Notatka ;-)
Drugi tom cyklu "Stacja Jagodno"
Książkę przeczytałam w ramach lutowej Trójki E-pik, kategoria: regionalne klimaty
(fabuła osadzona jest bowiem na ziemi świętokrzyskiej, w Kielcach i okolicach / choć Borowa i Jagodno są fikcyjne, ale krajobrazy
prawdziwe/,wspomniane autentyczne zdarzenia z czasów wojny, wspomniane
inne nazwy lokalnych miast)
Pierwszy tom, czyli "Zaplatana miłość" spodobał mi się, toteż chciałam kontynuować czytanie tej serii. Nie od razu jednak było mi to dane. Tak się złożyło, że wygrałam czwarty tom, potem dostałam drugi, po jakimś czasie dokupiłam trzeci - by czytać po kolei. Zawsze jednak było coś pilniejszego, a "Jagodno" odkładałam, w międzyczasie ukazały się kolejne części, bodajże jest ich już 8 albo 9...
Mam tylko 4 i raczej na tych poprzestanę.
"Marzenia szyte na miarę" wydały mi się dość przeciętne.
Tamara wraz z córką nadal pomagają babci Róży, która po wyjściu ze szpitala, choć jest w niezłej formie, potrzebuje pomocy w codziennych obowiązkach. Na szczęście jako gosposia trafiła się pani Zofia, która nie dość, że świetnie gotuje, piecze i szyje, to zarobione pieniądze bardzo jej się przydadzą. Starsza pani całe życie, dom, czas i rentę poświęciła rodzinie, niestety, córka i zięć, a nawet wnuki nie doceniają tego, traktując babcię jak darmową służbę, a także poniżają. Tamara zapewnia jej finanse ( i zbyt dla słodkich wypieków), Róża dach nad głową i serdeczne towarzystwo. Kobieta "buntuje się", nie chce wracać do córki, przecież ma swoje życie, swoje marzenia... nawet te małe.
Marysia podczas spacerów po lesie natrafia na zapuszczony dworek i jego dziwaczne mieszkanki - staruszki hrabianki. Pomaga im, choć musi robić to tak, by nie urazić ich dumy.
Łukasz nadal tajemniczy, wkurzony. Spięcia między nim a Tamarą. do Tamary zaś startuje gajowy, czy tam leśniczy, jak mu tam było... Bartek?
Relacje Tamary z matką nadal nie najlepsze, ale wyjaśnia się w końcu tajemnica Ewy, jej związki z Jagodnem i Różą. Tylko szkoda, że ta historia, zahaczająca o wojenne czasy, została potraktowana po macoszemu, krótko opowiedziana, wręcz streszczona, a mógł to być naprawdę dobry, ciekawy wątek, zwłaszcza, że związany także z lokalną historią dot. Kielc.
Historia pani Zofii - bardzo stereotypowa (poświęcająca się matka, zły zięć, pazerna zastraszona córka, niewdzięczne wnuki.. itp). Tytułowa metafora wiąże się z krawiectwem i tego szycia mi zdecydowanie zabrakło, skoro tak świetnie szyła bohaterka, a tu na pierwszy plan wysunęły się jej babeczki, hurtem zamawiane przez paniusie z Kielc.
Dodatkowo drażniła mnie jedna rzecz. Otóż wnuczka Zofii mówiła o sobie np. "Nikola chce pić", nie sądzę, aby pięcioletnie dziecko nadal mówiło o sobie w trzeciej osobie, w ogóle powinno być bardziej rozgarnięte. No, chyba, że się autorce pomyliło, w jakim wieku w końcu ma być ta postać:/
Plus - Wielkanoc ten czas pojawia się w powieściach, tu mowa o przygotowaniach, planowaniu potraw, zakupów, krótko jednak ujęte.
Czytało się w sumie szybko i przyjemnie, ale szału nie było i choć nadal
nurtuje mnie postać Łukasza, to nie bardzo mam ochotę sięgać po
kolejne tomy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 2 kwietnia 2019
środa, 13 lutego 2019
"No, Asiu" M. Krajniewska
Dziś premiera!
