Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 marca 2017

Z rękodziełem w tle - "Szeptane opowieści" A. Dutkiewicz

"Szeptane opowieści" należą do takiego typu książek, które zaczynają się średnio, rozkręcają powoli, ale gdy już "ruszą z kopyta", to nie można się od nich oderwać. Osobiście czytałam je do drugiej w nocy. Po prostu musiałam poznać, jak potoczą się losy bohaterów.

Moją opinię znajdziecie pod linkiem: http://www.polscyautorzy.pl/index.php/pl/recenzje/943-anna-dutkiewicz-szeptane-opowiesci-zysk-i-s-ka


Powieść przy okazji przydała się do zabawy "Pod hasłem" - w marcu szukamy książek z prologiem lub/i epilogiem ( ta akurat zawiera epilog)

niedziela, 25 września 2016

Co my wiemy o Mickiewiczu...

 













Pokaźna to księga, a jaka ciekawa! Rzetelnie przygotowana publikacja.
 

" (...) Urbankowski wnikliwie przyjrzał się życiu i twórczości mistrza polskiego romantyzmu, rozprawiając się z wieloma często błędnymi wyobrażeniami na jego temat. W obszernej monografii szczegółowo przedstawił dzieje romansów Mickiewicza, jego związki z towianizmem, okoliczności śmierci, a także kwestie związane z rzekomo żydowskim pochodzeniem poety, podobieństwem postaci literackich do realnie istniejących. (...)"


całość mojej opinii: tutaj


środa, 17 sierpnia 2016

Smakowity jabłecznik... i przypraw bez liku

Pamiętacie tę uroczą, wspomnieniową książkę?

"Te wspomnienia z dzieciństwa znanego poety i pisarza angielskiego ukazały się w roku 1959, kiedy to Laurie Lee po raz pierwszy od dwudziestu lat powrócił do ubogiej wioski w hrabstwie Gloucester, gdzie w gronie licznego rodzeństwa, pod opieką ukochanej matki, porzuconej przez męża dzielnej i niezwykłej kobiety, spędził lata dziecinne i pierwszą młodość.
Wrażliwy, utalentowany chłopak wcześnie zaczął pisać wiersze i grać na skrzypcach. Mając lat 16 zorganizował własną grupę muzyki i tańca, występującą w okolicy. Opuścił rodzinną wioskę mając lat 19i zarabiając grą na skrzypcach wywędrował w świat, najpierw nad nieznane mu morze, potem do Londynu i wreszcie do Hiszpanii, której szmat przemierzył zdobywając swą grą chleb i przyjaźń. Powrócił tu, aby wziąć udział w wojnie domowej, choć, jak sam pisał, "nie było wówczas rzeczą modną walczyć z dyktatorami".

W podróżach swych poznał kraje śródziemnomorskie, na Cyprze nakręcił film dokumentalny."
 źródło opisu: Czytelnik, 1975

Dobre wieści! Wypatrzyłam w zapowiedziach na jesień wznowienie!
ZYSK I S-KA            

 
   



Ale to nie koniec literackich smakowitości. Oto co jeszcze znalazłam na stronie wydawnictwa Zysk i S-ka:



Hinduska Tilo prowadzi etniczny sklep w kalifornijskim Oakland. Przyprawy, które sprzedaje, mają jednak niezwykłe właściwości. Tilo ma wielką magiczną władzę, lecz jednego jej nie wolno. Jeśli kogoś pokocha, straci nie tylko swój dar, ale być może także życie. I oto w sklepie Tilo pojawia się mężczyzna, który przyciąga ją z niezwykłą siłą...
 
 
"Mistrzyni przypraw łączy w sobie narrację typową dla realizmu magicznego i poetycki styl z relacją z życia hinduskich imigrantów w USA. Najważniejszy jest jednak niezwykły, tajemniczy nastrój książki, który sprawia, że nie można się rozstać z prozą Divakaruni".
 
"The New Yorker"
(materiały pochodzą ze strony  http://www.zysk.com.pl/)

Był taki film, bardzo mi się podobał, więc tym chętniej przeczytam wersję książkową.

