Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Kursa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Małgorzata Kursa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lipca 2020

"Wszystko przez kransala" M. Kursa

 Z tego wszystkiego zapomniałam przykleić tu link do mojej najnowszej recenzji ;-)

Komedia kryminalna dla osób z poczuciem humoru i dystansem:



(...)
Powieść zawiera akcenty humorystyczne, humor obecny jest w dialogach, w kreacji postaci, trochę też między wierszami, jednak tym razem nie bawiłam się do łez, czego można by oczekiwać od komedii (co nie oznacza braku ukontentowania lekturą), po prostu zdecydowanie bardziej skupiłam się na wątku kryminalnym. Przyznaję, że nie domyśliłam się sprawcy i motywu, a choć moje podejrzenia zmierzały w dobrym kierunku, to w całości nie mogłam się połapać. Nie pozostało mi zatem nic innego, jak śledzić akcję aż do końca książki, nie odkładając jej na potem.
Wszystko przez krasnala nie usatysfakcjonuje miłośników mrożących krew w żyłach thrillerów i mrocznych kryminałów, zaliczyć można tę powieść do “cosy- crime”, gdzie śledztwo prowadzą amatorzy, akcja rozgrywa się w małej społeczności, bez krwawych i brutalnych scen, za to z pewną dozą komizmu i absurdu. W stwierdzeniu “ciepła i pełna humoru komedia kryminalna” nie ma przesady i to jest idealna lektura w sytuacji, gdy nie ma się głowy do niczego.
(...)


 http://zycieipasje.net/2020/07/15/szpieg-w-ksiegarni-wszystko-przez-krasnala-malgorzata-j-kursa-recenzja/


czwartek, 11 sierpnia 2016

Uwielbiam Belzebuba! ("Nieboszczyk wędrujący")

Książka zajęła mi ze dwa wieczory i jeden poranek przy kawie. Zasmuciła mnie. Mianowicie tym, że mimo typowej objętości, zbyt szybko się skończyła. Tak jak drobne przekąski w miseczce, orzechy, rodzynki, czy owoce, po które odruchowo sięgamy, zajadamy ze smakiem i nagle... pusto.
 
Moją opinię przeczytacie pod linkiem.

poniedziałek, 2 września 2013

Kot, haszysz i teściowa, czyli minihurtownia jeszcze lipcowo -sierpniowa

 Kocie sprawki kryminalne
Grubą przesadą wydaje się określanie twórczości L. J. Braun największym hitem od czasu Agathy Christie, albowiem jak wiadomo - królowa jest tylko jedna. Nie przeszkadza to jednak w czerpaniu przyjemności
z czytania tych niewielkich tomików z kotem, których nie odkłada się na potem! To takie kryminały retro (sięgające do lat 60-tych XX w.), w staroświeckim - można by rzec - stylu.  Tu nie  intryga, zbrodnia
i dedukcyjna działalność detektywa są na pierwszym planie, ale otoczka, tło, różne  szczegóły i smaczki.
 Tom 1 powinno się -jako kryminał - czytać "wspak". Właśnie nie jako kryminał, ale jako uroczą opowiastkę z niebanalnym kotem w roli głównej.
Dziennikarski wyga Jim Qwilleran podejmuje pracę w "Daily Fluxion" w dziale kultury. Na sztuce zna się jak kura na pieprzu, ale to nie przeszkadza w przeprowadzaniu wywiadów z lokalnymi artystami, których miesza z błotem  krytyk sztuki, ekscentryczny George Bonifield Mountclemens III. Jim powoli "rozeznaje się w temacie" tutejszych układów, a traf chce, że wynajmuje mieszkanie od wyżej wymienionego znawcy malarstwa, rzeźby i innych artystycznych eksponatów. Ów jegomość  zaprasza go na wykwintne posiłki, wykorzystuje do drobnych usług typu odebranie biletu z kasy, czy doglądanie mieszkania podczas wyjazdu i karmienie kota. Kota  to za mało powiedziane! Wspaniałego syjama lubującego się w zapachu świeżej farby drukarskiej, "czytającego" tytuły wspak. Dystyngowanego acz zdolnego do szaleństwa osobnika imieniem Kao Ko- Kung, w skrócie Koko. Bieg wydarzeń sprawia, że Jim i kocur zaczynają ze sobą "współpracować" i zanosi się na dłużej ( wszak seria liczy ok. 30 tomów).
Kryminalnie rewelacyjnie nie jest, fakt. Rozwiązanie zagadki w sumie wyskakuje jak diabeł z pudełka, czy też jak Filip z konopi.  Jakby się autorce przypomniało, że ktoś jednak musiał być mordercą... Czytelnik nie za bardzo ma pole do dedukowania z detektywem, którego na dobrą sprawę nie ma. Jeno dziennikarz i kot....
Fajne, lekkie do poczytania w pociągu, kolejce, czy normalnie w domowym zaciszu dla relaksu. Dla kocich sympatyków- koniecznie. Wadzą tylko niedostatki w korekcie.

