czwartek, 8 stycznia 2015

Genialni matematycy (Remanent cz. 3)

„Między duchem a materią pośredniczy matematyka”
(H. Steinhaus)

WYD. ISKRY 2014



Zacznę od osobistej dygresji. Otóż, z własnej i nieprzymuszonej woli na egzaminie maturalnym zdawałam matematykę, która wówczas była jednym z przedmiotów do wyboru. Wychodziłam z założenia, że zawsze jakieś zadania rozwiążę, bo nigdy nie miałam serca do elaboratów z historii, o biologicznych testach nie wspominając. Nieskromnie przyznam, że w miarę sobie radziłam, z wyjątkiem geometrii analitycznej, z której to dziedziny chyba żadnego zadania nigdy nie  zrobiłam do końca. W studenckich czasach przez dwa lata mieszkałam ze studentką matematyki, stąd nieobce mi pojęcia „analiza matematyczna” , „algebra liniowa”  itp.. Wiem także, że „topologia” to wcale nie nauka o drzewach ;-) Obecnie nie sądzę, abym bez solidnej powtórki potrafiła cokolwiek rozwiązać, albowiem „czas zatarł i niepamięć”  te wszystkie wzory, dowody,  definicje i metody...
Tak czy inaczej, matematykę darzę ogromnym szacunkiem i sentymentem, wszak to „królowa nauk”. Powyższy wstęp stanowi niejako wyjaśnienie, skąd wzięło się u mnie zainteresowanie książką  o lwowskich matematykach.

Do przeczytania mojej opinii o tej książce zapraszam na stronę Czytajmy Polskich Autorów.



Remanent, czyli książka przeczytana  w 2014 r.

środa, 7 stycznia 2015

Szeptem o "Szeptusze"

Okładka książki Szeptucha
 Wyd. MG 2014
Rozglądam się na boki i spoglądam za siebie... Ciiiiii.... Tak szybciutko szeptem powiem, żeby mnie Redaktor Obsesja nie słyszała.... Bo wiecie, ona tę "Szeptuchę" bardzo polecała, zachwycała się nią.... a tu  masz babo placek! (Gdybym chciała być bardzo złośliwa, dopowiedziałabym - krowi. Tak w estetyce tej powieści pozostając).
Czytałam i czytałam.... i uszami przekładałam. Już  setna strona, a nadal lipa.....
Zaczęło się nawet zgrabnie - wspomnienia dziewczyny wychowywanej przez babcię, która była szeptuchą, wiejską "uzdrowicielką", leczącą za pomocą ziół i modlitwy.  
Rzecz dzieje się w Waniuszkach, wsi na Podlasiu, gdzie panuje ład i porządek,  każdy zna swoje miejsce i powinność, wszystko toczy się w rytmie natury i świąt kościelnych, jak w "Chłopach" Reymonta, taka "mityczna" wieś.
Potem zaczęły się schody: jak tylko pojawiła się jakaś postać na horyzoncie- to bach- historyjka, ciach- obrazeczek! Momentami gubiłam się, o czym to właściwie jest.
Nie mam nic przeciwko dygresjom, retardacjom, opowieściom szkatułkowym, ale na litość boską, skoro już odbiegać, to trzeba mieć od czego! Jakaś fabuła by się przydała, a w tej powieści oś główna jest tak cienka jak nić babiego lata. Wróć! Babie lato przynajmniej się snuje... Tak cienka jak badylek (przynajmniej coś wspólnego z zielskiem będzie). Uwaga: zdradzam fabułę: była sobie szeptucha, pomagała ludziom, potem jej zadania przejęła następczyni (wnuczka), pomagała -miała dar widzenia, potem miała romans z takim jednym z wielkiego miasta, który kręcił film o lokalnym kolorycie. Koniec. Celowo to spłaszczyłam, ale naprawdę tak to z grubsza wygląda.
No dobra, powie ktoś, że cały urok w tych "dygresjach".  Ale gdzie umiar? Jak to się mówi, co za dużo, to niezdrowo, a w tym przypadku - ma miejsce znaczny przesyt. Umyka główny temat, główna bohaterka. Rozłazi się wszystko. Ponadto wygląda to tak, jakby autorka nazbierała historii, z takimi tragicznymi na czele (a to przed laty Trofim zakatrupił rodzinę, a to hipisom dziecko umarło, a to inszy trup.... ). Nie mam nic przeciwko mocnym akcentom, ale dwa grzyby w barszcz to za dużo, a tu było ich nie dwa, a cały koszyk!
Dalej. Nie podobał mi się język. Plastyczny- to eufemizm. Kanciasty i wulgarny po prostu. Znów miałam wrażenie, że autorka przesadziła.
Kolejne myśli, jakie nachodziły mnie podczas lektury:
- ile jeszcze stron zostało do końca ...;-D
- autorka nie może się  zdecydować w którą stronę zmierza...;
- narzekałam kiedyś na "Mrówki w ogniu",ale chyba wolę te "Mrówki...";
- do sedna, autorko, do sedna...;
- fuj! bleee.....;
- z kogo bardziej się wyśmiewa: z "miastowych", którzy szukają prawdziwego wiejskiego życia, czy z mieszkańców wsi, którzy "robią  cepelię", by wydoić pieniądze od turystów...;
 - drugim Redlińskim to ona nie będzie... (w treści pojawia się "Konopielka", nasuwa się też "Awans" - pod względem tego "organizowania wiejskości" dla klientów);
- momentami jednak zabawne;
- dobrze pokazane  przemiany wsi, ludzkiej mentalności;
- zgrzytało: bohaterka wspomina jak chodziła w dzieciństwie do spowiedzi i ksiądz straszył piekłem, wyobrażała je sobie "jako rodzaj nocnego klubu z feerią efektów świetlnych i zawsze nowym programem rozrywkowym" (s. 27) - a skąd niby dziewczynka z zabitej dechami wsi miała takie porównania?
Oleśka - z czego żyła? Płacili jej za ziołolecznictwo? 

