Życzę dobrych, spokojnych świąt Bożego Narodzenia, spędzonych jak tam komu pasuje.
Trzymajcie się ciepło!
I mam nadzieję do blogozobaczenia w Nowym Roku.
Zostawiam na deser recenzję powieści "Anielska zima"
http://zycieipasje.net/2017/12/20/anielska-zima-aleksandra-tyl-recenzja/
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prozami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prozami. Pokaż wszystkie posty
środa, 20 grudnia 2017
poniedziałek, 2 września 2013
Kot, haszysz i teściowa, czyli minihurtownia jeszcze lipcowo -sierpniowa
Kocie sprawki kryminalne
Grubą przesadą wydaje się określanie twórczości L. J. Braun największym hitem od czasu Agathy Christie, albowiem jak wiadomo - królowa jest tylko jedna. Nie przeszkadza to jednak w czerpaniu przyjemności
z czytania tych niewielkich tomików z kotem, których nie odkłada się na potem! To takie kryminały retro (sięgające do lat 60-tych XX w.), w staroświeckim - można by rzec - stylu. Tu nie intryga, zbrodnia
i dedukcyjna działalność detektywa są na pierwszym planie, ale otoczka, tło, różne szczegóły i smaczki.
Tom 1 powinno się -jako kryminał - czytać "wspak". Właśnie nie jako kryminał, ale jako uroczą opowiastkę z niebanalnym kotem w roli głównej.
Dziennikarski wyga Jim Qwilleran podejmuje pracę w "Daily Fluxion" w dziale kultury. Na sztuce zna się jak kura na pieprzu, ale to nie przeszkadza w przeprowadzaniu wywiadów z lokalnymi artystami, których miesza z błotem krytyk sztuki, ekscentryczny George Bonifield Mountclemens III. Jim powoli "rozeznaje się w temacie" tutejszych układów, a traf chce, że wynajmuje mieszkanie od wyżej wymienionego znawcy malarstwa, rzeźby i innych artystycznych eksponatów. Ów jegomość zaprasza go na wykwintne posiłki, wykorzystuje do drobnych usług typu odebranie biletu z kasy, czy doglądanie mieszkania podczas wyjazdu i karmienie kota. Kota to za mało powiedziane! Wspaniałego syjama lubującego się w zapachu świeżej farby drukarskiej, "czytającego" tytuły wspak. Dystyngowanego acz zdolnego do szaleństwa osobnika imieniem Kao Ko- Kung, w skrócie Koko. Bieg wydarzeń sprawia, że Jim i kocur zaczynają ze sobą "współpracować" i zanosi się na dłużej ( wszak seria liczy ok. 30 tomów). Kryminalnie rewelacyjnie nie jest, fakt. Rozwiązanie zagadki w sumie wyskakuje jak diabeł z pudełka, czy też jak Filip z konopi. Jakby się autorce przypomniało, że ktoś jednak musiał być mordercą... Czytelnik nie za bardzo ma pole do dedukowania z detektywem, którego na dobrą sprawę nie ma. Jeno dziennikarz i kot....
Fajne, lekkie do poczytania w pociągu, kolejce, czy normalnie w domowym zaciszu dla relaksu. Dla kocich sympatyków- koniecznie. Wadzą tylko niedostatki w korekcie.
Książkę wreszcie przeczytałam zmobilizowana sierpniową kategorią Trójki E -pik: powieść, w której jednym z bohaterów jest zwierzę.
Rozczarowanie nad Nilem
Gdyby to była pierwsza książka egipskiego pisarza, z jaką się zetknęłam, to Nadżib Mahfuz podzielił by los E. Jelinek i J. Le Clezio - noblistów, których omijam szerokim łukiem, nieomal spluwając przez lewe ramię. "Opowieściami starego Kairu" byłam zachwycona, choć tylko I tom poznałam, zanurzyłam się po uszy w orientalnej kulturze, historii i kolorycie stolicy Egiptu, w opowieści o rodzinie, jej tradycjach i codzienności. Niestety, "Rozmowy nad Nilem" mnie rozczarowały.
Grupa przyjaciół spotyka się co noc na barce zacumowanej na rzece, by palić haszysz i dyskutować, czy raczej snuć swoje wizje i gadki o życiu, sztuce, uczuciach itp. Są wśród nich urzędnik, finansista, tłumaczka, aktor, dziennikarka, adwokat, krytyk sztuki. Inteligenci, który uciekają od rzeczywistości w narkotyczną krainę iluzji i ułudy. Nocna przejażdżka samochodem po pustyni okazała się być dla nich tragiczną w skutkach. Nie jest jednak do końca powiedziane, czy poniosą konsekwencje zdarzenia.
Momentami ładne, liryczne, ujmujące (np. "Jest kwiecień, miesiąc kury i kłamstw"), ale ogólnie nudne. Oniryczna, filozoficzna, psychodeliczna nieco atmosfera. Trudne do uchwycenia treści.
Nie chodzi o to, by krytykować utwór Laureata Nagrody Nobla 1988, po prostu nie podobał mi się.
Dajcie mi spokój z Chmielewską! Kursa - to jest to!
