może przejść na emeryturę i zamilknąć, oto jest pytanie...)
W poemacie "Not-stop-show" dziwi się, że "więc jednak są poeci", to dlań zaskakujące, że "są młodzi poeci". Są, choć... nie ma poezji. W jego ujęciu wiersze i poezja to nie to samo. Poezja jest najosobliwszą czynnością ludzką, służącą uświadamianiu śmierci."Dopiero na końcu dowiesz się co to jest poezja".
Klamrę kompozycyjną tworzą utwory z motywem  piszącej ręki. To tylko narzędzie pracy, umożliwiające "materializację " poezji w postaci zapisanych słów. Ręka uniezależnia się od twórcy.

Można przyglądać się po kolei wszystkim utworom, każdy rozkładać na czynniki pierwsze i wywracać na lewą stronę w poszukiwaniu jego sedna, ale tu nie jest miejsce na analizy. Chciałam tylko krótko i dość ogólnie przybliżyć ten wybór różewiczowskiej twórczości, z którego wyłania się oblicze milknącego poety, znikającego za kurtyną. Poety niezwykle szlachetnego, wspaniałego, perfekcyjnego.
 
"Znikanie" jest tomikiem specyficznym, tematycznym, subiektywnie ułożonym. Jacek Gutorow pokazał czytelnikom Różewicza od pewnej strony. Nie wybrał utworów najbardziej charakterystycznych, czy słynnych, ale takie, które maja wspólny mianownik. zZbrane razem opowiadają o kondycji poety i poezji we współczesnych czasach

niedziela, 27 września 2015

"Ostatnia wolność" T. Różewicz

 Ostatnia wolność, Tadeusz Różewicz, Biuro Literackie 2015.


Mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Milcząc można nieraz wyrazić o wiele więcej niż potokiem słów. Czy poeta ma prawo do milczenia? Od niego wymaga się zaangażowania, "krzyku", coraz to nowych wierszy o ważnych sprawach, o życiu, człowieku i świecie. Poeta, to przecież ten, który "pamięta", dzięki niemu będą "spisane czyny i rozmowy".* Tymczasem milczenie to właśnie ostatnia wolność literata.

Tadeusz Różewicz przyznaje poecie prawo do strajku. Wiersz może się zapodziać, tak jak okulary, czy zegarek. Poeta może zapomnieć,  zagadnięty może (co prawda  z zakłopotaniem) odpowiedzieć, że obecnie nic nie pisze, nic nie ma na warsztacie, ale "inni poeci piszą nieugięte poezje i nieugiętym głosem wygłaszają jej  do równie nieugiętych słuchaczy". Właśnie, słuchacze. Odbiorcy są nieustępliwi. Chcą, oczekują, domagają się coraz to nowych wierszy, zabierania głosu na przeróżne tematy. Czyż nie wypatrujemy kolejnych tomików naszych ulubionych twórców? Czyż nie rozglądamy się za nowymi utworami i nie szukamy nowych odpowiedzi na coraz to nowsze pytania? 
Poeta nie ma łatwo. Zwłaszcza, gdy jest perfekcyjny, ambitny, świadomy. Nie zawsze  ma ochotę pozostawać w swej roli. wolałby uciec, schować się gdzieś obok. Poza wierszem.
Czy "wszystko jest poezją"? Niekoniecznie, ale ta "do połowy przemyślana pół myśl pół prawda pół idea" znalazła "legion bezmyślnych entuzjastów i naśladowców". Przyjmowanie, ze wszystko jest poezją, a każdy człowiek artystą - jest przesadą. Nie trudno o konkluzję, że owszem,  każdy jest twórcą, ale nie każdy jest dobrym poetą. Niby tak oczywiste, banalne, ale prawdziwe i warte przypominania. Szczególnie  obecnie, gdy tak wiele osób sięga po pióro z mniejszym lub większym powodzeniem.