Spodziewałam się "okrągłej" powieści,  takiej z fabułą, wątkami pobocznymi,  nutą magii, romansu, sensacji, czego tam jeszcze...opisami przyrody, tymczasem to taka siląca się na współczesną prozę " ni pies, ni wydra". Przede wszystkim, mimo tych makabrycznych epizodów, nudna.
Nie jest to aż tak zła powieść, abym spluwała trzy razy przez lewe ramię, ale nie zachwyciła mnie, nie podobała mi się zupełnie. Postaci nie polubiłam, nie przejęły mnie ich losy. Jedynymi "światełkami w mroku" byli stara Chodorkowska (staruszka zatracająca się w odchłaniach wspomnień i niepamięci) i Wawrzyniec (świetna scena z bykiem, zdrowy chłopski rozum, cięte i  mądre gadki), akurat oni się autorce udali.

Rozgadałam się, ciiiiiiiiiiiiiiiii............... Tylko niech to zostanie między nami, bo jeszcze szeptucha jaki urok na mnie rzuci.... ;-)




   (Książka akurat  pasuje  do wyzwania "Pod hasłem" - styczeń 2015 r.)

niedziela, 4 stycznia 2015

"Przebudzenie" numer dwa!




Okładka książki Przebudzenie
Zainspirowana pomysłem Ejotka wyruszyłam na poszukiwanie "zdublowanych" tytułów, czy jak to określiłam książek - "bliźniaczek tytułowych". I tak odkryłam, że na półce mam drugie "Przebudzenie", tym razem pióra Katarzyny Zyskowskiej- Ignaciak, pisarki znanej mi  jak dotąd tylko ze znakomitej powieści "Nie lubię kotów". Już parę razy miałam tę książkę w ręku, zwłaszcza, że należy do lubianej przeze mnie serii "Babie lato", ale jakoś nigdy się nie zdecydowałam na przeczytanie. Teraz nadarzyła się idealna okazja!

Muszę przyznać, że ta powieść nie tyle mnie przebudziła, co nie dała zasnąć, bo jak już zaczęłam, to  tak czytałam pół nocy, a dziś po prostu musiałam dokończyć. Zatem pod względem  zaciekawienia i wciągania daję fabule wysoką notę. Niekiedy trafiają się książki, które rozkręcają się powoli, a my dajemy im szanse ( np. góra do setnej strony) albo odkładamy znużeni. W tym przypadku  od samego początku czytelnik zostaje wciągnięty w wir wydarzeń, a potem nie ma czasu na nudę. Już na wstępie mamy tajemniczy obraz - gdzieś nad jeziorem, pożar na wyspie, przypatrująca się tej pożodze kobieta.... Okazuje się, że to był sen bohaterki, ale skąd w jej głowie takie sceny? Oto jest pytanie!