Nic to, ze intryga kryminalna grubymi nićmi szyta, nic to, że wątek romansowy do przewidzenia - grunt, że całość jest zabawna, lekka i przyjemna i nie pretenduje do "bóg -wie-czego". Kraśnickie historyjki Małgorzaty J. Kursy są pisane gawiedzi ku uciesze i zgodnie z przeznaczeniem dostarczają rozrywki czytelnikom. Nie znajdziemy tam psychologicznej głębi, rozlewnych pejzaży, wydumanych "złotych myśli". Oczywiście wymagane jest od odbiorców poczucie humoru i brak sztywności, tudzież przymrużenie oka.
W tej części dowiadujemy się jak Ama poznała pewnego prokuratora i poznajemy tajemnicę, jaką skrywał inkrustowany stoliczek sprzedany przez przyszłą denatkę. Tytułowa teściowa, będąca teściową Izy, a mamą Pawełka (eks męża Luizy), występuje epizodycznie i w sumie jest nieszkodliwa. No chyba, że zabiera się za przekopanie grządek z liliami.... ;-)
Bawiłam się dobrze, czytałam głownie w łazience przy suszeniu włosów. Cieszę się, że jeszcze parę kursów z książkami M. Kursy mam przed sobą.
Książka przydała się do wakacyjnej edycji "Pod hasłem".
czwartek, 23 maja 2013
Niespodziewany kurs na Kursę!
O książkach Małgorzaty Kursy słyszałam, że są utrzymane w klimacie i stylu Joanny Chmielewskiej. Dla mnie nie jest to zbytnio zachęcający argument, albowiem nie przepadam za twórczością wyżej wymienionej pisarki. Chciałam jednak poznać choć jedną z kilku już wydanych powieści tej mieszkającej w Kraśniku autorki, bo ciągle spotykałam się z licznymi pozytywnymi opiniami na ich temat, a nazwisko Kursa często "kursowało" po internetowych ścieżkach, którymi dreptam - na blogach, portalach książkowych i społecznościowych.
![]() |
| Wyd. Prozami 2013 |
Los sprzyjał mym zamiarom i oto w konkursie zorganizowanym na stronie "Książka zamiast kwiatka" wygrałam nowość wydawnictwa Prozami. Niespodziewanie otrzymałam "Niespodziewanego trupa" z imienną dedykacją , za co ślicznie pani Małgorzacie dziękuję.
Fabuły streszczać nie będę, bo odebrałabym przyszłym czytelnikom przyjemność lektury, choć wiem, że już wypaplano, kogo tam unicestwili.. .Zanotuję tylko kilka spostrzeżeń.
Akcja rozgrywa się w Kraśniku. Podoba mi się taka forma patriotyzmu lokalnego, a zarazem promocja miejscowości. Miejsce wydarzeń jest konkretne, a przy tym bliskie rzeszom czytelników/czytelniczek zamieszkującym małe miasteczka. To też miła odmiana od popularnych w literaturze perypetii bohaterów w wielkim mieście czy sielskiej wiejskiej okolicy z sosnowym domkiem nad jeziorem na czele.
Pojawia się grono postaci znanych z poprzednich książek M. Kursy, co jednak wcale nie przeszkadza przypadkowemu czytelnikowi w połapaniu się w sytuacji, co najwyżej nabierze ochoty na przeczytanie kolejno wszystkich tomików.
Wśród bohaterów są zarówno starsze - ale młode duchem- panie jak i rozbrajające małe mądrale, szczególnie pewna 5-letnia blondyneczka sztuk raz. Zestaw damsko - męski oczywiście obecny, generalnie dążący do bajkowego stanu "i żyli długo i szczęśliwie". To nie jest zarzutem żadnym, wszak to ma być pogodne 'czytadło' a nie rozdzierający duszę przygnębiający dramat.
Podobieństwa do twórczości Chmielewskiej zauważam, wypadają pozytywnie w moim odczuciu. Grupka niekonwencjalnie zachowujących się przyjaciół prowadząca prywatne śledztwo, swymi nietypowymi metodami; nieprawdopodobne sploty okoliczności; wydostanie się bohaterki z opresji za pomocą czegoś w rodzaju szydełka - skąd my to znamy.. Znamy i lubimy, dodam. Tak, nawet ja, lubię, choć bez szczególnego entuzjazmu.
Powieść jest lekka i prosta, humorystyczno- kryminalna, z akcentem na humor. Przyjemna w odbiorze i szybka w lekturze. Nie rewelacyjna, nie fenomenalna, ale po prostu fajna.
Znakomicie wpasowała się w moje potrzeby czytelnicze, gdy chciałam złapać oddech po literaturze poważniejszego kalibru. Świetnie pasowała do porannej kawy i wieczornej herbatki przed snem.
Spodobała mi się także okładka w modnych odcieniach zieleni i pomarańczu, z żyrafką i kobietą trzymającą w rękach suszarkę niczym magnum czy inszą spluwę - jak na kryminał przystało.
Obrałam kurs na Kursę. Wiem już, że jej książki doskonale sprawdzą się jako umilacz-odstresowywacz, porcja dobrej rozrywki, humoru i optymizmu.Na koniec mam dla Was zagadkę - co to za roślinka?
Kto czytał "Niespodziewanego..." - cicho sza! Pozostałym powiem, że ten element rodzimej flory występuje w powieści i jest niezwykle istotny dla przebiegu fabuły.
;-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

