Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacek Podsiadło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jacek Podsiadło. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 czerwca 2020

"Konie, dziewczyna i pies. Pamiętnik" J. Podsiadło - audiobook

(...)
Moja wybredna dziewięciolatka wysłuchała audiobooka z ochotą i zaangażowaniem, co ostatnio nieczęsto się jej zdarza. O czym to świadczy?
Przede wszystkim, napisany przez mężczyznę “dziewczyński” pamiętnik okazał się bardzo przekonujący, prawdziwy – “brzmiał” dokładnie tak, jak by go napisała właśnie ta jedenastolatka, która jest bohaterką tej książki. Osadzony jest we współczesności ( nie oszukujmy się, ale dzieci raczej wolą czytać o znanych im realiach, nie bardzo pasjonują je lektury takie jak “Karolcia” czy “Pamiętnik Czarnego Noska”, które wymagają przypisów wyjaśniających jak  to dawniej było na świecie i dlaczego)
Poza tym, lektorka Mirella Rogoza-Biel przeczytała go w sposób naturalny, z pasją wcielając się w rolę piszącej w zeszyciku nastolatki.
(...)
 Cała recenzja pod linkiem:

http://zycieipasje.net/2020/06/08/poczytaj-mi-na-ucho-konie-dziewczyna-i-pies-pamietnik-jacek-podsiadlo-recenzja-audiobooka/


Lektura przydała się do czerwcowej Trójki E-pik
Element układanki
przenieś się do czasów PRLu
tytuł z przecinkiem

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

"Przedszkolny sen Marianki" Jacek Podsiadło

Szkoła ze snu

Już za chwileczkę, już za momencik
nowy rok szkolny zacznie się kręcić...
lecz zanim staniemy z nim w szranki
przeczytajmy "Przedszkolny sen Marianki".

Jacek Podsiadło nas zabierze
w podróż przedziwną, nie na rowerze,
ale na skrzydłach  imaginacji
i językowej akrobacji.

Książka nie  tylko jest dla dzieci,
bo nieraz ten poeta leci
takim konceptem i takim chwytem,
że się wspaniale bawimy przy tym.

Dziewczynce małej śniła się szkoła, 
nieco dziwaczna, bardzo wesoła,
trochę od czapy, ale w dechę
- czytelnik reaguje śmiechem.

Ilustrował de Latour Daniel
i zrobił to wspaniale,
kolorowo, odjazdowo
- ubawimy się z nim zdrowo.

Marianka miała piękny sen,
dzięki poecie weszliśmy weń
i poprawiły się nam humory
 - o takiej szkole marzymy od tej pory.

Dobrze, koniec już tej "częstochowszczyzny" w moim wydaniu. Umówmy się, że to taki żart - inna forma recenzji. Teraz już na poważnie.

Biuro Literackie 2015
Chciałabym napisać kilka zdań o najnowszej książce Jacka Podsiadły, poety, prozaika, felietonisty, laureata Nagrody Fundacji im. Kościelskich,  Nagrody  im. Czesława Miłosza, czterokrotnie nominowanego no Nagrody Literackiej Nike, uhonorowanego tegorocznym "Silesiusem" za całokształt twórczości. Tym razem ten niepokorny, niepozorny, acz nad wyraz utalentowany literat wydał książkę dla dzieci. I tu znowu mnie zachwycił i zaskoczył,  podobnie jak powieścią "Życie z zwłaszcza śmierć Angeliki de Sance". Zachwycił rymami, humorem, pomysłami.

W grupie Marianki panie opowiadały dzieciom, "co je czeka za pół roku, kiedy już pójdą do szkoły" - nowi nauczyciele, wiele fajnych przedmiotów, stopnie w dzienniku, "gąbka, tablica i kreda" itp.
Dziewczynka była zaciekawiona, ale też śpiąca, bo poprzedniego dnia zbyt długo siedziała przed telewizorem, nic więc dziwnego, że zasnęła.
"We śnie to, co słyszało się wcześniej
i na co się wcześniej patrzyło
staje się inne niż było"
Zgodnie z "logiką" snu,  wszystko się stało inne, przeobrażone. Przesiane zostało przez filtr sennych marzeń - fantazji,  przez zasoby pamięci o przeczytanych książkach, zasłyszanych treściach. I  tak zabawki z przedszkolnej półki  wcieliły się w role szkolnych nauczycieli.