"Młoda dziennikarka Zuzanna niespodziewanie otrzymuje spadek po nieznanym krewnym - malowniczą posiadłość na Mazurach. Zafascynowana przeszłością swoich przodków, powoli zaczyna zgłębiać tajemnice rodziny. Nie może jednak oprzeć się wrażeniu, że grozi jej niejasne niebezpieczeństwo. Kto z najbliższego otoczenia dziewczyny jest przyjacielem, a kto śmiertelnym wrogiem? " - notka na okładce, moim zdaniem za bardzo spłyca fabułę. Wydaje mi się, że wiele osób może się  zrazić takim opisem, bo  to już schemat: bohaterka dostaje spadek, wyjeżdża, w nowym miejscu rozpoczyna nowe życie,  poznaje rodzinną przeszłość, a następnie znajduje szczęście miłość i następuje happy end. Czyż nie mamy już dosyć takich historii?

Tymczasem Zyskowska- Ignaciak bierze trochę ze schematu lecz całość ubiera w inne, ciekawe barwy.  Nie unika wątku miłosnego, ale w końcu dlaczego miałoby go nie być, zwłaszcza w  tomiku pod znakiem "Babiego lata"!
Co dobrego zatem zaproponowała nam autorka:
 - Legendy o dawnych plemionach i rodach (Galindowie- plemię bałtyckie, pruski ród von Schenk) - historia klątwy sprzed wieków;
-   Losy rodziny Marii Wieluńskiej, babci Zuzy w trakcie wojny i w późniejszych czasach ( dramat utraty wszystkich bliskich);
- Mazury (okolice Giżycka, Jezioro Dobskie, wyspa Gilma - miejsce pogańskiego kultu) i  motyw żeglarski;
- Wróżby z kart i symbolika znaków np. wąż zjadający własny ogon jako symbol nieskończoności);
- Tajemniczy, magiczny, pełen napięcia nastrój;  bardzo dużo tajemnic, zagadek, niebezpieczeństw;
- Wątek kryminalny (zabójstwo w Anglii, "akcja z brzaną i obrzędy na wyspie");
-Niejednoznaczność bohaterów;
- Zaskoczenie ( niesamowite posplatanie wszystkich kawałków, niespodziewany finał);

Tytuł - na pozór nie kojarzy się z treścią. A jednak! Główna bohaterka w  wirze tych wszystkich niespodziewanych, tajemniczych, nagłych i podejrzanych wydarzeń powoli odrzuca ziarno od plew,  odchodzi od dotychczasowego jałowego życia ( nota bene podobny żywot wiodą postaci z "Nie lubię kotów"), dokonuje wyborów. "Budzikiem" staje się odkrycie rodzinnej historii sięgającej kilka wieków wstecz,  które zapoczątkowały list z Anglii, karteczka ze znakiem  podrzucona pod drzwi i prastary pierścień.

Niebanalna ( nie do końca zmyślona - jeśli chodzi o tematykę plemion na ziemiach mazurskich) historia oraz lekkie pióro Katarzyny Zyskowskiej - Ignaciak  sprawiły, że "Przebudzenie" wywarło na mnie spore wrażenie. To książka, którą się pochłania, z ciekawą i nietuzinkową fabułą, wyróżniająca się z tłumu opowieści obyczajowych o popularnych motywach spadku, wyjazdu, nowego domu/pensjonatu/kawiarni itp. Na pewno mi osobiście nie zatrze się w pamięci.
Przy tym jeszcze autorka potrafi snuć narrację i  wypunktować jednym krótkim  zdaniem  coś mądrego, istotnego, refleksyjnego.
Cieszę się, że w końcu zapoznałam się z tą powieścią i nie omieszkam sięgnąć po inne tytuły pióra Zyskowskiej.