Różewicz potrafi  pięknie i celnie opisywać rzeczywistość, uczucia,  ale i równie pięknie o tym milczeć. Znakomity obserwator otaczającego świata z gracją przysiada na krawędzi wiersza, "na obrzeżach poezji". Oprócz rozważań nad  istotą poezji i wolnością poety, czyli treści, jakby nie było, autotematycznych,  autor czyni notatki do poematu o dotyku, najważniejszym ze zmysłów, przygląda się architekturze i sekcji zwłok anioła upadłego. W lirykach poświęconych małżonce wzrusza czułością codzienności. Daje też wyraz poczucia przemijania,  relacji z Bogiem, zbliżania się do końca swej drogi.

Każde słowo jest cenne, ważne, na swoim miejscu. Wiersze są nieprzegadane, konkretne, lapidarne, przyprawione tu i ówdzie ironią, zadumą. Pełne wrażliwości. Oprawione w bezinterpunkcyjną, "białą" formę. Na wskroś "różewiczowskie". Nieprzemijające w treści, wytrawne w stylu.

W tomiku "Ostatnia wolność" zamieszczono utwory z ostatnich lat życia poety drukowane do tej pory tylko w czasopismach: "Odra", "Topos", "Kwartalnik Artystyczny". Znalazł się tu także nigdy nie publikowany wiersz "Listy od W...". Ten tekst oraz "Znalezisko"  i "Na 60. rocznicę ślubu" stanowią bardzo osobiste liryki.  Dopiero po śmierci poety  zostały ogłoszone przez jego żonę, Wiesławę.
Po raz pierwszy  światło dzienne ujrzał też nietypowy utwór, zapisek "moje życie - autobiografia" skonstruowany z kolejnych rocznych dat, począwszy od 1921 - roku narodzin poety, z wyróżnioną czerwonym pisakiem datą 1939, aż po 1976 i dopisaną uwagę "no i co z tego?" No właśnie, co? Jaki jest sens życia, zdaje się pytać ironicznie poeta. 

Trudno wyobrazić sobie polską poezję  XX w.  i początków XXI wieku bez  twórczości Tadeusza Różewicza. Nie obędzie się bez niej podręcznik szkolny, ani leksykon literatury, czeka ją "wieczny recykling" w kolejnych pokoleniach na nowo czytających "Ocalonego" i inne strofy np. z tomu "Niepokój".
Laureat Nagrody Nike za tomik "Matka odchodzi", moim zdaniem, niesłusznie był pominięty przez Komitet Noblowski. Jakże to byłoby zacne i piękne uhoronowanie kunsztu wszechstronnego autora, poety, dramaturga, prozaika, eseisty. Być może dla skromnego Różewicza stanowiłoby to jednak zbyt duże obciążenie, wówczas nie  mógłby "strajkować" i bezkarnie milczeć nad pustą, białą kartką...

"Ostania wolność" to takie poetyckie pożegnanie ze zmarłym w ubiegłym roku wybitnym literatem. Odzyskał wolność...




* Cz. Miłosz, "Który skrzywidziłeś"

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

"Przedszkolny sen Marianki" Jacek Podsiadło

Szkoła ze snu

Już za chwileczkę, już za momencik
nowy rok szkolny zacznie się kręcić...
lecz zanim staniemy z nim w szranki
przeczytajmy "Przedszkolny sen Marianki".

Jacek Podsiadło nas zabierze
w podróż przedziwną, nie na rowerze,
ale na skrzydłach  imaginacji
i językowej akrobacji.

Książka nie  tylko jest dla dzieci,
bo nieraz ten poeta leci
takim konceptem i takim chwytem,
że się wspaniale bawimy przy tym.

Dziewczynce małej śniła się szkoła, 
nieco dziwaczna, bardzo wesoła,
trochę od czapy, ale w dechę
- czytelnik reaguje śmiechem.

Ilustrował de Latour Daniel
i zrobił to wspaniale,
kolorowo, odjazdowo
- ubawimy się z nim zdrowo.

