O książkach Małgorzaty Kursy słyszałam, że są utrzymane w klimacie i stylu Joanny Chmielewskiej. Dla mnie nie jest to zbytnio zachęcający argument, albowiem nie przepadam za twórczością wyżej wymienionej pisarki. Chciałam jednak poznać choć jedną z kilku już wydanych powieści tej mieszkającej w Kraśniku autorki, bo ciągle spotykałam się z licznymi pozytywnymi opiniami na ich temat, a nazwisko Kursa często "kursowało" po internetowych ścieżkach, którymi dreptam - na blogach, portalach książkowych i społecznościowych.
![]() |
| Wyd. Prozami 2013 |
Los sprzyjał mym zamiarom i oto w konkursie zorganizowanym na stronie "Książka zamiast kwiatka" wygrałam nowość wydawnictwa Prozami. Niespodziewanie otrzymałam "Niespodziewanego trupa" z imienną dedykacją , za co ślicznie pani Małgorzacie dziękuję.
Fabuły streszczać nie będę, bo odebrałabym przyszłym czytelnikom przyjemność lektury, choć wiem, że już wypaplano, kogo tam unicestwili.. .Zanotuję tylko kilka spostrzeżeń.
Akcja rozgrywa się w Kraśniku. Podoba mi się taka forma patriotyzmu lokalnego, a zarazem promocja miejscowości. Miejsce wydarzeń jest konkretne, a przy tym bliskie rzeszom czytelników/czytelniczek zamieszkującym małe miasteczka. To też miła odmiana od popularnych w literaturze perypetii bohaterów w wielkim mieście czy sielskiej wiejskiej okolicy z sosnowym domkiem nad jeziorem na czele.
Pojawia się grono postaci znanych z poprzednich książek M. Kursy, co jednak wcale nie przeszkadza przypadkowemu czytelnikowi w połapaniu się w sytuacji, co najwyżej nabierze ochoty na przeczytanie kolejno wszystkich tomików.
Wśród bohaterów są zarówno starsze - ale młode duchem- panie jak i rozbrajające małe mądrale, szczególnie pewna 5-letnia blondyneczka sztuk raz. Zestaw damsko - męski oczywiście obecny, generalnie dążący do bajkowego stanu "i żyli długo i szczęśliwie". To nie jest zarzutem żadnym, wszak to ma być pogodne 'czytadło' a nie rozdzierający duszę przygnębiający dramat.
Podobieństwa do twórczości Chmielewskiej zauważam, wypadają pozytywnie w moim odczuciu. Grupka niekonwencjalnie zachowujących się przyjaciół prowadząca prywatne śledztwo, swymi nietypowymi metodami; nieprawdopodobne sploty okoliczności; wydostanie się bohaterki z opresji za pomocą czegoś w rodzaju szydełka - skąd my to znamy.. Znamy i lubimy, dodam. Tak, nawet ja, lubię, choć bez szczególnego entuzjazmu.
Powieść jest lekka i prosta, humorystyczno- kryminalna, z akcentem na humor. Przyjemna w odbiorze i szybka w lekturze. Nie rewelacyjna, nie fenomenalna, ale po prostu fajna.
Znakomicie wpasowała się w moje potrzeby czytelnicze, gdy chciałam złapać oddech po literaturze poważniejszego kalibru. Świetnie pasowała do porannej kawy i wieczornej herbatki przed snem.
Spodobała mi się także okładka w modnych odcieniach zieleni i pomarańczu, z żyrafką i kobietą trzymającą w rękach suszarkę niczym magnum czy inszą spluwę - jak na kryminał przystało.
Obrałam kurs na Kursę. Wiem już, że jej książki doskonale sprawdzą się jako umilacz-odstresowywacz, porcja dobrej rozrywki, humoru i optymizmu.Na koniec mam dla Was zagadkę - co to za roślinka?
Kto czytał "Niespodziewanego..." - cicho sza! Pozostałym powiem, że ten element rodzimej flory występuje w powieści i jest niezwykle istotny dla przebiegu fabuły.
;-)