Chaotycznie i notatkowo bardziej, ale na świeżo chciałam zapisać wrażenia.
Książkę przeczytałam z ogromną przyjemnością z własnych zasobów w ramach "Pod hasłem" - styczeń 2015- bonus .



sobota, 3 stycznia 2015

"Przebudzenie" - moja pierwsza lektura w Nowym Roku!

Okładka książki Przebudzenie
Wyd. FILIA 2014

Jedni są tą książka zachwyceni, drudzy- rozczarowani. Natomiast ja- jestem pośrodku, bo dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam, choć niektórych pomysłów fabularnych nie przewidziałam. Chciałam poznać dalsze dzieje bohaterów powieści "Łatwopalni" , toteż w końcu zaspokoiłam ciekawość. Do stylu autorki zdążyłam się przyzwyczaić i naprawdę - nie narzekam.Nie jest to literatura "wysoka", ale Agnieszka Lingas-Łoniewska z założenia - i z powodzeniem - tworzy powieści popularne, a przy tym bardzo poczytne, utrzymujące się w zakresie romansowo-obyczajowo-sensacyjnym, z nutką humoru i szczyptą pikanterii.  W jej  książkach chodzi o emocje, o feerię uczuć i przeżyć bohaterów, ich problemy, życiowe zawirowania, a nie o kunsztowną stylistykę frazy, nie o wyrafinowaną formę literacką. W ten sposób opowiadane historie trafiają do serc wielu czytelniczek (przepraszam panów, ale chyba jesteście w znacznej mniejszości odbiorców tego typu prozy).

W "Przebudzeniu" emocji  oraz życiowych zakrętów nie brakuje. Bohaterowie muszą rozliczyć się z przeszłością, ułożyć jak autko z klocków lego swoją teraźniejszość i "przebudzić się", by jasnym wzrokiem spojrzeć w przyszłość. Może ich perypetie komuś dadzą do myślenia? Może ktoś znajduje się w podobnej, choć częściowo, sytuacji?
Monika, Jarek i Grzesiek muszą dokonać ważnych wyborów i uporządkować swoje relacje. Sylwia znalazła się na rozdrożu - czas na remont, nie tylko mieszkania, ale i związku. Bernie- chłop na schwał - on też nie ma lekko, o nie, bo trafiła go strzała Amora, a przeszłość wróciła niespodziewanie i to z niespodzianką...
Ktoś chce solidnie namieszać, ale zemsta okazuje się wcale nie taka słodka, bo kto pod kim dołki kopie... i mieczem wojuje...wiadomo... Konieczny jest udział policji z podkomisarz Dorotą na czele, na powieściową scenę wkracza też... Lukas, czyli stary znajomy Łukasz Borowski. I  nie jest czarnym charakterem!

To nie jest słodka opowieść  o spełnianiu marzeń w scenerii usłanej płatkami róż. Droga bohaterów jest kamienista, nierówna i pełna zakrętów. Tak łatwo się potknąć i upaść, ale gdy ktoś poda dłoń - lżej się podźwignąć i brnąć dalej. W "Przebudzeniu"  - wydanym w "zmysłowej i romantycznej" serii z tulipanem - są "wichry namiętności", ale też zarysowano poważne problemy, jak ten, kiedy  na szalach wagi znajdują się małżeństwo i zgubny nałóg, albo utrudnianie rodzicowi kontaktu z dzieckiem. Powtarzam, tu nie jest różowo.
Niby wszystko dobrze się kończy, ale  mamy parę znaków zapytania, a pewne drzwi nie zostają zamknięte...Co dalej? To już w  tomie III. Oczywiście czuję się zaintrygowana kontynuacją.

Cóż więcej mogę powiedzieć... Dlaczego czytam takie książki?  Bo lubię ;-)  Bo czasem nie mam głowy do skomplikowanych spraw i filozoficznych dyskursów, czy też nie mam ochoty na epicką rozlewność. Niektórzy odpoczywają przy kryminałach, innych bawi fantasy, ja zaś wolę  inną formę i nie gardzę "czytadłem", romansem, czy  fabułą obyczajową.  Dla mnie "Przebudzenie" stanowiło przyjemną lekturę wprowadzającą mnie czytelniczo w Nowy Rok. Stopniowo przyjdzie czas także na "trudniejszą" literaturę, ale  póki co... pójdę się przespać....


