wtorek, 16 czerwca 2015

"Jeszcze raz, Nataszo"

Jeszcze raz Wilczyńska...  To już moje czwarte spotkanie z jej prozą w tym roku.  Nie omieszkam, w miarę możliwości, zwiększyć tej statystyki, tymczasem zapraszam na kilka słów o "Jeszcze raz, Nataszo" wydanej przez Czwartą Stronę.

Sięgając po powieść Karoliny Wilczyńskiej można mieć pewność, że będzie to solidna porcja znakomitej prozy na wysokim poziomie. Główną bohaterkę poznajemy świeżo po rozprawie rozwodowej. Jest wolna. Zaczyna nowe życie. I co dalej? Dom na wsi wśród malowniczej przyrody, rozwijanie pasji albo wyjazd do magicznej Toskanii, czy innej arkadyjskiej krainy i nowe porywy serca? NIE. U tej autorki nie znajdziemy banału i schematycznych rozwiązań.
Natasza czuje dumę z triumfu odniesionego na sali sądowej. Powinna być zadowolona i pełna energii. Uświadomiła sobie, że jej dotychczasowe życie było oszustwem, a ostatnie miesiące - koszmarem. Wyrok sądu to nie magiczne zaklęcie, które sprawi, że wszystko zmieni się w cudowny sposób. Kobieta musi zakończyć "stare" życie zanim zacznie na nowo funkcjonować w rzeczywistości. Chce pozbyć się "resztek" po byłym mężu, oderwać od przeszłości. Postanawia dokonać widowiskowego, symbolicznego spalenia. Na stos (czyli na grill rozpalony na tarasie) trafiają fotografie - sceny  z poszczególnych etapów życia Naty.
W kolejnych, retrospektywnych rozdziałach poznajemy losy bohaterki, począwszy od jej zamieszkania w internacie podczas nauki w szkole średniej, poprzez relacje z rodzicami, pracę, studia, małżeństwo, szczeble kariery, aż po dramatyczne wydarzenia z  osobistego życia pozornie szczęśliwej pani prezes i w końcu - rozwód będący punktem przełomowym,  bolesnym, ale paradoksalnie - oczyszczającym.
Natasza rozlicza się z przeszłością, nazywa po imieniu to, co się działo, zrzuca z siebie ciężar i odradza się jak feniks z popiołów.
Powieść odzwierciedla także przemiany, jakie zachodziły w latach 80. i 90. XX w., (początki rozwoju handlu, marketingu, reklamy), zmiany społeczne ostatnich dekad. Ważne są w tym kontekście inne postaci, takie jak Kaśka i pan Mietek, Justyna, Agnieszka, czy Kora.
Nie jest to łatwa historia. Czyta się ją z przejęciem, z emocjami, z dużą dozą empatii dla bohaterki,  która musiała schować swoje "chcenia",  marzenia i potrzeby głęboko do kieszeni, realizując cudze ideały i ambicje, będąc taką- jak od niej oczekiwano. I wcale nie była ona naiwną gąską,  która tańczyła jak jej zagrają, ale zdeterminowaną, ambitną, wykształconą i zdolną absolwentką psychologii. Niestety, uwikłaną w sieć uczuć i relacji.

"Jeszcze raz, Nataszo" to literacka "terapia", przestroga, lekcja dla nas, bez moralizatorstwa, za to na "żywym przykładzie". Gorzka w sumie opowieść, ale bardzo motywująca i w ostatecznym rachunku - optymistyczna. Z otwartym zakończeniem -  przed Nataszą bowiem stoi otworem cały świat i tylko od niej zależeć będzie jakimi chwilami zapełni nowy, czysty album.

Moją uwagę zwróciły tytuły rozdziałów. To takie hasła - wyznaczniki, kolejne kroki. Warto się im przyjrzec, a może i zastosować...
Zobacz pierwszy fałsz - Wspomnij wakacyjne zauroczenie - Przeżyj miłość -Zaryzykuj - Przemyśl motywację - Podejmij wyzwanie - Otrząśnij się - Uwierz w przyjaźń - Zacznij marzyć - Stań na nogi.
Nasuwa się tu Kotarbiński ze swoim - Lub robić coś. Kochaj kogoś. Nie bądź gałganem. Żyj poważnie.”
 
"Jeszcze raz, Nataszo" okazało się powieścią z rodzaju tych O CZYMŚ, napisaną z klasą i lekkością. To warta uwagi, nie tylko dla kobiet, wciągająca i przejmująca, piękna książka.