Wyszukałam jeszcze parę ciekawych propozycji, ale o nich innym razem ;-)


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

"Niespodzianka na 6 liter" B. Spychalska-Granica

Wyd. Zysk i S-ka, 2015
Któż z nas nie lubi niespodzianek?! Już samo brzmienie tego słowa wzbudza pozytywne odczucia. Niespodzianka - to słowo jest jak mały dzwoneczek, który sygnalizuje, że właśnie ma miejsce coś zaskakującego i przeważnie przyjemnego. Dzieciom - smakuje czekoladowo i kojarzy się z zabawą, prezentem. Dorosłym - przywołuje na myśl okrzyk znajomych wyskakujących znienacka z tortem i urodzinowymi czapeczkami albo widok czegoś specjalnego przygotowanego przez bliską osobę. Niespodzianka miewa jednak - oprócz tego radosnego - inne oblicze. Mianowicie wtedy, gdy zdarzają się rzeczy nie do końca po naszej myśli, wbrew naszym oczekiwaniom, czy cudzym intencjom. Wówczas słowo "niespodzianka" nabiera nieco ironicznego wydźwięku.

"Życie jest jak pudełko czekoladek. Nidy nie wiadomo, na co się trafi" - ten słynny cytat z Forresta Gumpa można odnieść i do niespodzianek  w ogóle i do powieści Barbary Spychalskiej-Granicy w szczególe. Debiutancka Niespodzianka na 6 liter to proza obyczajowa opowiadająca o relacjach damsko-męskich, w tym: tych toksycznych i nietypowych. Temat-rzeka, ale choć zapisano już w związku z nim całe morze papieru, to nadal będzie stanowić problematykę ważną, aktualną, ciekawą i potrzebną. Bo dotyka  ona - bezpośrednio bądź pośrednio - nas samych, niezależnie od wieku, miejsca i czasu.

Główna bohaterka, a zarazem narratorka, Magda jest trzydziestokilkulatką, której oprócz pracy, mieszkania, psa i samochodu do szczęścia brakuje tylko rodziny i "monotonii codziennego życia". W końcu ileż  można wygrzewać się w cieple domowego ogniska u przyjaciółki Ewy z sąsiedniego bloku! Chętnie pozbyłaby się tej swojej "wolności", nie chce być samotna, ale nie za wszelką cenę. Jest "singielką z odzysku", ma za sobą małżeństwo z niespełnionym artystą - pasożytem, które rozpadło się z hukiem. W jej w miarę poukładane, choć dalekie od ideału, życie wkraczają mężczyźni. Poznany podczas spaceru z psem, tajemniczy Ben, który pojawia się i znika. Andrzej, szef Magdy, który  przestał być w centrum zainteresowań własnej żony, a "przypomniał sobie" o tym, co kiedyś ich łączyło... Wreszcie Jerzy - nieszczęsny "eks" zamajaczył na horyzoncie z nadzieją na powtórkę z rozrywki. Magda nie czuje się pewnie, ma mnóstwo wątpliwości, rozterek. Sama nie wie, czego chce i  - co ciekawe  - ma tego pełną świadomość. Tak jakby stała na rozstaju dróg, albo zabłądziła w lesie i nie wiedziała, która ze ścieżek doprowadzi ją do celu. Być może kogoś będzie irytowało zachowanie kobiety, ale trzeba spróbować ją zrozumieć. Boi się znów rozczarować, ale też obawia się przegapić to, co najważniejsze. Niby co ma wisieć, nie utonie, ale póki co, przecież  trzeba jakoś się odnaleźć w sytuacji, podejmować decyzje i przyjmować ich skutki. Magda jest szczera, zwyczajna, wręcz taka - jak zapewne wiele spośród czytelniczek. Kto nigdy się nie wahał i  nie miotał, kto nigdy nie narzekał na pogodę, i komu czasem rytmu życia nie wyznaczał jakiś punkt typu"spacer z psem" - niech pierwszy rzuci książką ;-)

Powieść jest ciepła, zabawna, zakończona happy endem. Taka z rodzaju tych "życiowych", w których odbija się codzienność, znane nam sytuacje i zwyczajni ludzie. Opowiada o tym, że nie powinno się wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, ale też, że stara miłość nie rdzewieje, o czym świadczy historia mamy Magdy.  Niespodzianka... zawiera również przykład prawdziwej, oddanej przyjaźni oraz wzór związku, w którym nie jest różowo, ale ma on solidne podstawy i stabilną konstrukcję, która nie runie nawet, gdy zdarzają się domowe "wyładowania atmosferyczne".
Książka wydawała mi się dość spokojna, nie chciałabym jednak użyć słowa "monotonna", bo stąd tylko krok do "nudna", a zupełnie nie o to mi chodzi. Nie ziewałam wcale, śledząc perypetie uczuciowe bohaterki, ani nie zżymałam się nad "oklepanymi" motywami typu "domek nad jeziorem", "spadek po dalekim krewnym", czy "cukiernio-kawiarnia" - bo takowe po prostu tu nie występowały.  To raczej taki spokój wynikający z toku opowieści, a nie braku wydarzeń. Nie nazwałabym Niespodzianki... rewelacją, ale mam bardzo pozytywne wrażenia z lektury. Szukając porównania: to tak, jakbym zjadła dobry, tradycyjny, smaczny obiad bez wymyślnych składników i kombinacji, a następnie poczuła sytość i satysfakcję.