Ja już miałam przyjemność przeczytać ;-)
Na recenzję zapraszam tutaj:
http://zycieipasje.net/2019/02/13/no-asiu-marika-krajniewska-recenzja-premierowa/
Przy okazji, jako że motywy uczuciowe były, a jakże (nie tylko romantyczne, były także "gadżety" hmmm 'walentynkowe' ;-)), podłączam tę lekturę do lutowego wyzwania Trójka E-pik
Ja już miałam przyjemność przeczytać ;-)
Na recenzję zapraszam tutaj:
http://zycieipasje.net/2019/02/13/no-asiu-marika-krajniewska-recenzja-premierowa/
Przy okazji, jako że motywy uczuciowe były, a jakże (nie tylko romantyczne, były także "gadżety" hmmm 'walentynkowe' ;-)), podłączam tę lekturę do lutowego wyzwania Trójka E-pik
piątek, 25 stycznia 2019
"Spisek scenarzystów" W. Nerkowski
![]() |
| Czwarta Strona 2017 |
"Kryminalna komedia na najwyższym poziomie!" - taki napis widnieje z tyłu okładki. W tym przypadku to nie tylko hasło reklamowe, ale szczera prawda.
"Spisek scenarzystów" to komedia kryminalna z prawdziwego zdarzenia.Świetne pióro i przymrużone oko - gwarancją sukcesu.
Dawno tak dobrze się nie bawiłam, od razu nabrałam apetytu na kolejne tomy. Czytało się świetnie, także za sprawą krótkich, nieprzegadanych rozdziałów, zgrabnie skonstruowanych scen, znakomitych dialogów.
Wszelkie odmiany komizmu były obecne (sytuacyjny, słowny, charakterologiczny). Nic nie wydało mi się sztuczne, czy głupawe ( jak niestety w niektórych ponoć rewelacyjnych "komediach kryminalnych"bywa...). Wiem, że nie wszystkich "Spisek..." bawi, trudno.
Intryga kryminalna okazała się mocno intrygująca, takiego obrotu sprawy nie przewidziałam. Akcja ciekawa, trzymała w napięciu, aż chciałam przekartkować i sprawdzić, kto w końcu z podejrzanych jest winny.... Powstrzymałam się jednak i wraz z sympatycznymi detektywami-amatorami (choć nie takimi znowuż laikami, bo jako scenarzyści serialu kryminalnego, znają się, można by rzec -na "robocie") śledziłam kolejne perypetie bohaterów. Jeśli producentka Paloma nie popełniła samobójstwa, to kto ją "sprzątnął" i upozorował inną wersję wydarzeń z listem pożegnalnym włącznie? Kto z ekipy serialu miał motyw? Komu na czym i na kim zależało? Która hipoteza okaże się słuszna?
Właśnie, tu śledztwo prowadzą scenarzyści, rodzeństwo Sylwia i Kuba Leśniewscy, para oryginałów, których nie sposób nie polubić. Mają swoje wady i zalety, marzenia, słabości, problemy, nie są idealni, są prawdziwi, nieprzerysowani. Ich bratersko-siostrzane relacje są niezwykłe, a dialogi- palce lizać!
Autor osadził fabułę w środowisku filmowym, odsłaniając nieco kulisów produkcji seriali, z humorem, ale nie karykaturalnie przedstawiając sylwetki postaci. Zabrał czytelników nie tylko do mieszczącej się w stolicy hali zdjęciowej i na jej zaplecze, ale i na malowniczą wyspę Reunion. To były naprawdę sensacyjne wakacje dla inteligentnych i błyskotliwych Leśniewskich i aktora Artura.
Spotkałam się z zarzutem, że opisane wydarzenia są nierealne, ale zaraz, zaraz, przecież to komedia, rozrywka, na tym cała rzecz polega. Gdyby wszyściutko musiało być realne, to nie byłoby z tego powieści. Policja zamknęłaby sprawę, a scenarzyści pisaliby dalej swoje odcinki, marząc o wysokiej oglądalności i Oskarach.