Marianka miała piękny sen,
dzięki poecie weszliśmy weń
i poprawiły się nam humory
 - o takiej szkole marzymy od tej pory.

Dobrze, koniec już tej "częstochowszczyzny" w moim wydaniu. Umówmy się, że to taki żart - inna forma recenzji. Teraz już na poważnie.

Biuro Literackie 2015
Chciałabym napisać kilka zdań o najnowszej książce Jacka Podsiadły, poety, prozaika, felietonisty, laureata Nagrody Fundacji im. Kościelskich,  Nagrody  im. Czesława Miłosza, czterokrotnie nominowanego no Nagrody Literackiej Nike, uhonorowanego tegorocznym "Silesiusem" za całokształt twórczości. Tym razem ten niepokorny, niepozorny, acz nad wyraz utalentowany literat wydał książkę dla dzieci. I tu znowu mnie zachwycił i zaskoczył,  podobnie jak powieścią "Życie z zwłaszcza śmierć Angeliki de Sance". Zachwycił rymami, humorem, pomysłami.

W grupie Marianki panie opowiadały dzieciom, "co je czeka za pół roku, kiedy już pójdą do szkoły" - nowi nauczyciele, wiele fajnych przedmiotów, stopnie w dzienniku, "gąbka, tablica i kreda" itp.
Dziewczynka była zaciekawiona, ale też śpiąca, bo poprzedniego dnia zbyt długo siedziała przed telewizorem, nic więc dziwnego, że zasnęła.
"We śnie to, co słyszało się wcześniej
i na co się wcześniej patrzyło
staje się inne niż było"
Zgodnie z "logiką" snu,  wszystko się stało inne, przeobrażone. Przesiane zostało przez filtr sennych marzeń - fantazji,  przez zasoby pamięci o przeczytanych książkach, zasłyszanych treściach. I  tak zabawki z przedszkolnej półki  wcieliły się w role szkolnych nauczycieli.

