Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witkiewicz Magdalena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Witkiewicz Magdalena. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 maja 2024

"Perfumeria na rozstaju dróg" Magdalena Witkiewicz

Wydawnictwo Flow 2023


Bardzo pachnąca książka! Nie tylko ze względu na tytuł i kwiaty na okładce. Każdy rozdział zaczyna się opisem jakiegoś zapachu np. mandarynki, lawendy, paczuli, bzu...a motyw perfum odgrywa ważną rolę.

O tej powieści czytałam opinie, że jest naiwna, infantylna, pełna zbiegów okoliczności. No i w sumie trochę tak jest, ale taka bywa specyfika powieści 'kocykowych", otulających, pocieszających, lekkich, dających wytchnienie od problemów codzienności. Tam z założenia bohaterka spotka na swojej drodze dobrych ludzi, którzy jej pomogą, dostanie dom w spadku, znajdzie swoje miejsce na ziemi itp. Szczęśliwe zakończenie murowane!
Słuchało mi się audiobooka bardzo przyjemnie, choć nie wszystkie fragmenty wciągały mnie jednakowo.  Część "paryska" mniej, ożywiłam się, gdy akcja przeniosła się do Małej Przytulnej.
Gdy pojawiły się trzy starsze panie ( Halina, Malwina, Balbina) bawiłam się znakomicie. I tak mi się wydaje, że to już charakterystyczne dla twórczości M. Witkiewicz: postać rezolutnego, wygadanego dziecka i równie rezolutnej, energicznej babci/starszej pani (tu akurat występują dość licznie).
Fajne czytadło.


 

środa, 28 lipca 2021

"Wizjer" Magdalena Witkiewicz

 

                                                               Wydawnictwo W. A. B.


Nie zdziwię się, jeśli po przeczytaniu tej powieści zaczniemy rozważniej korzystać z internetowych stron i aplikacji w telefonie oraz będziemy czytać wszelkie regulaminy i zgody na udostępnianie danych, a przede wszystkim będziemy mniej niefrasobliwie szafować swoimi danymi i bardziej roztropnie poruszać się w wirtualnej przestrzeni.

Uwielbiana przez czytelniczki specjalistka od szczęśliwych zakończeń, Magdalena Witkiewicz coraz śmielej poczyna sobie na literackim poletku i próbuje sił w różnych gatunkach. Spod jej pióra, czy dosłownie mówiąc klawiatury, wychodzą już nie tylko powieści obyczajowe i romantyczne komedie, ale także książki dla dzieci oraz thrillery - pisane dotąd w duecie ze Stefanem Dardą. "Wizjer" to już jednak tylko i wyłącznie dzieło Magdaleny Witkiewicz. 

Wiem, że zdania są podzielone co do klasyfikacji gatunkowej, wiele osób uważa, że to bardziej powieść obyczajowa z sensacyjnymi elementami niż typowy thriller. Dla miłośników mocnych wrażeń i grozy to na pewno będzie zbyt lekkie. Nie ma tu szaleńczych pościgów  i krwawych scen.
Dla mnie nie ma znaczenia, jak określimy "Wizjer", współcześnie często mamy do czynienia z mieszaniem gatunków i tak właśnie jest w tym przypadku. Najważniejsze, moim zdaniem, to czy dana powieść jest  spójna logicznie i wciągająca.
Przyznam, że  ja nie mogłam się od "Wizjera" oderwać i chciałam jak najszybciej dowiedzieć się wraz z głównymi bohaterami: Laurą, Norbertem i Iriną nad czym tak naprawdę pracuje firma Argus, co się stało z Jurijem i kim jest tajemnicza Salome.
Laura jest bankowym analitykiem, szereg wydarzeń sprawia, że zmienia pracę i zaczyna badać, co kryje się pod zbieraniem danych przez aplikację randkową. Im dalej w las, tym więcej drzew, stopniowo odsłaniają się puzzle, a wszystko coraz bardziej przeraża.  