Deserem zaś, czy też wisienką na torcie, jest bohaterka drugiego planu, która skradła uwagę zapewne niejednego czytelnika: Luiza, pies rasy bokser, zwana pieszczotliwie "psią". Brawa dla autorki za pomysłowy neologizm. Skoro mamy kot- kotka, to dlaczego nie pies - psia? Chodzi tu bowiem o rzeczownik (w znaczeniu "psinka", "sunia"), a nie przymiotnik (tak jak  np. w wyrażeniu "psia kostka"). Pomijając jednak już kwestię nazwy, to trzeba docenić piękny obraz przyjaźni ze zwierzęciem, jaki autorka odmalowała w powieści, a także wybór niezbyt popularnej w literaturze rasy psów. Przyznam, że najczęściej chyba czytałam w beletrystyce o kundelkach, jamnikach, owczarkach niemieckich, pudlach, trafiły się bulteriery (Kraina Chichów się kłania), ale z bokserem na kartach książki spotkałam się po raz pierwszy. Dodam też, że moje uznanie zdobyła scena, w której Magda wraz z dozorcą stwierdzają, iż mało jest porządnych właścicieli, sprzątających odchody po swoich pupilach, a brak świadomości w społeczeństwie jest smutny. Moim zdaniem, taka wzmianka w powieści to kropla w morzu i głos wołającego na puszczy, choć dobre i to. Przydałyby się wielkie kampanie społeczne na ten temat, ale już nie rozwijam tej dygresji, bo przecież nie o "niespodziankę", w którą można wdepnąć, chodziło.

Właśnie, jaka niespodzianka (w sumie to niejedna) spotkała bohaterkę, jak skrystalizowały się jej uczucia, czy rozwikłały się skomplikowane sprawy - po odpowiedzi na te pytania odsyłam do powieści. Spędzicie z nią miłe popołudnie, być może zastanawiając się nad podobnymi sytuacjami z własnego życia, czy takimi z którymi się zetknęliście lub o nich słyszeliście. Niespodzianka na 6  liter to porządny kawał  tzw. literatury kobiecej, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, przemiła komedia romantyczna z mądrą lekcją między wierszami. To również gratka dla fanów bokserów, psów rzadko goszczących w literaturze, a dość lubianych i popularnych.

Cieszę się, że miałam okazję rozwiązać tytułowe hasło z krzyżówki rodem i poznać Magdę, Ewę, Bena, Andrzeja, Elę, Jerzego i oczywiście - Luizę. Dzięki nim spędziłam przyjemnie parę wieczorów i nabrałam pozytywnej energii na czas wiosennego przesilenia. Mam nadzieję, że autorka uraczy nas kolejną, porządną porcją obyczajowej prozy.

niedziela, 17 sierpnia 2014

"Nędzole" Z. Masternak

(Zysk i S-ka, Poznań 2014)
Cyganka wróży z ręki przyszłość, a czytelnik odczyta wiele z okładki najnowszej powieści Zbigniewa Masternaka, czwartej części autobiograficznego cyklu "Księstwo".
O samym autorze, pochodzącym z Piórkowa k. Opatowa, wspomnę tylko, że to najlepszy uczeń w historii szkoły w Baćkowicach i mistrz Polski w piłce błotnej. 
Obszerny biogram  znajduje się na stronie: http://zbyszek-masternak.liternet.pl/
Masternak  może wydawać się  bufonem (vide: wywiad), ale byłam kiedyś na jego spotkaniu autorskim  i takiego wrażenia nie odniosłam.
Wracając do okładki...
 Nagłówek głosi: "Nareszcie prawdziwa powieść o polskiej emigracji zarobkowej!"  - tu mamy wskazaną tematykę  oraz ważną cechę. 
Rzeczywiście, jest to powieść prawdziwa, realna, szczera, oparta na wątkach autobiograficznych. 
Przy okazji nasuwają się na myśl "Szczuropolacy" Redlińskiego, więc nie wiem, czy to słówko "nareszcie"  tak do końca jest słuszne.
 Potrójne odniesienie do Francji (  przestrzeń akcji w powieści):
 - kolorystyka liter nawiązuje do francuskiej flagi;
 - tytuł odnosi się do wiekopomnego dzieła W. Hugo, które występuje również w treści powieści       
jako książka, na której bohater ćwiczy swój francuski, to też ironiczne określenie tyrających zagranicą Polaków;
- wizerunek słynnej wieży Eiffla ( symbol Paryża i całego kraju) w połączeniu ze świętokrzyskim scyzorykiem ( wskazuje na polsko-francuską sytuację w powieści);