Zajrzyjmy razem z poetą do snu Marianki:
Języka polskiego uczy lala z klocków lego - Pola Legowiczyńska (  tu nam przypomina się przecież Pola Goajwiczyńska!). Ona wdraża dzieci w zawiłe arkana gramatyki i ortografii, dyktuje arcytrudne dyktando. Dzieci nie mogą się doczekać, kiedy wreszcie (dosłownie) pokaże im ten język... .
Matematyk Patyk uważa, że królowej nauk nie można bezcześcić licząc na kalkulatory, trzeba posługiwać się własną głową, ewentualnie liczydłem i piórem. A do rozwiązania mamy  niesłychanie trudne zadanie o   zebrach, ich paskach oraz odległości między miastami A i B. Jest zagwozdka.
Na lekcjach muzyki prowadzonych przez Kota Trzpiota panuje kocia muzyka. Nawet "Śmierć" z symfonii Bethoveena zamiast "do drzwi"  - "puka się w czoło". Furorę robią rap i hip-hop. Będą też nauki ścisłe. Poznamy Regułę Ryzyka-Fizyka o Nieokreśloności Modułu Zderzających się Brokułów i Prawo Zachowania Klasy Gdy Rozlega się Dzwonienie. Na chemii odbędą się eksperymenty, które zaprezentuje  "Remik, ni osioł, ni koń" -  to on  jest twórcą tezy, że w syntezie wodorotlenku miodu i wodoromiodku sodu w kwasie po ogórkach w wyniku utleniania powstanie kamień filozoficzny.
O wojnie Burów i Kafrów opowie Historyk Scyzoryk - wróg słówka "hista", lubujący się w przeszłości. 
Na przyrodę z Pająkiem Wodnikiem każdy chętnie się zapisze. Akurat  był wykład o gadach, które  mają liczne wady, są niezgodne i złośliwe. Przy okazji dowiadujemy się, że pewien kumak, choć nie kuma bazy, to czytał "Damę Kameleonową" i "Kumaczka Wanię" (Czechowa), a gad - kameleon Leon czyta wyłącznie... Gadamera i gadzinową prasę. Zaraz, zaraz, czy to naprawdę  wiersze dla dzieciaków? Dorosły ma tu mnóstwo zabawy wychwytując te wszystkie "smaczki"- odniesienia, skojarzenia.
Z Fafikiem (psem) ruszamy w podróż dookoła świata i poznajemy ciekawostki o hienach, Pigmejach, krajach afrykańskich ("Ludzie w Czadzie dają czadu/ od śniadania do obiadu./ Od obiadu po kolację/ dają czadu inne nacje") opowieść o chichoczącym hipopotamie, przenosimy się  do Azji -  do Turcji, do krajów arabskich, gdzie obowiązkowa jest turbanizacja, gdzie dawniej "kalif pełł a mułła mełł/ziarna w żarnach" zanim trysnęła ropa, zaglądamy do Chin ( fenomenalne naśladowanie języka chińskiego: "ping pong pękł i gong mi pęka,/ gang do tańca pędząc stęka,  ring do kung-fu ma pięć lin (...)), do Japonii, wreszcie do Australii (paradna historyjka o tym jak Aborygen darł koty z dziobakiem, głowił się, jak mu dać w dziób i rzucał weń czym popadnie, aż przez przypadek wynalazł bumerang... i to jeszcze nie koniec tej lekcji geografii.
Kto włosy oszczepem czesze? goryl Miki - spec od gimnastyki, mistrz footballu. To właśnie jego wyczyn i okrzyk  budzą Mariankę z błogiej drzemki. Czy nie za bardzo przejęła się szkołą? Ależ ona nie spała, tylko się uczyła...
Natomiast my nauczyliśmy się, że Jacek  Podsiadło ma nieprzebrane pokłady humoru i potrafi fantastycznie bawić się językiem, wciągając czytelników w wir jazdy bez trzymanki po wybojach poezji. Dla dziecięcego odbiorcy "Przedszkolny sen Marianki" będzie lekturą zabawną, przykuwającą uwagę swoją dynamiką, poczuciem humoru, mocnym osadzeniem we współczesności. Dorośli - wydobędą więcej, nie gorzej się bawiąc. Jest w tym poemacie nuta abstrakcyjności, ale od czego wyobraźnia...  
Tekst wspomagają ilustracje w wykonaniu Daniela de Latour -  kolorowe, zwariowane, śmieszne. Idealnie współgrające z całością.
Jednak niekoniecznie jest to publikacja dla przedszkolaków,  raczej dla starszych dzieci, które mają pewien zasób wiedzy, bogatsze słownictwo i łatwiej odnajdą się w świecie pojęć naukowych, nazw geograficznych itp. zastosowanych w tekście. Niewykluczone, że młodsze dzieci zachwyci rym i rytm oraz cała "abstrakcyjność" wierszowanej opowieści. To dla nich zaproszenie do świata brzmień i znaczeń, do świata poezji. Każdy tu może znaleźć coś dla siebie.

Książkę wydano bardzo starannie -  w twardej oprawie i dużym formacie, z okładką stylizowaną na szkolny zeszyt. Warto jej się przyjrzeć: poogladać, poczytać. Poprawa humoru gwarantowana, a ewentualne lęki przed szkołą - zniwelowane. Nie do końca "pedagogiczny" jest obraz szkoły ukazany w poezji Jacka Podsiadły, ale nie można wszystkiego zawsze brać na poważnie. Stąd  też konwencja snu i masa humoru na różnych płaszczyznach. 

Aż się chce więcej takiej twórczości: Jacek Podsiadło - dzieciom!





niedziela, 19 lipca 2015

"Sposoby na zaśnięcie" (antologia)

Biuro Literackie, Wrocław 2015

Bywają różne sposoby na zaśnięcie np. liczenie baranów albo słuchanie kołysanek. Niektórzy radzą przed snem wypić szklankę ciepłego mleka. Oczywiście można też poczytać. Tylko nie jestem pewna, czy akurat ilustrowana antologia współczesnych wierszy dla dzieci napisanych przez plejadę znakomitych poetów, raczej niekojarzonych z literaturą dziecięcą, okaże się wystarczająco usypiającą lekturą. Przecież tyle tu się dzieje zarówno w sferze literackiej, jak i graficznej!