Zajrzyjmy razem z poetą do snu Marianki:
Języka polskiego uczy lala z klocków lego - Pola Legowiczyńska (  tu nam przypomina się przecież Pola Goajwiczyńska!). Ona wdraża dzieci w zawiłe arkana gramatyki i ortografii, dyktuje arcytrudne dyktando. Dzieci nie mogą się doczekać, kiedy wreszcie (dosłownie) pokaże im ten język... .
Matematyk Patyk uważa, że królowej nauk nie można bezcześcić licząc na kalkulatory, trzeba posługiwać się własną głową, ewentualnie liczydłem i piórem. A do rozwiązania mamy  niesłychanie trudne zadanie o   zebrach, ich paskach oraz odległości między miastami A i B. Jest zagwozdka.
Na lekcjach muzyki prowadzonych przez Kota Trzpiota panuje kocia muzyka. Nawet "Śmierć" z symfonii Bethoveena zamiast "do drzwi"  - "puka się w czoło". Furorę robią rap i hip-hop. Będą też nauki ścisłe. Poznamy Regułę Ryzyka-Fizyka o Nieokreśloności Modułu Zderzających się Brokułów i Prawo Zachowania Klasy Gdy Rozlega się Dzwonienie. Na chemii odbędą się eksperymenty, które zaprezentuje  "Remik, ni osioł, ni koń" -  to on  jest twórcą tezy, że w syntezie wodorotlenku miodu i wodoromiodku sodu w kwasie po ogórkach w wyniku utleniania powstanie kamień filozoficzny.
O wojnie Burów i Kafrów opowie Historyk Scyzoryk - wróg słówka "hista", lubujący się w przeszłości. 
Na przyrodę z Pająkiem Wodnikiem każdy chętnie się zapisze. Akurat  był wykład o gadach, które  mają liczne wady, są niezgodne i złośliwe. Przy okazji dowiadujemy się, że pewien kumak, choć nie kuma bazy, to czytał "Damę Kameleonową" i "Kumaczka Wanię" (Czechowa), a gad - kameleon Leon czyta wyłącznie... Gadamera i gadzinową prasę. Zaraz, zaraz, czy to naprawdę  wiersze dla dzieciaków? Dorosły ma tu mnóstwo zabawy wychwytując te wszystkie "smaczki"- odniesienia, skojarzenia.
Z Fafikiem (psem) ruszamy w podróż dookoła świata i poznajemy ciekawostki o hienach, Pigmejach, krajach afrykańskich ("Ludzie w Czadzie dają czadu/ od śniadania do obiadu./ Od obiadu po kolację/ dają czadu inne nacje") opowieść o chichoczącym hipopotamie, przenosimy się  do Azji -  do Turcji, do krajów arabskich, gdzie obowiązkowa jest turbanizacja, gdzie dawniej "kalif pełł a mułła mełł/ziarna w żarnach" zanim trysnęła ropa, zaglądamy do Chin ( fenomenalne naśladowanie języka chińskiego: "ping pong pękł i gong mi pęka,/ gang do tańca pędząc stęka,  ring do kung-fu ma pięć lin (...)), do Japonii, wreszcie do Australii (paradna historyjka o tym jak Aborygen darł koty z dziobakiem, głowił się, jak mu dać w dziób i rzucał weń czym popadnie, aż przez przypadek wynalazł bumerang... i to jeszcze nie koniec tej lekcji geografii.
Kto włosy oszczepem czesze? goryl Miki - spec od gimnastyki, mistrz footballu. To właśnie jego wyczyn i okrzyk  budzą Mariankę z błogiej drzemki. Czy nie za bardzo przejęła się szkołą? Ależ ona nie spała, tylko się uczyła...
Natomiast my nauczyliśmy się, że Jacek  Podsiadło ma nieprzebrane pokłady humoru i potrafi fantastycznie bawić się językiem, wciągając czytelników w wir jazdy bez trzymanki po wybojach poezji. Dla dziecięcego odbiorcy "Przedszkolny sen Marianki" będzie lekturą zabawną, przykuwającą uwagę swoją dynamiką, poczuciem humoru, mocnym osadzeniem we współczesności. Dorośli - wydobędą więcej, nie gorzej się bawiąc. Jest w tym poemacie nuta abstrakcyjności, ale od czego wyobraźnia...  
Tekst wspomagają ilustracje w wykonaniu Daniela de Latour -  kolorowe, zwariowane, śmieszne. Idealnie współgrające z całością.
Jednak niekoniecznie jest to publikacja dla przedszkolaków,  raczej dla starszych dzieci, które mają pewien zasób wiedzy, bogatsze słownictwo i łatwiej odnajdą się w świecie pojęć naukowych, nazw geograficznych itp. zastosowanych w tekście. Niewykluczone, że młodsze dzieci zachwyci rym i rytm oraz cała "abstrakcyjność" wierszowanej opowieści. To dla nich zaproszenie do świata brzmień i znaczeń, do świata poezji. Każdy tu może znaleźć coś dla siebie.

Książkę wydano bardzo starannie -  w twardej oprawie i dużym formacie, z okładką stylizowaną na szkolny zeszyt. Warto jej się przyjrzeć: poogladać, poczytać. Poprawa humoru gwarantowana, a ewentualne lęki przed szkołą - zniwelowane. Nie do końca "pedagogiczny" jest obraz szkoły ukazany w poezji Jacka Podsiadły, ale nie można wszystkiego zawsze brać na poważnie. Stąd  też konwencja snu i masa humoru na różnych płaszczyznach. 