"Spisek..." okazał się książką piętrową, czy warstwową, jak kto woli - Wojciech Nerkowski jest scenarzystą ("Singielka", "BrzydUla", "Na Wspólnej") i napisał powieść o scenarzystach piszących serial kryminalny oraz prowadzących prywatne śledztwo, którzy swoje perypetie postanawiają potem przekuć w... scenariusz filmu. Ze "Spisku..." chyba też byłby niezły film.
Za wątek "językowy" i tę nienachalną edukację należą się autorowi dodatkowe punkty.
" - Mi też nie. I co z tego?
- Mnie też nie - poprawił ją - No naprawdę, chociaż na pogrzebie mogłabyś uszanować regułę poprawnej polszczyzny, którą od dwóch lat nieboszczka wbijała nam do głowy. Na początku zdania wyłącznie długie formy zaimków, dzięki ci, Palomo, za te perły wiedzy" ( s. 93/94)Jeśli macie ochotę na fajną komedię i jesteście ciekawi, dlaczego scenarzystów nazywają pieczarkami - polecam tę książkę.
"Spisek scenarzystów" to komedia kryminalna z prawdziwego zdarzenia.Świetne pióro i przymrużone oko - gwarancją sukcesu.
Dawno tak dobrze się nie bawiłam, od razu nabrałam apetytu na kolejne tomy. Czytało się świetnie, także za sprawą krótkich, nieprzegadanych rozdziałów, zgrabnie skonstruowanych scen, znakomitych dialogów.
Wszelkie odmiany komizmu były obecne (sytuacyjny, słowny, charakterologiczny). Nic nie wydało mi się sztuczne, czy głupawe ( jak niestety w niektórych ponoć rewelacyjnych "komediach kryminalnych"bywa...). Wiem, że nie wszystkich "Spisek..." bawi, trudno.
Intryga kryminalna okazała się mocno intrygująca, takiego obrotu sprawy nie przewidziałam. Akcja ciekawa, trzymała w napięciu, aż chciałam przekartkować i sprawdzić, kto w końcu z podejrzanych jest winny.... Powstrzymałam się jednak i wraz z sympatycznymi detektywami-amatorami (choć nie takimi znowuż laikami, bo jako scenarzyści serialu kryminalnego, znają się, można by rzec -na "robocie") śledziłam kolejne perypetie bohaterów. Jeśli producentka Paloma nie popełniła samobójstwa, to kto ją "sprzątnął" i upozorował inną wersję wydarzeń z listem pożegnalnym włącznie? Kto z ekipy serialu miał motyw? Komu na czym i na kim zależało? Która hipoteza okaże się słuszna?
Właśnie, tu śledztwo prowadzą scenarzyści, rodzeństwo Sylwia i Kuba Leśniewscy, para oryginałów, których nie sposób nie polubić. Mają swoje wady i zalety, marzenia, słabości, problemy, nie są idealni, są prawdziwi, nieprzerysowani. Ich bratersko-siostrzane relacje są niezwykłe, a dialogi- palce lizać!
Autor osadził fabułę w środowisku filmowym, odsłaniając nieco kulisów produkcji seriali, z humorem, ale nie karykaturalnie przedstawiając sylwetki postaci. Zabrał czytelników nie tylko do mieszczącej się w stolicy hali zdjęciowej i na jej zaplecze, ale i na malowniczą wyspę Reunion. To były naprawdę sensacyjne wakacje dla inteligentnych i błyskotliwych Leśniewskich i aktora Artura.
Spotkałam się z zarzutem, że opisane wydarzenia są nierealne, ale zaraz, zaraz, przecież to komedia, rozrywka, na tym cała rzecz polega. Gdyby wszyściutko musiało być realne, to nie byłoby z tego powieści. Policja zamknęłaby sprawę, a scenarzyści pisaliby dalej swoje odcinki, marząc o wysokiej oglądalności i Oskarach.
"Spisek..." okazał się książką piętrową, czy warstwową, jak kto woli - Wojciech Nerkowski jest scenarzystą ("Singielka", "BrzydUla", "Na Wspólnej") i napisał powieść o scenarzystach piszących serial kryminalny oraz prowadzących prywatne śledztwo, którzy swoje perypetie postanawiają potem przekuć w... scenariusz filmu. Ze "Spisku..." chyba też byłby niezły film.