Książka akurat idealnie pasuje do wyzwania "Pod hasłem". Hasło na styczeń 2015 r. brzmi:
polskie dwa-tysiące-czternastki, czyli książki polskich autorów wydane w 2014 roku.






piątek, 2 stycznia 2015

"Spektrum" K. Głuszko (Remanent cz. 2)

Niedawno wpadła mi w ręce mała niepozorna, niecałe 100 stron tylko licząca książeczka, starannie wydana - w twardej oprawie. Wpadła i już nie wypadła, bo przeczytałam ją za jednym zamachem. Gdybym napisała opinię na świeżo, brzmiałaby mniej więcej tak: !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 Jednak minęło już nieco czasu i spróbuję ująć myśli w słowa.
Okładka - Spektrum
Wyd. Dobra Literatura 2012

To nie jest powieść, ani też opowiadanie i ze świecą szukać tu literackiego kunsztu. Jest to mocne i bardzo osbiste wyznanie kogoś, kto "zawsze pozostanie inny od reszty", a my nigdy nie zobaczymy świata jego oczami.  To opowieść o inności, o cierpieniu, samotności, modlitwach, lękach, atakach psychozy, o pobycie w szpitalu psychiatrycznym, terapii insulinowej, elektrowstrząsach, zmaganiach z chorobą,  ale także o pewnym wtorku, który przyniósł chęć do życia i nowe siły do walki o siebie i własne szczęście - o tym wszystkim, czego doświadczył sam Krystian Głuszko, który  "utknął w spektrum autyzmu".

Przez kilka lat rzeźbił swój szkic, przelewając na papier skłębione myśli i przeżycia. To, o czym czytamy, wydaje się być jakimś "sajensfikszyn", ale to czysta prawda. To realne sytuacje z życia jednego z ludzi obok nas. Sytuacje i sprawy, o których nie mamy często zielonego pojęcia i z beztroską łatwością rzucamy epitetami typu "wariat", "psychol" itp. A to nie tak, nie tak.... To nieodgadniony megakomputer, jakim jest ludzki mózg po prostu inaczej "programuje" u niektórych osób. Każdy przypadek może być inny. Spektrum autyzmu jest naprawdę bardzo szerokim pojęciem. Nie czuję się kompetentna, by o tym pisać, ale przy okazji wspomnę o niezwykle ciekawej książce Luke'a Jacksona "Świry, dziwadła i Zespół Aspergera. Przewodnik dla użytkowników dorastania" (Wydawnictwo Fraszka Edukacyjna, 2005), gdzie mamy opis innego zaburzenia znajdującego się w spektrum autyzmu i też ukazanego z perspektywy osobistych doświadczeń  autora.

"Spektrum" K wydano w serii "Z wykrzyknikiem". Prezentowane są w niej  historie ważne, zawierające prawdę, takie, które powinny być wykrzyczane. Trudno o lepszy przykład, bo opowieść Krystiana Głuszka krzyczy każdym zdaniem, choć paradoksalnie - to krzyk szeptem. Szeptem pełnym wrażliwości, który dociera do czytelnika budząc w nim wiele emocji, empatię, ucząc zrozumienia i inspirując do poszukiwań.

 To nietypowa i niełatwa lektura, niezwykle poruszająca i stawiająca wiele pytań. Warto jej poświęcić czas.

Książkę z ciekawością przeczytałam dzięki Księgarni Matras.

Remanent, cz. 1 ("Poczytaj mi, mamo. Księga piąta")

 
Już po raz piąty wydawnictwo Nasza Księgarnia zaprosiło dorosłych na sentymentalną podróż do czasów własnego dzieciństwa, a dzieci - na fantastyczną przygodę z różnorodną literaturą. Ukazała się bowiem piąta część kolekcji zawierająca utwory z niegdyś bardzo popularnej serii „Poczytaj mi, mamo”. Takie wznowienie to prawdziwy skarb!
(...)
Ciąg dalszy mojej opinii --> (LINK)
Pod wspólnym hasłem "remanent" będą się ukazywać recenzje książek przeczytanych w 2014 r., ale dopiero teraz opisanych.


czwartek, 1 stycznia 2015

Przeminęło z wiatrem....