W poetycką podróż wyruszamy specjalnym pociągiem dźwiękowym z utworu Wojciecha Bonowicza "Wiersz od Marcinka". Przy opowieści Zbigniewa Macheja o pchlich skokach i akrobacjach spotkamy urocze patchworkowe pieski Ewy Kozyry- Pawlak. Z uwagą przeczytamy pełen przerzutni wiersz "Słówka i wyrazy" Bogusława Kierca,  przy okazji zachwycimy się akwarelowymi makami i zającem pędzla Marii Ekier. Za siedem gór i siedem lasów - niekonwencjonalnie i matematycznie zapraszają nas w "Liczankach" Anna Podczaszy (tekst) i Zuzanna Orlińska (ilustracje). Niezbyt pedagogiczna, ale jakże życiowa okaże się się rymowanka Darka Foksa "Zimne grzanki", w którym ojciec i syn kolokwialnie będą chcieli "wrąbać śniadanie", oczyma "pożerać pajdki", a na końcu - zaczną "dłubać w nosie". Jerzy Jarniewicz zabawnie rozprawi się ze zdrobnieniami nagminnie obecnymi we współczesnym języku, a Marta Ignerska narysuje nam "Bojaka" w wersji uzbrojonej i nieuzbrojonej. Prawda, że nie można się nudzić? A to jeszcze nie wszystko, bo nie wspomniałam o Wielorybie-Niedorybie z wiersza Joanny Mueller, ani o utworach Filipa Zawady i Bogdana Zadury, ani o ilustracjach Joanny Olech, Joanny Rusinek, Tomasza Brody  oraz paru innych osób.

Poeci bardzo poważnie potraktowali zadanie napisania utworów dla najmłodszych czytelników, którzy są odbiorcami bardzo wymagającymi. Wspólnie z ilustratorami stworzyli szereg rozmaitych opowieści, może niekoniecznie skłaniających do zapadnięcia w sen, ale inspirujących do zadawania pytań i pobudzających wyobraźnię, rozwijających artystyczny gust. Te wiersze zapewniają przyjemność czytania: dzieciom - pozwalają na obcowanie z prawdziwą poezją, dorosłym - przynoszą dużą satysfakcję i możliwość szerszej interpretacji. Przenoszą  w inny świat, pełen fantazji, niecodziennych zdarzeń, czy innego ujmowania codzienności. Prezentują rzeczywistość znaną i bliską dzieciom, ale nadają jej nieco niezwykłości.

Autorzy nie ograniczyli się do operowania rymem, humorem i morałem - elementami typowymi w twórczości dla dzieci,  nie bali się wprowadzić całego "arsenału" środków poetyckich. Ilustratorzy natomiast  zaprezentowali różne style i techniki, na swój sposób interpretując poetyckie wyobrażenia. Dzięki temu oglądanie tej, przepięknie zresztą wydanej przez Biuro Literackie, księgi staje się wspaniałą przygodą - przygodą ze sztuką.

Jedynym, w sumie niewielkim  mankamentem, w moim odczuciu, jest brak krótkich biogramów twórców. Nie dla każdego czytelnika, zwłaszcza niezbyt orientującego się we współczesnej poezji i branży graficznej, nazwiska zamieszczone na okładce i w spisie treści są znane. Chętnie przeczytałby o nich coś więcej. Zresztą, zainteresowani - poradzą sobie i wyszukają potrzebne informacje. Tymczasem będą delektować się poezją wraz ze swoimi pociechami.

"Sposoby na zaśnięcie" to taka poetycka perełka na półce z książkami dla dzieci. Znajdą w niej coś dla siebie i młodsi i starsi. Warto zajrzeć do tego zbioru, nie tylko przed snem...