Za wątek "językowy" i tę nienachalną edukację należą się autorowi dodatkowe punkty.
" - Mi też nie. I co z tego?
- Mnie też nie - poprawił ją - No naprawdę, chociaż na pogrzebie mogłabyś uszanować regułę poprawnej polszczyzny, którą od dwóch lat nieboszczka wbijała nam do głowy. Na początku zdania wyłącznie długie formy zaimków, dzięki ci, Palomo, za te perły wiedzy" ( s. 93/94)Jeśli macie ochotę na fajną komedię i jesteście ciekawi, dlaczego scenarzystów nazywają pieczarkami - polecam tę książkę.
Natomiast jeśli ktoś po przeczytaniu "Spisku..." powie, czy napisze "mi się nie podobało" czy "mi się podobało", to Paloma będzie go straszyć po nocach;-)
Książka przeczytana w ramach zabawy/wyzwania Trójka E-pik
książka o górach
książka z duchami (w tytule lub w wątku)
komedia kryminalna
sobota, 23 kwietnia 2016
Nie zmienił się tylko.... BŁĄD!!!
Dawno żadna książka tak mnie nie zirytowała jak wydana w serii "Z babeczką" powieść "Nie zmienił się tylko blond" Agaty Przybyłek.
Wokół tej powieści roztoczono aurę przezabawnej komedii, zachwycano się nią, wychwalano pod niebiosa. Sięgnęłam po nią wtedy, gdy potrzebowałam lektury lekkiej, wesołej, poprawiającej humor. Niestety, zamiast się ubawić, tylko się zdenerwowałam (pierwotny wstęp niniejszego posta był nawet niecenzuralny) i rozczarowałam.
Wokół tej powieści roztoczono aurę przezabawnej komedii, zachwycano się nią, wychwalano pod niebiosa. Sięgnęłam po nią wtedy, gdy potrzebowałam lektury lekkiej, wesołej, poprawiającej humor. Niestety, zamiast się ubawić, tylko się zdenerwowałam (pierwotny wstęp niniejszego posta był nawet niecenzuralny) i rozczarowałam.
Dlaczego?
Są książki nad którymi śmiałam się w głos. Nie pamiętam, czy nad tą chociaż się uśmiechnęłam. Chyba, że z politowaniem nad infantylną bohaterką. Nie chodzi tu jednak o to, czy się dobrze bawiłam, czy też moje poczucie humoru wędruje innymi torami.Twórczość Joanny Chmielewskiej też mnie jakoś szczególnie nie bawi, ale jej powieściom pod względem jakościowym i merytorycznym nie mogę nic zarzucić. Nie muszę przecież chichotać nad każdą komedią, ale niech ona przynajmniej będzie osadzona w realiach. Z tym jednak jest krucho...
Tu jeszcze gdzie indziej jest pies pogrzebany. Otóż literacki debiut młodej autorki jest nie tylko chaotycznym zbiorem zabawnych (ponoć) scenek, ale jest najeżony błędami. Rażącymi.
Tylko w nielicznych recenzjach/opiniach zwrócono na to uwagę, delikatnie wspominając, że znajdziemy "kilka niedociągnięć i nieścisłości". Hmmm...
Do tej pory dochodziły mnie słuchy o książkach przeciętnych, wydanych z błędami,przy których redakcja chyba miała urlop... Teraz przekonałam się na własnej skórze, że takie istnieją, co gorsza - są promowane i wychwalane. Dobrze wiem, że jeśli wciągnie nas pasjonująca historia, oczarują postaci, urzeknie tło to przymykamy oko na drobiazgi, czy nawet ich nie zauważamy. Natomiast, gdy całość jest typu "ujdzie w tłoku", to błędy i nieścisłości szczególnie się uwypuklają.
Przejdę może do konkretów. Oto przykład:
Strona 23: "Postanowiłam iść z nimi [psami] po bliźniaki do przedszkola (...)"