...a raczej przeminął...  
Rok dwa tysiące czternasty przeszedł do archiwum. Swoje skrzydła rozłożył nowiutki, mroźną świeżością pachnący dwa tysiące piętnasty. Maryla Rodowicz w jednej ze swych licznych piosenek śpiewa:
           "Pytają przy deserze
             i u piekielnych bram.
            Co nam ten rok zabierze
            a co daruje nam?
             (...)"
No ciekawe, co.... Nie mam hurraoptymistycznego nastroju. Bliżej mi do melancholijno-egzystencjalnego, wisielczo-humorystycznego stwierdzenia Grzegorza Kozery, cytuję:
"O rok jesteśmy starsi, o rok bliżej śmierci. Cieszmy się!"
 Zaiste, gaudeamus igitur, jeno fajerwerków oszczędźmy, dodałam.
Mimo wszystko, życzę  dobrego roku - Wam, drodzy Czytelnicy i Odwiedzacze (obojga płci) niniejszego bloga i sobie, zapisującej skromnie notatki w kratki.

Tak, czy owak -  jak się czytało, tak też czytać się będzie... zatem czas na podsumowanie "starego" roku czytelniczego i postanowienia na nowy. Czy z zeszłorocznymi wypaliło - nie pamiętam, sprawdzać mi się nie chce ;-)

2014
Przeczytałam łącznie 96 książek rozmaitego kalibru. 
Lwią część (62, o ile dobrze policzyłam) stanowiły zobowiązania recenzyjne, i tak: 
  • 28 - dla "Czytajmy Polskich Autorów" ( na blogu pojawiały się  linki do moich recenzji na portalu), ta ilość mnie nieco "przeraziła", mam jeszcze jedną przeczytaną nieopisaną oraz 3 otrzymane {nie wliczone do tych 28}, z którymi w tym roku już niestety nie zdążyłam.
  • 5- dla Księgarni MATRAS ( jedna jeszcze nie doczekała się recenzji, ale ta już powstaje).
  • 6-  dla Wydawnictwa M ( 1 przeczytana - oczekuje do opisania).
  • 3 - dla "Szuflady".
  • 9 dla "Wielkiej Litery" ( tu mała adnotacja, iż po zmianie osoby zajmującej się promocją w wydawnictwie przestałam otrzymywać propozycje do recenzji, nie napraszałam się zatem. Cóż, szat nie rozdzieram.)
  •  7 - dla "Marginesów" ( 1 recenzja oczekuje na publikację, a 1 otrzymaną ( nie wliczoną) mam jeszcze w zapasie).
  •  2 - okazjonalnie dla "Repliki".
  •  1 - propozycja od autorki.
  • 1 - z Wydawnictwa Literackiego - trafiła do "Obsesji".
11 książek własnych ( zakupione, wygrane, z wymiany)
  4 pożyczone prywatnie
19 - z biblioteki

Matematycznie chyba się zgadza, a jeśli nie, trudno. Zresztą, kogo to obchodzi...

Jestem zadowolona z tych 11 własnych, to prawie 1 na miesiąc, zatem całkiem nieźle rokuję na wyzwanie 12 książek na 2015 r., z tym, że potraktuję je zupełnie prywatnie - i tak już minął termin zgłoszeń (!), a sztywnej listy tytułów robić nie zamierzam, bo będę czytać to, na co w danej chwili będę mieć ochotę.
Ale pozostańmy przy podsumowaniu...

Nowością są współprace z Wydawnictwem Marginesy ( uwielbiam ich m. in. za literaturę biograficzną) oraz Magazynem Obsesje, w którym maczam palce czasem coś pisząc, czasem coś poprawiając ;-)
W "Obsesjach" właśnie zajmowałam się częściowo promocją książki "Grzeczna dziewczynka"  - recenzja i wywiad z autorką.
Przy okazji - kolejny wywiad czeka na publikację....