Książkę wreszcie przeczytałam zmobilizowana sierpniową kategorią Trójki E -pik: powieść, w której jednym z bohaterów jest zwierzę.

Rozczarowanie nad Nilem
Gdyby to była pierwsza książka egipskiego pisarza, z jaką się zetknęłam, to Nadżib Mahfuz podzielił by los E. Jelinek i J. Le Clezio - noblistów, których omijam szerokim łukiem, nieomal spluwając przez lewe ramię.
"Opowieściami starego Kairu" byłam zachwycona, choć tylko I tom poznałam, zanurzyłam się po uszy w orientalnej kulturze, historii i kolorycie stolicy Egiptu, w  opowieści o rodzinie, jej tradycjach i codzienności. Niestety, "Rozmowy nad Nilem" mnie rozczarowały.
Grupa przyjaciół spotyka się co noc na barce zacumowanej na rzece, by palić haszysz i dyskutować, czy raczej snuć swoje wizje i gadki o życiu, sztuce, uczuciach itp. Są wśród nich urzędnik, finansista, tłumaczka, aktor, dziennikarka, adwokat, krytyk sztuki. Inteligenci, który uciekają od rzeczywistości w narkotyczną krainę iluzji i ułudy. Nocna przejażdżka samochodem po pustyni okazała się być dla nich tragiczną w skutkach. Nie jest jednak do końca powiedziane, czy poniosą konsekwencje zdarzenia. 
 Momentami ładne, liryczne, ujmujące (np. "Jest kwiecień, miesiąc kury i kłamstw"), ale ogólnie nudne. Oniryczna, filozoficzna, psychodeliczna nieco atmosfera. Trudne do uchwycenia treści.
Nie chodzi  o to, by krytykować utwór Laureata Nagrody Nobla 1988, po prostu nie podobał mi się.

Książkę wyciągnęłam z półki na użytek sierpniowej  Trójki E -pik: powieść "afrykańska".

Dajcie mi spokój z Chmielewską! Kursa - to jest to! 
Nic to, ze intryga kryminalna grubymi nićmi szyta, nic to, że wątek romansowy do przewidzenia - grunt, że całość jest zabawna, lekka i przyjemna i nie pretenduje do "bóg -wie-czego". Kraśnickie historyjki Małgorzaty J. Kursy są pisane gawiedzi ku uciesze i zgodnie z przeznaczeniem dostarczają rozrywki czytelnikom. Nie znajdziemy tam psychologicznej głębi, rozlewnych pejzaży, wydumanych "złotych myśli". Oczywiście wymagane jest od odbiorców poczucie humoru i brak sztywności, tudzież przymrużenie oka.
W tej części dowiadujemy się jak Ama poznała pewnego prokuratora i poznajemy  tajemnicę, jaką skrywał inkrustowany stoliczek sprzedany przez przyszłą denatkę. Tytułowa teściowa, będąca teściową Izy, a mamą Pawełka  (eks męża Luizy), występuje epizodycznie i w sumie jest nieszkodliwa. No chyba, że zabiera się za przekopanie grządek z liliami.... ;-)
Bawiłam się dobrze, czytałam głownie w łazience przy suszeniu włosów. Cieszę się, że jeszcze parę kursów z książkami M. Kursy mam przed sobą.