 "Nędzole" opowiadają o młodym mężczyźnie i jego żonie Renacie, który przebywając we Francji podejmują się różnych prac (m.in. w garbarni skór,  w barze, w domu opieki), w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca i godziwego zarobku przemierzają kraj, napotykają różnorodnych ludzi, umacniają swój związek. 
Proza Masternaka jest niezwykle "filmowa" - w dużej mierze składa się z dialogów i obrazów. Jej atutem jest szczerość, prostota, "swojskość". To powieść oparta na faktach z życia autora, realistyczna, życiowa, prawdziwa, bez różu i pudru,  ubarwiają ją opisy surrealistycznych snów Reni.
Do sytuacji Polaków, którzy pojechali za chlebem na zachód, odnoszą się też symbolicznie "Księgi Narodu i Pielgrzymstwa  Polskiego" A. Mickiewicza, występujące również w fabule.
Bohater "Nędzoli"  to taki "typ niepokorny", nieco cyniczny, ironiczny,  egoistyczny, nie zawsze uczciwy, nie idealny. Zdarza mu się łamać przepisy, ukraść. Daje sobie radę. Kiedy trzeba - znika,ucieka, a kiedy trzeba - daje w pysk. Z Bardzo się troszczy o żonę, ich  uczucie to ważna wartość w tej powieści.
Styl Masternaka może irytować, ma w sobie jednak "coś",  coś znajomego, swojskiego, co sprawia, że  jego czytanie staje się przyjemne.  Trochę pachnie tu Gombrowiczem, a to już mi się podoba. Trochę to powieść "sowizdrzalska", a także " powieść-drogi".  W ogóle  Masternak tworząc swoje powieści zgrabnie operuje tym, co oferuje pisarski warsztat. Może jego teksty wybitne nie są, ale charakterystyczne na pewno. Nie czytam ich tylko ze względu na "lokalny patriotyzm" (  tak szerzej pojęty), po prostu mi "podchodzą".
Niebawem zabieram się za "Scyzoryka", bo nie pamiętam, czy czytałam.




wtorek, 16 kwietnia 2013

Kulinarnie, kryminalnie i filmowo - kwietniowa Trójka E-pik hurtowo

Kryminał kobiecą ręką:
Celebryci i śmierć - J. D. Robb, czyli Nora Roberts w swoim drugim pisarskim wcieleniu.

To było moje pierwsze spotkanie z detektyw Eve Dallas, choć to bodajże  35-ty już tom jej przygód. Najpierw nie mogłam się wciągnąć w tę powieść, rozpraszały mnie epizody i prywatne sprawy bohaterów,  później wszystko ruszyło z górki i nawet dość mnie zaabsorbowało śledztwo. Nie przewidziałam rozwiązania. Szerzej o książce piszę tutaj
Teraz zaś spróbuję się zastanowić nad tym, jaki ślad zostawiła "kobieca ręka", czy w ogóle istnieją różnice między kryminałami pisanymi przez kobiety i przez mężczyzn?
- Niekwestionowana korona w dziedzinie literatury kryminalnej przypada kobiecie - A. Christie. To klasyka gatunku. We współczesnej lit. krym. prym wiodą raczej mężczyźni, choć mam wrażenie, że coraz więcej pań chwyta za "zbrodnicze" pióro i coraz więcej nazwisk pojawia się na rynku.
Nie jestem jednak na tyle fanką kryminałów, by dokonać rzetelnej statystyki.
- U J. D. Robb w głównej roli, czyli roli detektywa, występuje kobieta; 
Eve Dallas-znakomita policjantka, silna, zręczna, odważna, świetnie dedukuje, ma cięty język, niepospolity temperament, jest twarda, ostra, konkretna, przy tym piękna, zgrabna i powabna, czyli "chodzący ideał". Niemal bez wad. No, może z wyjątkiem ukrywania batoników pod fotelem na czarną godzinę ;-)
Błędem jednak byłoby stwierdzenie, że kobiety -autorki tworzą postaci detektywów- kobiet. To nie jest zasada.  Argument: A.Christie - Herkules Poirot. Choć wydaje mi się, że łatwiej kobiecie wykreować postać kobiecą, a mężczyźnie - męską. Znów brakuje mi rozeznania, by zestawić autorów i bohaterów według płci.
- W powieści Robb nie brakuje odniesień do mody, urody, ciuchów, uczuć; tak od strony obyczajowej jest po prostu "kobieco" ;-)
- Mam wrażenie, że "kobiece" kryminały są łagodniejsze, skupione na śledztwie, łączeniu faktów, charakterach, a nie na mordach i masakrach. Za mało jednak kryminałów czytałam, znów nie mam szerokiego oglądu.