Streszczać tę powieść byłoby zbrodnią, zatem powiem tylko krótko, co w niej znajdziemy: technologiczne nowinki i pułapki wirtualnej przestrzeni, cyberprzestępczość, inwigilację, spotęgowaną manipulację, romans, zawikłaną historię rodzinną, zaburzenia osobowości, rosyjskie kołysanki,  zaskakujące zbiegi okoliczności i przerażające wyjaśnienie pewnych spraw.

Narracja jest dynamiczna. Rozdziały podzielone na części związane z poszczególnymi postaciami oraz akcją w różnych czasach (przeszłość i teraźniejszość i miejscach (Moskwa, Warszawa, Gdańsk). Zakończenie - wzbudza niepokój, jest na tyle otwarte, że autorka może pokusi się o napisanie dalszego ciągu.

Okładkowy motyw pawich piór nie jest bez znaczenia. Tak jak mitologiczny Argus miał kilkadzięsiąt par oczu, był wszechwidzący, to tak współcześnie - w internecie nic nie ginie, każdy nasz ruch i krok jest widoczny, specjaliści moga sprawdzić nawet, co kupiliśmy w sklepie płacąc kartą. A to w sumie kropla w morzu... Kto ma dane, ten ma władzę.

Bardzo mi się podobało, taką Witkiewicz chcę czytać częściej.

"Wizjer" poznałam w formie audiobooka na EmpikGo, czytają Maria Dębska i Maciej Więckowski. A posłowie - sama autorka we własnej osobie!
Lektorom należą się brawa.

Czas trwania audiobooka: 7h 18 min.




wtorek, 19 czerwca 2018

Lilka nr 3, czyli tym razem Matewka opowiada ;-)

Znów na blogu cisza... była, ale się skończyła ;-)
Nie wiem jak się zmobilizować, by luźne notki pisać, chciałabym bardzo powrócić do tego zwyczaju. Tymczasem nie lenię się wcale, czytam i piszę wytrwale, a nawet słucham audiobooków! Może osobną zakładkę "audio" utworzyć i tam listę wysłuchanych utworów zamieścić...

Po tym osobistym wstępie przejdźmy do "adremu". Tak się zastanowiłam i wychodzi na to, że książki Magdaleny Witkiewicz przeczytałam już niemal wszystkie ( oprócz tych pisanych w duecie z Alkiem Rogozińskim) i muszę przyznać, że najulubieńsze moje to te dla dzieci. Co tam "dla dzieci", one są dla wszystkich. Z humorem, życiowe, takie wakacyjne, odstresowujące... i wcale nie takie "letkie", bowiem przypominają nam o tym, jak to jest być dzieckiem, jak oczami dziecka patrzeć na świat...
 Niedawno ukazała się trzecia część "Lilki...", czyli:
( i tu macie link do recenzji)

http://zycieipasje.net/2018/06/13/mateusz-i-zapomniany-skarb-magdalena-witkiewicz-recenzja/

Bardzo polecam!

a przy okazji przypominam część drugą:
http://zycieipasje.net/2018/05/30/lilka-i-wielka-afera-m-witkiewicz-recenzja/

wtorek, 29 sierpnia 2017

Po prostu bądź, M. Witkiewicz


Zanim ukaże się najnowsza powieść autorki, przypomnijmy sobie inną:
Okładka książki Po prostu bądź
"Po prostu bądź”  to przepiękna, wzruszająca powieść o różnych obliczach miłości, o niezbadanych wyrokach losu, o pewnym układzie, który z praktycznego stał się naprawdę romantyczny.  O wielkiej stracie i pewnym zysku, jednakże srogo okupionym… O tym, że to od nas zależy, czy „wsiądziemy do pociągu”, czy przegapimy szansę…  O przyjaźni. O poświęceniu, które nie było poświęceniem. O trudnych, rodzinnych relacjach i naprawianiu zerwanych mostów… O tym, że życie jest gorzkie jak piwo bez soku,dlatego przyda się czasem cukier-puder i ciastko z kremikiem 😉  I jeszcze o starym swetrze i irlandzkich świecach…

całość  mojej recenzji:

http://zycieipasje.net/2015/10/07/po-prostu-badz-magdaleny-witkiewicz-opowiesc-o-roznych-obliczach-milosci/

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Ośmy! W dziewiątym!