Dobranoc!

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Poetycki lot "Dwupłatem"

Dwupłat - Szymon SłomczyńskiPrzed wakacjami odrobiłam lekcje z poezji współczesnej, tej najnowszej, wręcz świeżutkiej, pachnącej drukarnią. Oto 1 czerwca 2015 r.  nakładem Biura Literackiego ukazał się "Dwupłat" Szymona Słomczyńskiego.

Autor tomiku, rocznik '88, jest absolwentem Międzywydziałowych Studiów Humanistycznych  na Uniwersytecie Jagiellońskim, doktorantem tamże, na Wydziale Historii. Zajmuje się kulturową historią epidemii. Jego debiutancki tomik "Nadjeżdża" był nominowany do Literackiej Nagrody Nike 2013. Poeta został laureatem projektu Połów 2012, zdobył nagrodę "Złoty Środek Poezji" (Kutno 2014 r.). Zaskoczył czytelników i krytyków literackich swoim stylem, żonglowaniem językiem, dojrzałością, zawrotnym tempem poetyckiej podróży. Na tym nie poprzestał, rozwinął skrzydła. 

Najnowszy zbiorek już samym tytułem sugeruje podwójność, dychotomię. Ilustracja przedstawiająca wizerunek słonia - do połowy jako  szkielet - również stanowi wskazówkę, kieruje myśli ku   przeciwieństwom takim jak życie i śmierć, wnętrze i zewnętrze.

"Dwupłat"  zawiera  56 utworów, które nie stanowią całkowicie odrębnych jednostek lecz łączą się w pary, spiętrzają. Zachodzą między nimi interakcje i rozmaite powiązania, nie zawsze oczywiste na pierwszy rzut oka. Czasem to dwie wersje tego samego wiersza, zdarzenie opowiedziane na dwa różne sposoby, czasem parę wyznaczają tytuły (np. "Wigilia" - "Wielkanoc", "Wolne"- "Zajęte"). Są pary oparte na podobieństwie albo przeciwieństwie, ściśle bądź luźno ze sobą związane. Pierwszy wiersz łączy się z ostatnim.
Wszystko jest świadomie ułożone, zgodnie z zamysłem.Tematyka krąży wokół życia i śmierci, grobów, czasu, przemijania, pamięci, dotrzymywania terminów, codziennych sytuacji, pisania wierszy. Jest w tym wszystkim jakiś " duch romantyzmu", powiew ironii. Każdy utwór dobrze czyta się na głos, mają swoją melodię, rytm. Tylko trzeba uważać na przerzutnie. Bo autor potrafi nas zza winkla zaskoczyć. Przygotowani na to, możemy  delektować się taką grą słów np.
"do cygar trzeba dojrzeć, a ja nie dojrzałem
przed maską nic poza stadem pięknych saren"

Posiłkując się encyklopedią, dowiedziałam się, że dwupłat to taki samolot posiadający dwa płaty nośne, umieszczone jeden za drugim, zapewniający dużą zwrotność i małą prędkość lądowania. Słomczyński w swojej poezji jest asem przestworzy.  Zwinnie lawiruje między tym, co dosłowne, a tym, co przenośne. Jego utwory to takie literackie "dwupłaty", którymi zabiera czytelnika w niezwykły lot, pełen turbulencji  i nagłych zwrotów.  Wciąga odbiorcę w poetyckie mikroopowieści. Wiersze można czytać odwołując się do życiowych doświadczeń albo doszukiwać się literackich odniesień. Sporo tu jest do "rozpracowania".
Na pewno długo potrwa zanim tomik "wyląduje" na półce. Trzeba się nim raczyć po troszku, z uwagą wyłuskując perły języka i stylu. Do tych wierszy powraca się z przyjemnością. Podniebny lot "Dwupłatem" okazał się  szczególną przygodą.



Moja lista blogów