Aż się chce więcej takiej twórczości: Jacek Podsiadło - dzieciom!





wtorek, 23 czerwca 2015

"Być może należało mówić" Jacek Podsiadło

Biuro Literackie, 2014
Być może należało czytać więcej poezji współczesnej, w tym utworów, sygnowanych nazwiskiem Jacka Podsiadło - poety, prozaika, felietonisty, pochodzącego z Szewny k. Ostrowca Świętokrzyskiego, laureata Nagrody im. Kościelskich, Nagrody im. Cz. Miłosza, Nagrody Poetyckiej "Silesius", nominowanego do  Literackiej Nagrody Nike.
Należało koniecznie. 

Tym bardziej, że kiedy czytam jego teksty publikowane w miesięczniku "Znak" np. "Allegro Moderator", w którym autor zabiera czytelnika na wędrówkę śladami starych widokówek z Ostrowca, to doskonale wiem, o jakie ulice i miejsca chodzi. Gdy wspomina (w tekście "Właśnie tutaj, właśnie tutaj") tzw. "stary zakład", czyli ostrowiecką hutę (dziś w ruinie, która ożywa podczas corocznego happeningu "Kolacja na Hucie"), to też wiem dobrze,  o czym mowa - pracował tam mój tata. W dodatku Podsiadło chodził do tego samego liceum, co ja (to było jeszcze zanim się urodziłam), choć go nie ukończył. Toteż w pewnym sensie przemawia przez mnie patriotyzm lokalny :-)

 Do tej pory kontakt z  poezją Podsiadły miałam sporadyczny, jego twórczość bliższa mi była w formie prozatorskiej - powieść "Życie, a zwłaszcza śmierć Angeliki de Sance" była wspaniałą literacką przygodą.
Po antologię "Być może należało mówić" sięgnełam z ciekawością i otwartością na poetycką wizję świata tego artysty. Jest to zbiór wierszy z lat 1984-2012 w subiektywnym wyborze Piotra Śliwińskiego, z jego posłowiem. Ubolewa nad nieobecnością Podsiadły w obecnym obrazie poezji współczesnej, nad jego odsunięciem się w cień. Chciałby, aby ten poeta, należący już do historii literatury, powrócił na listę lektur, która dzięki temu stanie się atrakcyjniejsza.

Dla stałych czytelników śledzących twórczość Podsiadły, tom będzie stanowił jej kwintesencję. Dla "nowicjuszy" będzie ciekawą przygodą, a może nawet swoistym "przetarciem szlaku" - bo dzięki  lekturze przekonają się, że poezja nie jest taka straszna jak ją malują:  hermetyczna, zawiła, wyrafinowana. Owszem, taka też istnieje, ale Podsiadło operuje językiem prostym, opisuje codzienne, zwykłe, bardzo "ludzkie" sytuacje.
Dużo siebie daje w swoich utworach: własne podróże, uczucia, tęsknoty, przeżycia, doświadczenia, wydarzenia z życia.
Prowadzi takie jakby  zapiski z codzienności. Osobiste pejzaże. Przewijają się przez nie psy i koty, Murka, Mucha. Lidka myje przy studni warzywa. Rąbanie drewna, sadzenie ziemniaków, podróż pociągiem - to tylko ułamek zwykłych zajęć przywołanych w wierszach. Można w nich znaleźć coś na każdą niemal okoliczność, coś, co sami znamy, czy doświadczamy. I to jest wspaniałe.
Nie sposób tu przywoływać i analizować każdy  wierszy, tyle ich jest, a każdy inny i równie ciekawy i ważny, bądź specyficzny.

Podsiadło opowiada. Snuje małe opowieści. Stawia metafory jak kubek z kawą na stole, ale trochę wylewa na spodek. Potrafi zaskoczyć skojarzeniem, czy określeniem, ale i przegadać.
Wie, że "cokolwiek jest, snuje swą opowieść". Próbuje te opowieści ująć w poetyckie słowa, przekazać.
Bywa liryczny, ale i wulgarny do szpiku kości. Nie unika fizjologii. Jest naturalny, szczery, ludzki. Bezpośredni.
Porusza  tematy egzystencjalne. Przebija się przez jego teksty nostalgia, determinacja, prawda.
Nie obędzie się bez literackich odniesień ( m.in. Miłosz, Sosnkowski, Stachura, Barańczak) i autotematyzmu. Pisanie nadaje bowiem życiu sens.
Formy utworów są różnorodne, różnej długości. Obok poematu "Jadąc do Ciebie", jednozdaniowa "Wigilia".

Podsiadło pokazuje, że wszyscy "jesteśmy rymozaurami". W zbiorze "Być może należało mówić", prezentującym bogaty dorobek liryczny,  każdy znajdzie coś dla siebie. Zdziwi się jak bardzo ludzka może być poezja. Uśmiechnie się, zaduma, pokiwa głową albo tupnie nogą na znak, że się nie zgadza.  Na pewno nie pozostanie obojętny wobec utworów tego poety. 
***
Chciałbym wierszem zmienić świat
albo chociaż jednego człowieka
albo choć jedną jego decyzję
- powstrzymać niewłaściwy gest lub słowo
 
jestem w stanie napisać taki wiersz
ale powstrzymam się jeszcze
 - tak pisał Podsiadło w 1986 roku  - a może to już mu się udało ?






Moja lista blogów