 Wydawnictwo Filia
Data premiery: 13 września 2017
... czyli już za chwileczkę, już za momencik, we wrześniu, najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz, "Ósmy cud świata".
Będzie nieco egzotycznie i na pewno nie zabraknie emocji. Okładka bardzo mi się podoba - nie ma twarzy, postaci, dłoni i filiżanek z herbatą. Jest za to romantycznie i tajemniczo. To lubię!

Oto informacja prasowa:

13 września 2017 premiera powieści „Ósmy cud świata” bestsellerowej polskiej pisarki Magdaleny Witkiewicz, inspirowana podróżą autorki do Wietnamu. „Ósmy cud świata” to opowieść o singielce poszukującej najważniejszych wartości w życiu. W tle Wietnam z malowniczą zatoką Ha Long i tętniącym życiem Hanoi. Bohaterka powieści Anna - singielka, odnosi sukcesy, żyje wygodnie i bez zobowiązań, ale cały czas nie czuje się spełniona. Wszystko zmienia się, gdy pod wpływem towarzyszących jej emocji postanawia wyjechać do Wietnamu. To co tam ją spotka już na zawsze pozostawi ślad. Czy jej decyzje mogą zaważyć na losach innych ludzi? Czy szczęście, którym się cieszy rozsypie się nagle jak domek z kart? Anna przeżywa wietnamską przygodę i odkrywa swój własny ósmy cud świata. Magdalena Witkiewicz bestsellerowa polska autorka, absolwentka Uniwersytetu Gdańskiego i studiów MBA. Z zawodu analityk marketingowy, specjalista od modeli ekonometrycznych, z pasji pisarka. Uwielbiana przez kobiety, od lat wzrusza i motywuje swoje czytelniczki, nie tylko w Polsce, ale również za granicą. Jej książki czytają Wietnamki, Litwinki i Amerykanki. W swych powieściach porusza trudne tematy samotności, poszukiwania sensu życia, dokonywania często niełatwych wyborów, miłości. Nazywana specjalistką od szczęśliwych zakończeń, opowiada o poważnych sprawach w lekkim, a czasami nawet w bardzo lekkim stylu. Dla dzieci i dla dorosłych. A czasami tylko dla dorosłych. Jej najnowsza książka „Ósmy cud świata” jest inspirowana podróżą autorki do Wietnamu, gdzie w 2014r. Magdalena Witkiewicz reprezentowała Polskę na Międzynarodowym Festiwalu Literatury Europejskiej

sobota, 22 lipca 2017

"Pracownia dobrych myśli" M. Witkiewicz

[EDIT: ten post zaczęłam pisać już dawno temu.... i tak zeszło, ale w końcu jest!]

To raczej musiała być lekka, optymistyczna, zabawna lektura, żadne tam krwawe kryminały , czy filozoficzne dysputy. Wybór padł na "Pracownię dobrych myśli". I był to wybór idealny! Książkę przeczytałam właściwie w dwa popołudnia  -  przed i po porodzie, potem podczytując z małym ssakiem przy piersi, czy podczas snu maluszka.

Do książek Magdaleny Witkiewicz trzeba podchodzić z nastawieniem, że będzie do porcja miłej prozy, często zabawnej, ale nie uciekającej od poważnych problemów, z obowiązkowym szczęśliwym zakończeniem. Nie przeczytałam jeszcze wszystkich, nie o wszystkich przeczytanych napisałam, ale sporo już mam za sobą i wiem, że sięgnę po następne. Bo lubię!

"Pracownia dobrych myśli" to taka trochę bajka, o szczęściu, które mamy w zasięgu ręki, możemy je sobie uszyć z kawałków, trzeba do tego dobrej woli, przyjaznego otoczenia, pozytywnej energii... 