Książka przydała się do wakacyjnej edycji "Pod hasłem".

czwartek, 23 maja 2013

Niespodziewany kurs na Kursę!

O książkach Małgorzaty Kursy słyszałam, że są utrzymane w klimacie i stylu Joanny Chmielewskiej. Dla mnie nie jest to zbytnio zachęcający argument, albowiem nie przepadam za twórczością wyżej wymienionej pisarki. Chciałam jednak  poznać choć jedną z  kilku już wydanych powieści tej mieszkającej w Kraśniku autorki, bo ciągle spotykałam się  z licznymi pozytywnymi opiniami na ich temat, a nazwisko Kursa często "kursowało" po internetowych  ścieżkach, którymi dreptam - na blogach, portalach książkowych i społecznościowych.

Wyd. Prozami 2013
Los sprzyjał mym zamiarom i oto w konkursie zorganizowanym na stronie "Książka zamiast kwiatka" wygrałam nowość wydawnictwa Prozami. Niespodziewanie otrzymałam "Niespodziewanego trupa" z imienną dedykacją , za co ślicznie pani Małgorzacie dziękuję.

 Fabuły streszczać nie będę, bo odebrałabym przyszłym czytelnikom przyjemność lektury, choć wiem, że już wypaplano, kogo tam unicestwili.. .Zanotuję tylko kilka spostrzeżeń. 

 Akcja rozgrywa się w Kraśniku. Podoba mi się taka forma patriotyzmu lokalnego, a zarazem promocja miejscowości. Miejsce wydarzeń jest konkretne, a przy tym bliskie rzeszom czytelników/czytelniczek zamieszkującym małe miasteczka. To też miła odmiana od popularnych w literaturze perypetii bohaterów w wielkim mieście czy sielskiej wiejskiej okolicy z sosnowym domkiem nad jeziorem na czele.
Pojawia się grono postaci znanych z poprzednich książek M. Kursy, co jednak wcale nie przeszkadza przypadkowemu czytelnikowi w połapaniu się w sytuacji, co najwyżej nabierze ochoty na przeczytanie kolejno wszystkich tomików.
Wśród bohaterów są zarówno starsze - ale młode duchem- panie jak i rozbrajające małe mądrale, szczególnie pewna 5-letnia blondyneczka sztuk raz. Zestaw damsko - męski oczywiście obecny, generalnie dążący do  bajkowego stanu "i żyli długo i szczęśliwie". To nie jest zarzutem żadnym, wszak to ma być pogodne 'czytadło' a nie rozdzierający duszę przygnębiający dramat.
Podobieństwa  do twórczości Chmielewskiej zauważam, wypadają pozytywnie w moim odczuciu. Grupka niekonwencjalnie zachowujących się przyjaciół prowadząca prywatne śledztwo, swymi nietypowymi metodami; nieprawdopodobne sploty okoliczności; wydostanie się bohaterki z opresji za pomocą czegoś w rodzaju szydełka - skąd my to znamy.. Znamy i lubimy, dodam. Tak, nawet ja, lubię, choć bez szczególnego entuzjazmu. 

Powieść jest  lekka i prosta, humorystyczno- kryminalna, z akcentem na humor. Przyjemna w odbiorze i szybka w lekturze. Nie rewelacyjna, nie fenomenalna, ale po prostu fajna.
 Znakomicie wpasowała się w moje potrzeby czytelnicze, gdy chciałam złapać oddech po literaturze poważniejszego kalibru. Świetnie pasowała do porannej kawy i wieczornej herbatki przed snem.
Spodobała mi się także okładka w modnych odcieniach zieleni i pomarańczu, z żyrafką i kobietą trzymającą w rękach  suszarkę niczym magnum czy inszą spluwę - jak na kryminał przystało.

Obrałam kurs na Kursę. Wiem już, że jej książki doskonale sprawdzą się jako umilacz-odstresowywacz, porcja dobrej rozrywki, humoru i optymizmu.

Na koniec mam dla Was zagadkę - co to za roślinka? 

Kto czytał "Niespodziewanego..."  - cicho sza! Pozostałym powiem, że ten element rodzimej flory występuje w powieści i jest niezwykle istotny dla przebiegu fabuły.

;-)




Moja lista blogów