 Jeszcze raz do wspólnej lektury zaprosił mnie MATRAS. Dziękuję.


czwartek, 11 czerwca 2015

"Spokojnie. To tylko Rosja" I. Sokołowski

Rosja to kraj, który fascynuje i przeraża jednocześnie. Na wołowej skórze by nie spisał historii i fenomenu tego ogromnego terytorium. Nie da się poznać i zrozumieć całej Rosji. Można ewentualnie próbować „ogarnąć” jej fragmenty. Ale i tak dobrze wiedzieć, że jadąc tam, trzeba logikę i zdrowy rozsadek zostawić przed granicą. Igor Sokołowski, dziennikarz, filozof, podróżnik, absolwent Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego odbył kilka podróży po Rosji. Swoje spostrzeżenia i wrażenia przedstawił w około 30 tekstach, zgrupowanych w dwóch częściach: „Północ” i „Południe” w książce „Spokojnie. To tylko Rosja”. 


Całość tekstu:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/789-igor-sokolowski-spokojnie-to-tylko-rosja-wydawnictwo-mg

środa, 10 czerwca 2015

"Jesień w Brukseli" K. Targosz

„Czy w ogóle można  zacząć nowe życie, mając trzydzieści lat, karton porcelanowych szczurów i trzy kołdry?” (s.11)
Bohaterka nie ma wyjścia, musi spróbować. 



 "Jesień w Brukseli", czyli krakowskie rozkminy pewnej dziewczyny... ;-)
Współczesna powieść obyczajowa ze średniowieczem, szczurami i ciachami w tle ;-)
Moja opinia:
http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/788-katarzyna-targosz-jesien-w-brukseli-wydawnictwo-janka



A tu możecie obejrzeć tytułową Brukselę oraz miejsca występujące w powieści:
 http://www.matkanaszczycie.pl/2015/06/krakow-konstancji-i-moj.html

wtorek, 9 czerwca 2015

Wywiad z Ałbeną Grabowską

Autorka m.in. słynnej już sagi "Stulecie Winnych" jest niesamowitą osobą.
Podziwiam ją. Oto wywiad przeprowadzony przeze mnie dla portalu "Medycyna i pasje":
 
http://medycynaipasje.com.pl/a2354/-------Zeby-moc-marzyc-----------wywiad-z-dr-Albena-Grabowska.html/m202

Zapraszam do lektury.
PS. Lada chwila pojawi się wznowienie:

sobota, 6 czerwca 2015

Osiołkowi w żłoby dano..., czyli stosik

Dawno nie było stosiku, a zatem najwyższa pora. Oto on:
Mam nadzieję, że udało mi się zgromadzić wszystkie książki przybyłe w ostatnich czasach, na co dzień rozpełzają się po różnych miejscach w mieszkaniu. Na biurku zalegają zacne "Księgi Jakubowe"(pożyczone), "Jeszcze raz, Nataszo" było w torebce, parę sztuk okupowało stół w dużym pokoju...
7 sztuk już przeczytane całe.
A którą Poświatowską najpierw czytać? ;-)

Tymczasem!

czwartek, 4 czerwca 2015

Był dzień Bożego Ciała...

"Był dzień Bożego Ciała, autobus co rusz zwalniał
i zatrzymywał się, gdy procesje powoli podążały
ku swoim świętym celom: baldachimy, chorągwie, chłopcy
                                                         z dzwonkami,
dziewczynki
trzymajace w dłoniach końcówki szarf przywiązanych
do narożników sztandarów, feretrony, monstrancja."



 Jacek Podsiadło "Wędrówka po moich niegdyś okolicach"  [ z tomu "Niczyje, boskie" (1998)]

 Zaczerpnięte ze zbioru "Być może należało mówić. 1984-2012" (Biuro Literackie 2014)




 


środa, 3 czerwca 2015

Uwielbiam reprinty - "Wędrówka pędzla i ołówka" M. Terlikowska

Reprinty są jak mosty łączące kolejne pokolenia. Dzięki nim dzieci mogą obcować z dokładnie taką samą książką, jaką mieli w rękach ich rodzice, czy dziadkowie. I choć papier jest lepszy, kolory żywsze, a wydanie ogólnie solidniejsze, to ilustracje, układ graficzny pozostają bez zmian. Po raz pierwszy „Wędrówka pędzla i ołówka” Marii Terlikowskiej z ilustracjami Janusza Stannego ukazała się w 1970 roku. Jej wznowienie na 45-lecie to wspaniały prezent dla czytelników.
(...)
 Cały mój tekst:  tutaj.

Elwirce też spodobała się ta książeczka, "Przygody pędzelka i ołówka" ją nazywa :-)
Jeszcze do kompletu 'Kuchnia pełna cudów" M. Terlikowskiej by się przydała. To dopiero byłaby radość! Tyle wspomnień!