Tak właśnie jest w pewnej kamienicy, którą zamieszkuje grono sympatycznych osób:
 artystka rzeźbiarka/malarka Grażyna, wdowa Ewa z córeczką, szalona Giga  z lokalnej tv, para starszych państwa - Wiesia, (która nie lubi kłopotów i unika ich jak może, a świat obserwuje z okna, ogląda tv, czyta gazety i nawet internety przegląda) i Zbyszek (poczciwiec, co to bułki na śniadanie - tak niby przy okazji -sąsiadce przynosi).
Na parterze w lokalu po dawnej pracowni krawieckiej syn Grażyny, Florek otwiera kwiaciarnię. To miejsce staje się znów sercem kamienicy, firma prowadzona jest z pasją, to dzięki niej wszystko zaczyna się wokół układać, następuje taak prawdziwa dobra zmiana.
Florek otworzył pracownię florystyczną, a sąsiedzi - serca. Otworzyli się na miłość, przyjaźń, wzajemną pomoc. A niektórzy nawet na technologiczne nowinki ;-)
Okazało się, że stara miłość nie rdzewieje i takie tam inne happyendy...

"Pracownia dobrych myśli" to powieść pełna pozytywnej energii oraz zarówno wzruszających jak i zabawnych momentów, bardzo sympatyczna, optymistyczna, pokrzepiająca.
Gdyby ktoś szukał tego typu lektury na urlop, polecam gorąco!




czwartek, 17 września 2015

Po prostu.... będzie!


Ani się obejrzymy, z drzew na potęgę zaczną spadać liście, a  z półek - książki. W jesiennej scenerii miło będzie poczytać. Już niedługo pojawi się w księgarniach najnowsza powieść Magdaleny Witkiewicz "Po prostu bądź". Słuchaj Krystyna, czy ty za bardzo nie rozpieszczasz czytelniczek? Ciągle nowe pomysły, nowe tematy...
W dorobku literackim tej autorki - "mistrzyni od szczęśliwych zakończeń",  znajdziemy zarówno lekkie, zabawne, a przy tym niegłupie komedie jak i  poważne ( choć nadal lekkim piórem pisane) powieści obyczajowe poruszające ważne tematy, opowiadające o dylematach współczesnych ludzi.


W oczekiwaniu na powieść, która po  prostu... będzie,  chciałam przypomnieć kilka książek Magdaleny Witkiewicz, jakie miałam przyjemność czytać.
Okładka książki Moralność pani Piontek
 http://agnestariusz.blogspot.com/2015/07/moralnosc-pani-piontek-dobry-humor-na.html













http://agnestariusz.blogspot.com/2013/04/sodkie-ciasteczko-czyli-ballada-o.html










 http://agnestariusz.blogspot.com/2013/03/katalizator-chichotu.html












http://agnestariusz.blogspot.com/2014/04/zamek-z-piasku-m-witkiewicz.html





Czytałam też kiedyś "Panny roztropne" (-w czasach średnioblogowych, stąd brak notatki, a w zamierzchłych przedblogowych - "Milaczka". Ależ to były przyjemne i przyjazne książeczki! Wiwat Bachor i pani Zofia!
Nie napisałam też ani słówka o "Szczęściu pachnącym wanilią" - czułam niedosyt, ta trzecia część serii milaczkowej mogłaby z powodzeniem być pierwszą, bo bohaterek tam było kilka (Ada, Karolina,  Kamila, Milena) i każda zasługiwała na własną opowieść. Oczywiście było tam waniliowo, o przyjaźni, optymistycznie, zabawnie i życiowo, ale mało, mało... - to wciąga jak jedzenie waniliowych babeczek :-)

Jaka ze mnie fanka -zarzuci mi ktoś - skoro nie przeczytałam wszystkich dotychczas wydanych książek Magdy Witkiewicz? Cóż, wszystko przede mną, trzeba przecież mieć coś w zanadrzu na przyszłość ;-) I nie chodzi o to, by znać na pamięć całą twórczość danego autora, ale aby czerpać radość i przyjemność, a czasem i mądrość z książek, po które sięgamy. Witkiewicz- optymizm w kapsułkach. Polecam.