"Kłuła mnie w oczy" najbardziej jednak:
- totalna infantylność głównej bohaterki ( wyobrażacie sobie, że prawie czterdziestoletnia kobieta, matka 4 dzieci, wkrótce babcia, wraz z dawnym kolega ze szkoły robi w bambuko jego rodziców, udając, że są małżeństwem?) - to tylko kropla w morzu, ogólnie często miałam wrażenie, że dojrzalsze i bardziej odpowiedzialne od Iwony są nastoletnie Agata i Magda, dziewczyny znacznie częściej opiekujące się bliźniakami niż mamusia
- brak opieki lekarskiej nad ciężarną ( jednym z dokumentów niezbędnych do otrzymania tzw. becikowego jest zaświadczenie o opiece medycznej od 10 t. c., więc powieściowa młoda mama by go nie dostała) oraz beztroska wobec przyszłości młodej rodziny
- przyjęcie do pracy jako nauczyciel w szkole właściwie "na ładne oczy" , bo nie było nikogo chętnego na zastępstwo
- odbyła się tylko jedna rozprawa rozwodowa, pod czas której nie tylko orzeczono rozwód, ale i ustalono zasady opieki nad potomstwem byłego małżeństwa (w rzeczywistości to raczej nie tak hop-siup)
Na deser cytat. Przy tym fragmencie się mocno zjeżyłam.
"Powłócząc nogami, zeszłam do kuchni, gdzie Jaruś pakował wszystkie naczynia do zmywarki i jak na panią domu przystało, wyręczyłam do z tego damskiego obowiązku."
(s. 122).
(s. 122).
Przy czym Jaruś (wielbiciele nagminnych zdrobnień będą zachwyceni) nie jest niepełnosprawnym dzieckiem, a samodzielnie mieszkającym, pedantycznym, schludnym policjantem - dodam gwoli naświetlenia sytuacji.
Resztę zostawiam bez komentarza.
Rozczarowałam się, nie ukrywam. Dotarło do mnie bardzo wyraźnie, że niestety, niektóre wydawnictwa idą na ilość, nie na jakość, wydają rzeczy słabe, niedopracowane, opakowane w błyszczący, marketingowy papierek i opatrzone chórem "achów" i "ochów".
Nie zgadzam się na stawianie "Nie zmienił się tylko blond" w rzędzie z "Bridget Jones" i powieściami Katarzyny Grocholi. To zupełnie nie ta liga. Nie to doświadczenie, nie ten warsztat. Nie ujął mnie "lekki styl" autorki, ani "zabawne sytuacje i nieoczekiwane zwroty akcji". Nudziłam się jak mops, w dodatku żadnej z postaci nie polubiłam. Odniosłam też wrażenie, że bohaterowie byli "wyciągani z kąta", gdy byli potrzebni do czegoś, niczym kukiełki, a po odegraniu scenki, porzucani.
Atutem ma być fakt, że szybko się czyta? Dobrze, ale po co?
Wiecie, co? Znalazłam powód, dla którego cieszę się, że tę książkę przeczytałam. Otóż w ogromie książkowego dobra i coraz to nowych tytułów, które chciałabym poznać, mam jedno nazwisko autora mniej. Bowiem po kolejne powieści Agaty Przybyłek nie sięgnę z pewnością.
sobota, 23 maja 2015
"Zaplątana miłość" K. Wilczyńska
| W kubeczku miała być widoczna herbata, ale zapomniałam się i prawie całą wypiłam :-) |
Oto świeżutka, słoneczna i pachnąca konfiturą z fiołków pierwsza część cyklu "Stacja Jagodno" Karoliny Wilczyńskiej, której twórczość zaczęłam poznawać dopiero w tym roku i już wiem, że pozostanę na wieki wierną czytelniczką.
Tytuł może niektórych zwieść na manowce. "Zaplątana miłość" to jednak nie romans. Nie jest to też wcale taka sielska i romantyczna opowieść, jaką sugerować może widoczek na okładce.