Motyw kulinarny odnalazłam w:
"Weronika zmienia zdanie" M. Maj - konkretną recenzję mojego autorstwa znajdziecie na stronie Czytajmy Polskich Autorów.


Tu tylko dodam, że jedzonko często gości u bohaterów powieści.
(Gołąbki, szarlotka, makarony z sosami, zupy kuchni węgierskiej, naleśniki z nutellą i keczupem, śniadanka, pikniki itp.).
Weronika poznała pewnego tajemniczego niebieskookiego amanta jak na gwałt potrzebował szarlotki i skierowała go odpowiedniego sklepu, następnym razem wskazała mu lokal, gdzie może nabyć gołąbki, których poszukiwał. To był dziwny początek wielce skomplikowanej znajomości...
Para bohaterów umawia się na kolacje w lokalu, pożera watę cukrową na festynie.
Marta, przyjaciółka Weroniki, prowadzi jadłodajnię, często dostarcza koleżance prowiant.
Wyprawa po konfitury (o oryginalnym składzie: dyniowo-pomidorowe) stanowi ważny moment w akcji- prowadzi do wyjaśnienia pewnej zagmatwanej sytuacji.
Catering od troskliwej rodzinki pojawia się nawet przy szpitalnym łóżku.

Jeśli za mało tych kulinariów, by zaliczyć tę kategorię Trójki... to już tylko książki kucharskie mi zostają ;-D

Książka zekranizowana:
"Ptaki ciernistych krzewów" Colleen Mc Cullough 

Nie miałam pojęcia, że to taka piękna powieść! Przepiękna! Poruszająca, zaskakująca saga rodzinna pełna emocji oraz obrazów australijskiej przyrody i ciężkiej pracy na owczej farmie. Dramatyczne dzieje rodziny Cleary na przestrzeni I. poł. XX w. ujmują już od pierwszej sceny, w której starsi bracia niszczą dziewczynce wymarzoną i drogocenną lalkę.
Autorka nie koncentruje się tylko na wątku uczuciowym łączącym Ralpha i Meggie, ale prezentuje wydarzenia dotyczące innych postaci (np. dzieje rodu, z którego wywodzi się Fee, historia Franka, perypetie Jimsa i Patsy'ego na froncie  - przy okazji mamy wzmiankę o udziale Australijczyków w II wojnie światowej, nie wiedziałam wcześniej nic o tym).
Bohaterowie wywołują  całą gamę odczuć - zdziwienie, sympatię, współczucie, podziw...
Na temat Luke'a O'Neila powiem to samo, co Anne (jedna z drugoplanowych postaci) - "Jego bym zatłukła".

Odnośnie ekranizacji to wiem tyle, że... była, że to telewizyjny hit przyciągający rzecze widzów głównie płci żeńskiej, że ksiądz, że romans, że Richard Chamberlain... Gdy serial był emitowany u nas po raz pierwszy, byłam za mała, by świadomie go oglądać, nie przywiązywałam wagi do takich filmów. Potem zaś wydawało mi się, że to jakiś melodramat, nic w moim guście. Czytając, odnoszę wrażenie, że chyba w ekranizacji skupiono się na jednym wątku (Ralph -Meggie), wątpię, by udało się oddać w filmowej adaptacji epicką rozlewność powieści i gruntownie przedstawić sylwetki wszystkich bohaterów.
Żałuję, że nie przeczytałam wcześniej tej książki. Pomyśleć, że nabyłam ją na wyprzedaży za dychę...
 Czyżbym już miała kandydatkę na książkę kwietnia... ?



Moja lista blogów