środa, 15 lipca 2015

"Moralność pani Piontek" - dobry humor na początek

Okładka książki Moralność pani PiontekSłuchaj, Krystyna... jeśli szukasz jakiejś sympatycznej, zabawnej i lekkiej lektury na wakacyjny wyjazd, do czytania na plaży, na ławce w parku, czy na ciasnym, ale własnym balkonie, to bez dwóch zdań wybierz "Moralność pani Piontek". Nie, nie Dulskiej. Wiem, że tak się od razu ten tytuł kojarzy, ale to zupełnie inna para kaloszy. Tylko ostrzegam cię, mąszeri, gdy będziesz czytała w miejscu publicznym, weź pod uwagę, iż mogą wystąpić niekontrolowane wybuchy śmiechu, a co za tym idzie, rozmaite reakcje osób postronnych. Jedni spojrzą na ciebie jak na ufoludka, który nie dość, że czyta, to jeszcze chichocze. Drudzy popukają się w czoło i obejdą szerokim łukiem, a inni - oby tacy się trafili - może podejdą i zapytają, co też takiego czytasz... , zainteresują się i pobiegną do księgarni...

Wróćmy do Piontek. Wiem, mąszeri, dziś jest środa, ale mi nie przerywaj. Gertruda jest z domu Piontek, a nosi po mężu znamienite nazwisko Poniatowska i stara się być ze wszech miar arystokratyczną. Jest też despotyczna, bo nie może się pogodzić z faktem, że jej ukochany i jedyny syn, Augustyn Poniatowski, który co prawda zgodnie z jej marzeniem został lekarzem, ale o zgrozo - ginekologiem, wyprowadził się był.
Co więcej, zamieszkał (niekoniecznie z własnej woli) wspólnie z jakąś "lafiryndą". Która oczywiście żadną taką nie była, ale przecież pani Gertrudzie (harpii i piranii) nie wytłumaczysz... co innego, gdyby współlokatorka była dziedziczką fortuny, hektarów ziemi i stadniny koni...  - według wersji Cyryla. Przebrzydłego. Kumpla najlepszego.
Augustyn nie miał lekko ze swoją szanowną rodzicielką, ale i jego ojciec, Romuald miał przechlapane z małżonką, której na dobrą sprawę ciągle pobłażał wielkopańskie maniery i dziwactwa. Nawet pogodził się z widniejącym w garderobie strojem do trumny. Ze szpilkami Louboutine o czerwonej podeszwie włącznie. No co... musi być szykownie do grobowej deski!

Ale słuchaj, Krystyna, co ja ci będę opowiadać!!! Sama sobie przeczytaj. To naprawdę śmieszna powieść, komedia pomyłek, z motywem qui pro quo, oczywiście ze szczęśliwym zakończeniem. I wiesz, mąszeri,  wszystkie, absolutnie wszystkie postaci da się lubić. I tego Cyryla, o którym można powiedzieć , że w końcu przyszła kryska na Matyska. Na Cyryska :D  I Anulę, która "chciała, to sobie wzięła". I Anitę - pracowitę. ;-) I pana Romualda poczciwego i panią Janinkę zaczytaną i nawet Halinę, która  - zapewne o tym nie wiedząc - stała się spiritus movens całej hecy. Oczywiście także Gertrudę, mimo jej dziwactw i uciążliwości. Bo przecież chciała dobrze....

Fabuła nie jest skomplikowana, problematyka niespecjalnie poważna (choć jest pewna istotna kwestia), ale taki jest urok komedii. Grunt, że podczas lektury można świetnie się bawić, wplecione zostały także różne anegdoty i wesołe historyjki, np. ta o haśle "jesienny liść", "o zakopanym piesku" i "zabawie w pogrzeb".
Wiem, brzmi upiornie, ale zobaczysz, uśmiejesz się setnie. Stawiam tej książce ogromnego plusa za motyw książkowy (King, Sparks, Musso - autorka przemyciła swoich ulubieńców, hihihi) oraz za porcelanę z Ćmielowa.  Fabryka powinna ufundować pisarce chociaż pamiątkowy kubek za promocję :-)