Była statystyka, teraz czas na top książek przeczytanych w 2014 r.
Sporo trafiło mi się świetnych, bardzo dobrych i dobrych książek. Mało niewypałów. Rozczarowały mnie "Malinche..."L. Esquivel, "Zdrada" Coelho oraz "Zupa z ryby fugu".
Dużo przeczytałam biografii/wywiadów, większość to jednak powieści.
Zdarzył się jeden tomik poezji ("Klangor" U. Kozioł).
Sporo też było literatury dziecięcej, i tu jednak też trafiały się wiersze ( w tomiku "Smok w powidłach", czy antologii "Klasycy dzieciom".
 Tradycją stało się wyróżnianie dziesiątki najlepszych, ale ja podam inną liczbę - jeszcze nie wiem, ile wyjdzie - w różnych kategoriach.

W kategorii `Rozrywka` prym wiodą: M. Kłosińska- Moeda ("Miłosne kolizje", "Kota lubi szanuje", "Kochaj i jedz, Brazyliszku") oraz I. Banach ("Lokator do wynajęcia", "Szczęśliwy pech").

W kategorii `Literatura zagraniczna`, której w tym roku u mnie było niewiele, odnotowania godne są: "Honor" E. Safak, "Tajemnica pani Ming" E.-E. Schmitta oraz "W domu innego" R. Brooka.

W kategorii `Reportaże`:"Serce narodu koło przystanku" W. Nowak.

 W kategorii ` Ku pokrzepieniu serc`: Żaba w papilotach, M. Biłas- Najmrodzka, E. Narbutt 
 Wolna miłość, R. Ligocka.

W kategorii `Tak zwane "babskie", ale...`: "Grzeczna dziewczynka" A. Białowąs, "Powrót na Majorkę" A. K. Majewska, "Z jednej gliny"L. Fabisińska 

W kategorii "Podróże w kulturze" - "Gottland" M. Szczygieł, "Białoruś dla początkujących" I Sokołowski, "Znaki szczególne" P. Wilk.

W kategorii `Z historią w tle` -"Made in Poland" (St. Likiernik) Marat/Wojcik.

 W kategorii "Podróże/ -Białoruś dla początkujących, I. Sokołowski

W kategorii `Biograficzne` -" Na wieki wieków amant" T. Pluciński/M. Adaszewska, "Taka jestem i już" M. Zawadzka,"Genialni. Lwowska szkoła matematyczna" M. Urbanek

W kategorii `Radiowe` - "Radiota. M. Niedźwicki, "Kochane Lato z Radiem" R. Czejarek.

W kategorii `Dzieciom` - "Sceny z życia smoków", B.Krupska, "Elf i pierwsza gwiazdka" M. Pałasz, "Hektor"S. Barnes.

W kategorii "Co się mieści w powieści" - tu będzie spora liga, a mianowicie:
  • Czas tęsknoty, A. Grzegorzewski
  •  Nie lubię kotów,  K.Zyskowska-Ignaciak
  •  Stulecie Winnych, Ałbena Grabowska
  •  Na wysokim niebie, D. Awolusi
  • Sońka, I. Karpowicz
  •  W powietrzu, I. Iwasiów
  •  Co się zdarzyło w hotelu Gold, G. Kozera,
W kategorii "Moje czytelnicze odkrycie" - Ałbena Grbowska, G. Kozera, M.Pałasz, K. Zyskowska - Ignaciak. 

W kategorii "Starzy znajomi" - R. Ligocka, J. Pilch, A. Stasiuk. M. Bruczkowski.



Mogłabym mnożyć te kategorie, ale już wystarczy, bo kilometr już napisałam...
Moje Książki Roku 2014 to
.......................... ( werble)................................

"Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli"  
oraz 
"Genialni. Lwowska szkoła matematyczna"


Uff....

Teraz krótko o planach na 2015 r.
  • Opanować się i ogarnąć, a także odnaleźć;
  • Zrealizować zaległe recenzje;
  • Kupić upragnioną książkę A. Kuźniak o Zofii Stryjeńskiej;
  • Czytać własne zbiory (co najmniej 1 pozycję miesięcznie);
  • Myślałam o jakimś cyklu, ale chyba jednak nie;
  • Przymierzam się do wyzwania ( z małymi modyfikacjami):
 Na razie wystarczy, jeśli coś mi jeszcze się przypomni, albo wpadnie do głowy, to napiszę w osobnym poście.

Tymczasem trzymajcie się ciepło i czytajcie, co chcecie!

Pozdrawiam noworocznie-
Agnesto

Moja lista blogów