To mądra, ciepła, wciągająca, nie unikająca trudnych tematów powieść obyczajowa. Opowiada o trzech, a właściwie czterech pokoleniach kobiet, których wzajemne relacje zaplatane są niczym kłębek włóczki. Błękitnej jak niebo nad Jagodnem....
Tamara w ramach zawodowych obowiązków, jako specjalistka od marketingu w agencji reklamowej, prowadzi kampanię wyborczą kandydata na wójta gminy Jagodno. Na spotkaniu z wyborcami ktoś z sali zarzuca jej, że mówi o wartościach, o rodzinie, a sama o nią nie dba, nie pomaga. Pada tu nazwisko Marciszowej, mieszkającej pod lasem w pobliskiej Borowej. Ale przecież ona nie ma tam żadnych krewnych! Przynajmniej tak twierdzi Ewa Dobrosz, emerytowana lekarka - matka Tamary. Kobieta trochę jakby celowo, trochę mimochodem trafia jednak do Borowej, do białego domku pani Róży, gdzie zawsze zostanie wysłuchana, otoczona serdecznością, gościnnie przyjęta i uraczona konfiturą z fiołków, która stanowi remedium na wszelkie troski. A zmartwień i problemów Tamara ma niemało....
Tytuł może niektórych zwieść na manowce. "Zaplątana miłość" to jednak nie romans. Nie jest to też wcale taka sielska i romantyczna opowieść, jaką sugerować może widoczek na okładce.
To mądra, ciepła, wciągająca, nie unikająca trudnych tematów powieść obyczajowa. Opowiada o trzech, a właściwie czterech pokoleniach kobiet, których wzajemne relacje zaplatane są niczym kłębek włóczki. Błękitnej jak niebo nad Jagodnem....
Tamara w ramach zawodowych obowiązków, jako specjalistka od marketingu w agencji reklamowej, prowadzi kampanię wyborczą kandydata na wójta gminy Jagodno. Na spotkaniu z wyborcami ktoś z sali zarzuca jej, że mówi o wartościach, o rodzinie, a sama o nią nie dba, nie pomaga. Pada tu nazwisko Marciszowej, mieszkającej pod lasem w pobliskiej Borowej. Ale przecież ona nie ma tam żadnych krewnych! Przynajmniej tak twierdzi Ewa Dobrosz, emerytowana lekarka - matka Tamary. Kobieta trochę jakby celowo, trochę mimochodem trafia jednak do Borowej, do białego domku pani Róży, gdzie zawsze zostanie wysłuchana, otoczona serdecznością, gościnnie przyjęta i uraczona konfiturą z fiołków, która stanowi remedium na wszelkie troski. A zmartwień i problemów Tamara ma niemało....
Poświęca bardzo dużo czasu i energii na pracę, od tego jednak zależy jej etat i środki na utrzymanie. Ma świadomość, że odbywa się to kosztem czasu spędzonego z dorastającą córką, którą wychowuje samotnie. Marysia ma 16 lat, uczy się w prestiżowej anglojęzycznej klasie, będzie zdawać międzynarodową maturę. Nauka zwłaszcza przedmiotów ścisłych po angielsku nie należy do najłatwiejszych. Dziewczyna stara się, bardzo dużo się uczy. Czuje się osamotniona, odstająca od reszty klasy. Nie ułatwia matce kontaktu, w izoluje się, wypomina jej wieczór spędzony na kolacji z mężczyzną, jest taka "najeżona". Kumpluje się z Justyną, koleżanką o znacznie wyższym statusie materialnym. Gdy poznaje Oskara - z szarej myszki zmienia się w "wampa", bryluje w lokalach, nosi ekstra ciuchy. Oczywiście ukrywa to przed matką.... Tamara ma do córki zaufanie, chce z nią rozmawiać, spędzać więcej czasu. To jednak nie bardzo im wychodzi. Za to wychodzą na jaw występki dziewczyny...