To już wiesz, Krystyna, co będzie znakomitą lekturą na poprawę humoru, czy utrzymanie dobrego nastroju. Mam nadzieję, że Magdalena Witkiewicz jeszcze nie raz rozbawi nas do łez. Wiem, że coś się szykuje na jesień, ale tym razem raczej będzie bardziej obyczajowo i romantycznie.
A gdyby komuś zabrakło lekkich i zabawnych historii, to już wkrótce opowiem o kolejnej....


niedziela, 27 kwietnia 2014

"Zamek z piasku" M. Witkiewicz


Okładka z LC
Są powieści, o których tyle się czyta i słyszy, że podświadomie nabiera się ochoty na ich przeczytanie. Jeśli do tego z satysfakcją czytało się inne książki danego autora, to tym bardziej. Tak miałam w przypadku Magdaleny Witkiewicz. Po "Pannach roztropnych" ( głowy nie dam, czy ja "Milaczka" kiedyś czytałam), "Lilce i spółce" oraz "Balladzie o ciotce Matyldzie" nabrałam apetytu na więcej. Co i rusz dowiadywałam się o kolejnych publikacjach oraz emocjach, jakie wywołują. Pomyślałam, spróbujemy - zobaczymy...
I zapisałam się w kolejce bibliotecznej do "Zamku z piasku".
( Żony i pensjonaty też są  w tutejszym księgozbiorze, hurra!)
W końcu udało się wypożyczyć. Z premedytacją odłożyłam lekturę na weekend. No i pochłonęłam - wczoraj wieczorem zaczęłam, dziś w międzyczasie skończyłam. Lubię takie książki, które czyta się prawie za jednym zamachem, od których trudno się oderwać.

Muszę przyznać, że jakoś szczególnie to mnie "Zamek z piasku" nie zachwycił, ale nie mogę powiedzieć, żeby mi się nie podobał. 
Początkowo było tak, jakby to określić... sucho, skrótowo, jak opowiadania w gazetce z krzyżówkami. Niezbyt mi ta powieść "siadła" od strony opisowej, czułam niedosyt. Nie bardzo też "widziałam" bohaterów, nie umiałam ich sobie wyobrazić. Nawet, jeśli było to podane, to nie zapamiętałam, jak wyglądali.
Im dalej w las, tym jednak z coraz większym zaciekawieniem śledziłam perypetie postaci, ich  problemy, wybory i decyzje. Bo tu  o wiele ważniejsze niż kolor oczu, szereg szczegółów i zarys tła było to wszystko, co działo się w sferze uczuciowej, emocjonalnej.
Magdalena Witkiewicz w opowieści o Weronice, Marku, Kubie, Ewie, Dominice poruszyła wiele trudnych spraw. Główne z nich to pragnienie dziecka i niemożność jego posiadania, zdrada emocjonalna i realna, samotność w związku,  kryzys, zagmatwane relacje. Według niektórych (zdaje się nielicznych) opinii powieść jest przewidywalna, banalna. Nie dostrzegłam tu schematu. Na dobrą sprawę, to każde z rozwiązań fabularnych komuś tam może wydawać się oczywiste. Autor jednak musi jakoś to poukładać. Mnie tu wiele zaskoczyło, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Interesujące jest to, że tak naprawdę do końca nie wiadomo, czy Marek był uczciwy, czy oplątała go Dominika, podczas gdy Weronika nie poprzestała na rozmowach i e-mailach z Kubą. W ogóle ta Dominika wydała mi się intrygującą postacią, taka jakby femme fatale, szkoda, że było jej tak mało.
Nie będę streszczać fabuły, to można sobie znaleźć tu i tam, ale najlepiej przeczytać samemu - przenieść się na parę godzin do Gdańska, na Kaszuby oraz do sławnej już Amalki, przeżyć wiele wzburzeń i wzruszeń.
Ta książka nie należy do serii "Z tulipanem", ale ze względu na pewne (subtelne) epizody też by do niej pasowała.

"Zamek..." to powieść w sumie z happy endem, ale przede wszystkim z morałem. Związek trzeba ciągle budować, jak tytułową budowlę z piasku, dbać o niego i odbudowywać, gdy trafi się niszczycielska fala. Może to i banalne, "coelhowskie", ale co z tego, skoro to najszczersza prawda!  I nie rozmawiać z nieznajomym. Pięknie o tym śpiewa Michalina Malczewska w utworze "Zamek z piasku" do słów Magdaleny Witkiewicz. 
Ponadto: motocyliści są jak koty.
I tym miłym akcentem kończę te chaotyczne zapiski.

piątek, 5 kwietnia 2013

Słodkie ciasteczko, czyli ballada o Joance, jej ciotce i całej reszcie

M. Witkiewicz, Ballada o ciotce Matyldzie,
Nasza Księgarnia 2013
"...Ciotka Matylda do niebieskich kroczy bram
Już podoba jej się tam
i na Pana woła głośno: wpuść mnie Pan!
Ciotka Matylda ma koronę z papilotów
I pod pachą taszczy kota
przecież biedak nie mógł zostać całkiem sam..."
(sł. A. Sikorowski, muz. J. Hnatowicz)








Nie zawiodła mnie intuicja, gdyż już od pewnego czasu ostrzyłam sobie ząbki na kolejną powieść wydaną w serii "Babie  lato", a po jej przeczytaniu - co ja mówię - pochłonięciu, poczułam się, jakbym zjadła pyszne ciasteczko. Kruche i w dodatku z marmoladką!

Odkąd dowiedziałam się o tej książce Magdaleny Witkiewicz, oprócz chęci jej poznania nurtowało mnie pytanie, czy tytuł nie stanowi plagiatu, albowiem nietrudno skojarzyć go ze znaną, mam nadzieję, piosenką Grupy Pod Budą. Okazało się, że powiązanie jest zamierzone, a pisarka i wydawnictwo kierują specjalne podziękowania do autorów oraz wykonawców muzycznego utworu, który stał się literacką inspiracją.
Skoro już wyjaśniła się ta kwestia, mogę przejść do fabuły. Nie wyjawię zbyt wiele, bo to takie ciasteczko z niespodzianką, niby kształt znajomy i po wierzchu smak znany, ale co kryje w sobie nadzienie? Żeby się przekonać, trzeba je nadgryźć. Niestety, zbyt szybko zostaje nam pusty talerzyk i nawet okruszków do wylizania już brak... Mniam!

Joanna jest w zaawansowanej ciąży, gdy jej ukochana ciotunia  wybiera się na tamten świat. Zanim jednak z kotką Frędzel pod pachą zapuka do nieba bram, wydaje szereg poleceń oraz zapoznaje młodą kobietę z enigmatyczną sprawą biznesu, w którym ma udziały i chce go jej zapisać w spadku. Interes prowadzą bliźniacy Oluś i Przemcio, to właśnie oni mają wszystkim się zająć, a także zobowiązani są pomóc Joance.
Starsza pani -świeć, Panie nad jej duszą - choć łyżeczki koniaczku do herbatki sobie nie żałowała, słów na wiatr nie rzucała, nie tylko zabezpieczyła w pewnej części byt swej krewnej, ale przepowiedziała, czy raczej przewidziała jej przyszłość, nad którą zresztą czuwała będąc już "tam w górze".
Nad Joasią, zmęczoną acz szczęśliwą młodą mamą, zaczęły się kłębić chmury. Los nie szczędził jej zawirowań i problemów, głównie małżeńskich, ale wynagrodził obecnością i pomocą  przyjaciół. Otworzyła się też przed nią nowa zawodowa ścieżka, perspektywa zostania "gazelą biznesu" w świecie reklamy i marketingu, nie licząc odziedziczonych udziałów w tzw. piekarni. No właśnie, stąd mowa o tych ciasteczkach...Hi, hi! Bardzo ogólnie przedstawiłam zarys fabularny, bo diabeł tkwi w szczegółach, a tych zdradzić nie mogę. Mogę natomiast zaostrzyć apetyt przedstawiając kilku bohaterów.