W dużym skrócie: Marysia vel Majka napyta sobie biedy i dostanie brutalną lekcję życia. Tamara z kolei przewartościuje swoje życie, ważną rolę odegra tu ta "stara Marciszowa". Kim ona naprawdę jest? Coś na ten temat wie Ewa, ale ta tajemnica nie zostaje rozwikłana. Odrobinę można domyślać się, czytając między wierszami, ale to chyba historia przeznaczona na odrębny tom. Podobnie jak dzieje pomagającego staruszce Łukasza, intrygującej postaci. Jego wątek zasługuje na rozwinięcie. Ale konia z rzędem temu, kto zna plany i zamiary autorki...
Wyjątkowo sporo napisałam o treści, ale i tak o wielu zdarzeniach nie wspomniałam, a dużo się działo. Nie sposób przecież streścić całości, by nie odebrać przyjemności czytania i przeżywania fabuły. Wystarczy "dotknąć" wybranych zagadnień. I tak, skoro już przybliżyłam nieco bohaterów i zarysowałam sytuację, czas na słówko o miejscu, w którym rzecz się rozgrywa.
Jagodno - to gmina fikcyjna, lecz krajobrazy są jak najbardziej realne, osadzone ma malowniczej ziemi świętokrzyskiej - "Ach, Kieleckie jakie cudne/gdzie jest taki drugi kraj/ Tu przeżyjesz chwile cudne tu przeżyjesz życia maj" - można zanucić folklorystycznie. Autorka umieściła akcję w Kielcach i okolicach. Pojawia się np. słynne liceum im. Juliusza Słowackiego, ulica Sienkiewicza- kielecki deptak, rezerwat "Kadzielnia", szpital na Czarnowie, Bilcza, czy "Piekarnia Pod Telegrafem" (na marginesie - robią pyszne torty - testowałam i polecam). Mamy więc do czynienia z lokalnym patriotyzmem i promocją regionu. To dodaje powieści kolorytu. Patronat honorowy nad książką objął Prezydent Kielc.
Oprócz kolorytu nadanego przez
konkretną przestrzeń, mamy jeszcze "magię" smaków i zapachów, wywołaną
przez tartę ze szpinakiem (przepis w książce), konfitury z fiołków
(prawdę mówiąc, spotkałam się z takimi po raz pierwszy), czy regionalny
zimiocorz.
"Zaplątana miłość" fascynuje i trzyma w napięciu. Z niecierpliwością przewraca się kartki, przeżywając wraz z bohaterami dramatyczne nieraz chwile. Nie brak emocji, nie brak przykładów z życia. To też trochę taka historia matkom i córkom ku przestrodze. Daleka jednak od natrętnego moralizatorstwa.
Nic nie jest tu czarno-białe, żadnej postaci nie można osądzić jednoznacznie. Ani Tamara nie jest złą matką, ani Marysia nie jest idealną córką. Ewa też ma swoje za uszami. Róża bywa niczym wróżka z bajki, ale najwyraźniej dźwiga jakiś sekret. Skomplikowane relacje, nawarstwione problemy nie są "zasługą" tylko jednej ze stron. Aby rozplątać kłębek- trzeba cierpliwości i dobrej woli ze strony każdego.
Ta powieść porusza ważne i aktualne tematy, zwłaszcza związane z dorastaniem młodzieży i zagrożeniami współczesnego świata, sytuacją na rynku pracy, zanikaniem relacji rodzinnych, czy nieodpowiedzialnością. Mimo trudnej problematyki - ma w sobie lekkość. Czytelnikom łatwo się przenieść do powieściowego świata i raz z Tamarą, raz z Marysią przeżywać wątpliwości, obawy, rozterki, radości, smutki itp.
"Stacja Jagodno" urzeka i wciąga już od pierwszego tomu. O miłości, szczęściu, rodzinie, własnym miejscu na ziemi - napisano już ładnych parę półek powieści. Bardzo łatwo wpaść w schemat, ale akurat ta autorka potrafi zaskoczyć czytelnika i przemówić do niego.
Wilczyńska ma znakomite pióro i nie pisze o niczym. Szukasz dobrze podanej treści i wartości? Polecam!
Wilczyńska ma znakomite pióro i nie pisze o niczym. Szukasz dobrze podanej treści i wartości? Polecam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