Wśród plejady pozytywnych i przesympatycznych ( z małymi wyjątkami) postaci prym wiodą Olgierd i Przemysław. Potężni, umieśnieni "dresiarze", którzy nie tylko mieli łyse głowy na karku ( dosłowny "brak szyi" nie przeszkadzał w posiadaniu żyłki do interesu), ale i serca na dłoni. Daj Boże każdemu takich przyjaciół, jeśli nie mężów, bo charaktery chłopaki mieli złote, choć w razie potrzeby byli gotowi "obić twarzyczkę". Z kobiecych kreacji najbardziej (nie licząc głównych bohaterek) podobała mi się Patrycja, żona Przemka. Dawno nie spotkałam tak normalnej, zwykłej, fajnej postaci. Wydała mi się bardzo konkretna, serdeczna, otwarta,  bardzo życiowa. Potrafiła słuchać ludzi, ogarniała  dom, dzieci, pracę, pomoc innym, zachowując w tym wszystkim dużo luzu i radości życia. Z osób drugiego, czy nawet trzeciego planu wspomnę tylko pana Mirka od remontu - kociarza oraz Miecia - poczciwego pijaczka, z którego filozofią, że ogród jest dobry na wszystko nie sposób się nie zgodzić.

"Ballada o ciotce Matyldzie" to ciepła, pogodna, optymistyczna opowieść. Taka pokrzepiająca na duchu. Opowiada o sile przyjaźni, o determinacji, o tym, że marzenia się spełniają. Nawet te o rusałkach. To też książka o przemijaniu, czy raczej o konieczności pogodzenia się z tym faktem oraz o tym, że często pozory mylą, życie jest pełne niespodzianek, a na tej planecie są dobrzy ludzie i warto też takim być.  Dowiemy się także, co to są nunataki, a więc mamy i walory edukacyjne.
Powieść jest zgrabnie napisana, z dużą ilością dialogów, momentami poważna, przeważnie zabawna, a chwilami frywolna, ale nie myślcie sobie zbyt wiele, bo tu tylko o słodkich ciasteczkach mowa... Kto przeczyta, zrozumie aluzję.
Narracja nie jest monotonna. Wplecione zostały także listy - ukazują zdarzenia z przeszłości, choć ze względu na taką formę nie otrzymujemy pełnego, dokładnego ich obrazu, a tylko okruchy w subiektywnym, emocjonalnym zapisie. Dzięki temu jest nieco tajemniczo, ciekawiej. Czytelnicy lubią niedopowiedzenia i otwarte pole dla wyobraźni.
Zaznaczę jeszcze, iż zakończenie, choć oczywiście optymistyczne, jest dość otwarte. Pewne sytuacje są lekko zasugerowane, ale na dobrą sprawę, wszystko jest jedną wielką niewiadomą. W każdym razie dopisanie dalszej części nie wydaje się niemożliwe, choć z drugiej strony nie jest też niezbędne.

Niby to kolejna opowieść o kobiecie, którą zawiódł mężczyzna, a ona nie tylko się nie załamała i świetnie sobie poradziła, ale odniosła sukces. Niby to następna miła historia z happy endem. Czyż jednak nie takich książek potrzebujemy dla odprężenia, gdy dość mamy przerażających informacji i tragedii, jakimi bombardują nas media i nasza szara rzeczywistość? Czy nie szukamy wytchnienia w lekkiej literaturze, przyjemnej i ciepłej jak nici babiego lata?
Przyznam, że choć nie każda pozycja z tej serii do mnie przemawia, to tej akurat się udało. Nic mnie w "Balladzie..." nie irytowało, może poza tym, że zbyt szybko znalazłam się na ostatniej stronie. Książka towarzyszyła mi w podróży, skończyłam ją już w domu, czytając przysłowiowym jednym tchem. Przyniosła mi to, czego oczekiwałam - relaks i dobry nastrój, prostą fabułę okraszoną barwnymi szczegółami i przesympatycznymi postaciami. Choć fotografia na okładce jest jesienna, a powieść została laureatką plebiscytu "Najlepsza książka na wiosnę" to polecam ją na każdą porę roku. Niezależnie od pogody!
 Podczas jazdy miałam wspólniczkę do czytania tej książki ;-)

Moja lista blogów